Relacjonujemy ostatnie godziny zimowego okna transferowego!

Piąty raz to samo. Nic dziwnego, że Lewandowski cierpiał. "Mieli się teleportować?"

Piąty raz to samo. Nic dziwnego, że Lewandowski cierpiał. "Mieli się teleportować?"
własne
Autor: Marek Mizerkiewicz 01 Gru 2022 | 09:45
Jak reprezentacja Polski dostała się do 1/8 finału mundialu po porażce z Argentyną? Czy można tu mówić o jakiejkolwiek kontroli boiskowych wydarzeń? Analiza przegranego meczu z “Albicelestes” pokazuje, że jeśli się nie wie, na kogo liczyć, to warto zająć się własną grą. Bo perspektywy na przyszłość są naprawdę mało obiecujące.
Dalsza część tekstu pod wideo
”Biało-czerwoni” rozpoczęli to spotkanie od zdecydowanego przejścia na połowę Argentyńczyków. Kiedy ci zagrywali piłkę do tyłu, Polacy natychmiast skracali pole gry i podchodzili wyżej do podopiecznych Lionela Scaloniego. W rezultacie w pierwszych minutach meczu uzyskali chwilową dominację nad ”Albicelestes”, czego wyrazem był strzał Krystiana Bielika sprzed 16. metra.
Wraz z kolejnymi minutami polski pressing zaczął słabnąć i piłkarze Czesława Michniewicza wycofywali się do średniego bloku obronnego w ustawieniu 4-4-2. Grupowali się w szerokości pola karnego, dlatego gracz Argentyny przy linii bocznej stawał się wolnym zawodnikiem.
Kiedy otrzymywał piłkę, do linii obrony schodził polski skrzydłowy (Karol Świderski), co z kolei sprawiało że pojawiało się więcej miejsca w strefach centralnych. W pierwszej części gry Polacy skutecznie blokowali te sektory boiska, lecz ta strategia obronna miała przypomnieć o sobie jeszcze w drugiej połowie.
Dużym atutem Argentyńczyków byli również dwaj lewonożni gracze ofensywni - Angel Di Maria i Leo Messi. Dzięki zejściom z prawego skrzydła na swoje wiodące nogi mogli skupiać uwagę Polaków i sprawnie zmieniać kierunek ataku, co tworzyło wolne przestrzenie z dala od wcześniejszego miejsca, gdzie znajdowała się piłka (tzw. centrum gry). W ten sposób Argentyńczycy mogli uderzać na bramkę Wojciecha Szczęsnego lub otwierać drugie skrzydło dla Marcosa Acuni. Sytuacje te jak żywo przypominają akcję, po której Messi zdobył pierwszego gola w meczu “Albicelestes” z Meksykiem.
Polacy w fazie ataku, choć rzadko się w niej znajdowali, starali się przeprowadzać akcje bocznymi sektorami. Argentyna broniła w 4-3-3, które jest węższe od czwórki obrońców Polski, dlatego rolę wolnego gracza na skrzydle pełnił prawy defensor, Matty Cash. Piłkarz Aston Villi kilkukrotnie popędził z piłką na połowę rywali, lecz ci otoczyli go szybciej, niż Polacy stworzyli opcje podania.
O ile do przerwy Polska wytrwała bez poważniejszych błędów w defensywie, o tyle 45 minut rozpoczęła najgorzej, jak tylko się dało. Bardzo prosta wymiana pozycji na skrzydle przez Angela Di Marię i Nahuela Molinę przyniosła asystę tego drugiego przy golu Alexisa Mac Allistera. Skrzydłowy i boczny obrońca Polaków nie przekazali sobie krycia w odpowiednim tempie i Molina wycofał futbolówkę na 16. metr. Strefa w polu karnym na wprost bramki Wojciecha Szczęsnego została kompletnie opuszczona przez Polaków i - biorąc pod uwagę podział ról w tym systemie - powinna zostać zaasekurowana przez jednego ze środkowych pomocników. Piłka przeszła przez sektor pomiędzy środkiem a bokiem boiska, na który zwracaliśmy uwagę w taktycznej zapowiedzi meczu (TUTAJ).
Asekuracja przedpola szesnastki przez drugą linię wyraźnie osłabła, w porównaniu do pierwszej połowy meczu, a właśnie te strefy Argentyńczycy wykorzystują najchętniej w swoich atakach.
W kolejnym meczu z rzędu można było zauważyć, że ostatnia linia obrony ”Biało-czerwonych” wyjściowo ustawiała się wyraźnie węziej, niż formacja pomocy. To powodowało, że piłkarzom Scaloniego względnie łatwo przychodziło rozgrywanie piłki pomiędzy pomocnikami, co dodatkowo zapewniała ich płynna wymiana pozycji w obrębie grupy trzech i czterech graczy.
Im dłużej trwało to spotkanie, tym Polacy coraz rzadziej podejmowali próby intensywnego pressingu. Z pewnością zdawali sobie z tego sprawę defensorzy Argentyny, którzy budowali akcje w niskich strefach. Na powyższym przykładzie Cristian Romero pokazał Enzo Fernandezowi, że nie jest już dłużej potrzebny w linii obrony i może swobodnie przejść o ”piętro” wyżej, gdyż statyczne 4-4-2 Polski można było bez problemu ominąć małą liczbą graczy z tyłu.
Przesunięcia Argentyny przyjęły ostateczną formę ustawienia 2-3-5. Mistrzowie Ameryki Południowej mieli w każdej linii gracza ustawionego pod kątem, co pozwalało na przejście płaskich formacji Polaków. Gra ”Albicelestes” odznaczała się dużym balansem i nawet jeśli piątka napastników straciła piłkę w ataku na połowie Polski, druga piątka asekurowała ich za plecami.
Ustawienie Argentyny w ”odwróconą piramidę” utrudniło niemal wszystkie działania Polaków. Szerokość formacji ataku spowodowała, że do linii obrony musieli wycofywać się nowowprowadzeni na boisko skrzydłowi ”Biało-czerwonych” - Michał Skóraś i Jakub Kamiński. Wobec tego, po rozszerzeniu gry i ponownym wgraniu piłki do środka, pojawiała się wolna przestrzeń między polskimi liniami - dokładnie ta sama, co w przypadku zejść Karola Świderskiego w pierwszej połowie. Tym razem Argentyńczycy byli już bezlitośni i po uporządkowaniu własnej gry zdobyli gola z tej strefy po podaniu Enzo Fernandeza.
