Amorim wypalił po kolejnej wpadce. Zasugerował, kiedy może odejść z klubu
Manchester United wciąż nie uporał się z kryzysem. Ruben Amorim na ostatniej konferencji prasowej podkreślił, że nie przybył na Old Trafford wyłącznie po to, aby pełnić obowiązki trenera.
Portugalczyk objął United w listopadzie 2024 roku. Pod jego wodzą "Czerwone Diabły" rozegrały 63 mecze, notując 25 bramek, 15 remisów i 23 porażki.
Aktualnie Manchester nie znajduje się w najwyższej formie. Ostatnio jedynie zremisował z Wolverhampton i Leeds. Obecnie zajmuje piąte miejsce w tabeli.
Amorim publicznie zaznaczył, że jego praca w United nie ogranicza się do trenowania. 40-latek ma też ważny głos w kwestii budowy drużyny. Podkreślił, że planuje wypełnić kontrakt, który obowiązuje do połowy 2027 roku. Następnie prawdopodobnie może dojść do rozstania.
- Przyszedłem tu, żeby być menedżerem Manchesteru United, a nie tylko trenerem. Wiem, że nie nazywam się Tuchel, Conte, Mourinho, ale ja jestem menedżerem Manchesteru United. I tak będzie przez następnych 18 miesięcy, chyba że zarząd zdecyduje się na wcześniejszą zmianę. Ja nie zamierzam odejść. Będę robił swoje, dopóki nie przyjdzie tu ktoś inny, żeby mnie zastąpić. Chcę tylko podkreślić, że jestem menedżerem tej drużyny, a nie wyłącznie trenerem. Chcę, żeby to było jasne. To jest moja praca. Jeśli ludzie nie mogą poradzić sobie z krytyką, ze słowami Gary'ego Neville'a czy ze wszystkim, to muszą zmienić klub. Chcę jeszcze raz podkreślić, że przyszedłem do Manchesteru United, żeby być menedżerem, a nie trenerem. Każdy dział klubu, skauting, dyrekcja sportowa musi robić swoje, a ja będę robił swoje przez 18 miesięcy i później pójdziemy dalej - powiedział Amorim na konferencji prasowej.
Manchester wróci do gry 7 stycznia. Wtedy zagra na wyjeździe z Burnley w 21. kolejce Premier League.