Ameyaw o rasizmie kibiców Rakowa. Szokujące słowa
Michael Ameyaw przez dwa lata był zawodnikiem Rakowa Częstochowa. W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą opowiedział o rasizmie, z jakim zetknął się w klubie.
Skrzydłowy podpadł kibicom Rakowa jeszcze wtedy, gdy był zawodnikiem Piasta Gliwice. Cała sytuacja nie była dla niego przyjemna, ale i nie zamierza jej wielce rozpamiętywać.
- Ja z kibicami Rakowa miałem super kontakt, czy na ulicy czy w mediach społecznościowych starałem się zawsze poświęcać im czas. Odbiór mojej osoby na mieście czy na stadionie był rewelacyjny. Ale dotknęła mnie też przykra sytuacja - powiedział Ameyaw.
- Mój ostatni mecz w barwach Piasta był właśnie przeciwko Rakowowi. W ostatniej minucie strzeliłem gola na 1:0. Po zdobyciu bramki udałem się do narożnika. Miałem taką swoją cieszynkę, że siadałem na kwadracie Ekstraklasy i rozkładałem ręce. W momencie tej celebracji zbiegli się kibice i kilku zaczęło wydawać dźwięk małpy. Nie pozostawałem dłużny. Nie wziąłem tego jakoś mocno do siebie, bo taki jestem. Pokazałem im gest machania ręką w odpowiedzi i dla mnie sytuacja się skończyła - dodał.
W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą Ameyaw szczerze mówił o tym, że nazwiska czarnoskórych piłkarzy nie są wyczytywane przez część kibiców. Rzecz jasna nie wszyscy postępują w ten sposób.
- Wśród kiboli w Rakowie jest taki niechlubny zwyczaj, że czarnoskórych zawodników przed meczem się nie wyczytuje. Cały stadion poza nimi normalnie skanduje nazwiska - opisywał.
- Żeby tutaj też wszystkich nie wrzucać do jednego wora – była również taka fajna sytuacja związana z tym, że osoba pracująca, nie mogę powiedzieć gdzie, a dokładniej jeden z tych kiboli Rakowa, miał styczność z moją narzeczoną. Napisał jej SMS-a, żebym się nie przejmował, że to jest jedynie grupka ludzi na tym „młynie”, która jest do mnie sceptycznie nastawiona ze względu na kolor skóry. Dlatego nie wyczytują mojego nazwiska - dodał.