Nie dosyć, że przez szerokość Argentyny przeciekała polska obrona, to cierpiał również atak. Identycznie jak w meczach z Belgią, Holandią, Chile czy Meksykiem skrzydłowi znajdowali się za daleko napastnika, by stworzyć mu szybką opcję podania i zmienić stronę gry. Tak o wprowadzeniu Skórasia i Kamińskiego wypowiedział się Czesław Michniewicz przed kamerami TVP:
- Chcieliśmy szybkości na skrzydłach, by po przejęciu piłki mieć zawodnika, do której można zagrać do przodu. Po odbiorze piłki do dyspozycji był tylko Robert Lewandowski i Karol [Świderski] gdzieś w dole i nie było do kogo tej piłki zagrać. Liczyliśmy na to, że właśnie w ten sposób ożywimy te skrzydła, lecz od razu podcięła je nam bramka. Nie wyszliśmy dobrze z szatni i już przegrywaliśmy 0:1 - przyznał selekcjoner reprezentacji Polski.
W obliczu negatywnego rezultatu i faktu, że awans do fazy pucharowej mundialu wisiał na włosku, Polacy nie rzucili się jednak do ataków przeciwko wyraźnie uspokojonej Argentynie. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że pojawiały się możliwości, by skonstruować atak, który zapewniłby ”Biało-czerwonym” sprawne przejście pod pole karne. Argentyńczycy w wielu fragmentach drugiej połowy również bronili w 4-4-2, które pozwalało na przeszycie formacji podaniem w wielu kierunkach. Polscy pomocnicy po przejęciu futbolówki od obrońców wybierali jednak bezpośrednie podania górą na napastnika, któremu trudno było opanować piłkę w asyście argentyńskiego obrońcy.
Niedosytu po tym spotkaniu, pomimo szczęśliwego zbiegu okoliczności w obu meczach grupy C, nie krył trener polskiej kadry:
- Z tego cierpienia mogło urodzić się coś lepszego. Żałuję zwłaszcza tych momentów z pierwszej połowy, kiedy odbieraliśmy piłkę w środkowej strefie, czy to Bielik, czy Krychowiak. Często [Argentyńczycy] grali przez środek, wiedzieliśmy o tym, ale brakowało wyjścia przed piłkę. W drugiej połowie liczyliśmy, że skrzydłowi to zrobią, ale odbiorów było już mniej. Argentyna szybko strzeliła bramkę i zaczęła grać na utrzymanie. W pierwszej połowie nie zdobyła gola i szybciej kończyła akcje strzałem. W drugiej połowie zaczęła wymieniać - na nasze nieszczęście - więcej podań od prawej do lewej, nie myślała o strzeleniu szybko kolejnej bramki, tylko o zmęczeniu nas. Efekt był taki, że straciliśmy tę drugą bramkę - powiedział selekcjoner Michniewicz w pomeczowym wywiadzie dla TVP.
W tym momencie może zadać sobie pytanie, czy nie można było tego przewidzieć przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Wysokie pozycje bocznych obrońców i rozszerzenie ustawienia do linii końcowej to główne elementy gry ofensywnej Argentyńczyków. Zdaje się, że Czesław Michniewicz odizolował od siebie fazy gry, ponieważ Michał Skóraś i Jakub Kamiński nie byli w stanie - pomimo swojej ponadprzeciętnej szybkości - cudownie przetransportować się o kilkadziesiąt metrów wyżej w ciągu kilku sekund i rozwinąć szybki atak ”Biało-czerwonych”. W efekcie Polacy cofali się coraz głębiej na własnej połowie, jakby wciągały ich ruchome piaski, które, co by nie mówić, sami sobie zafundowali.
Radość po awansie do fazy pucharowej mundialu jest oczywista - Polska rozegra swój czwarty mecz na mistrzostwach świata po raz pierwszy od 1986 roku. Widok biało-czerwonych barw i koszulek z orłem na piersi naprzeciwko urzędujących mistrzów globu, Francuzów, z pewnością na długo zapadnie w pamięć, lecz świat futbolu na turnieju w Katarze się nie kończy. Poziom gry Polaków i szczegółowe statystyki poddają w wątpliwość słuszność twierdzenia, że ”Biało-czerwoni” rzetelnie zapracowali sobie na korzystny wynik. Wydaje się, że w przypadku polskiej kadry wyciągnęliśmy fałszywe kalkulatory.
Pomimo zachowania czystych kont w dwóch pierwszych meczach grupowych, Polacy powinni stracić w tych spotkaniach ponad trzy gole, zdając się na wartość goli oczekiwanych przeciwników. Należy podkreślić, że jest to najbardziej niezawodna statystyka w futbolu, ponieważ w dłuższych seriach gier niemal bezbłędnie prognozuje wyniki danej drużyny. Już w meczu z Argentyną Polska dopuściła do aż 20 strzałów z własnego pola karnego (sic!), ”przyjmując” 3.69 xG. Sama stworzyła sobie szanse strzeleckie o wartości zaledwie 0.20 gola oczekiwanego w starciach z Meksykiem i ”Albicelestes”, zaś w meczu z Arabią Saudyjską zdołała wykreować okazje po ataku przestrzeni za wysoką linią defensywy (1.56 xG).
Nie ulega wątpliwości, że te liczby nie zapewnią reprezentacji Polski korzystnych rezultatów w przyszłości. W przekroju krótkiego turnieju, jakim są mistrzostwa świata, można ”oszukać” wskaźniki statystyczne i zagrać ponad stan, lecz w perspektywie rozwoju drużyny można mieć już duże wątpliwości co do powodzenia takiej gry. Przed sztabem Czesława Michniewicza kolejne zadanie - jak cel krótkoterminowy, czyli wyjście z grupy mundialu w Katarze, przekuć w realizację planów na przyszłość. O ile w przypadku kształtu obecnej reprezentacji Polski, a szczególnie jej gry, może być o tym w ogóle mowa. Zatem kalkulatory w dłoń i liczymy na siebie.
author picture

Marek Mizerkiewicz

Spodobał Ci się tekst tego autora?

Czytaj kolejne
Źródło: własne

Strzelcy - Mistrzostwa Świata

Strzelcy

Bukmacherzy

Reklama
STS
1660 PLN

100 PLN zakład bez ryzyka, trzy pierwsze wpłaty z bonusem łącznym 1500 PLN i 60 PLN za wykonanie zadań

Więcej o bonusie: STS kod promocyjny
Fortuna
635 PLN

Zwrot do 600 PLN za przegrany pierwszy zakład BEZ OBROTU! Zwrócone środki można od razu wypłacić. Do tego 20 PLN za darmo i 15 PLN freebet 

Więcej o bonusie: Fortuna kod promocyjny
Superbet
3755 PLN

Zwrot do 3500 PLN, jeśli zakończysz pierwszy tydzień na minusie, 200 PLN podwojenia pierwszej wpłaty oraz 35 PLN freebet po pierwszej wpłacie

Więcej o bonusie: Superbet kod promocyjny
Betclic
200 PLN

Zwrot do 200 PLN (cashback) w postaci freebetu na pierwszy kupon. Kod rejestracyjny: MECZYKI

Więcej o bonusie: Betclic kod promocyjny

Dyskusja 0

Strzelcy - Mistrzostwa Świata

Strzelcy

Bukmacherzy

Reklama
STS
1660 PLN

100 PLN zakład bez ryzyka, trzy pierwsze wpłaty z bonusem łącznym 1500 PLN i 60 PLN za wykonanie zadań

Więcej o bonusie: STS kod promocyjny
Fortuna
635 PLN

Zwrot do 600 PLN za przegrany pierwszy zakład BEZ OBROTU! Zwrócone środki można od razu wypłacić. Do tego 20 PLN za darmo i 15 PLN freebet 

Więcej o bonusie: Fortuna kod promocyjny
Superbet
3755 PLN

Zwrot do 3500 PLN, jeśli zakończysz pierwszy tydzień na minusie, 200 PLN podwojenia pierwszej wpłaty oraz 35 PLN freebet po pierwszej wpłacie

Więcej o bonusie: Superbet kod promocyjny
Betclic
200 PLN

Zwrot do 200 PLN (cashback) w postaci freebetu na pierwszy kupon. Kod rejestracyjny: MECZYKI

Więcej o bonusie: Betclic kod promocyjny