Arsenal wyrwał zwycięstwo. Niespodziewany bohater "Kanonierów"

Arsenal zdołał pokonać Leeds United 2:1 (0:0) i zrównał się punktami z liderującym Manchesterem City. Londyńczycy mieli jednak sporo problemów w starciu z "Pawiami".
W pierwszej połowie zdecydowanie lepsze wrażenie robiło Leeds. Goście, owszem, łapali dużo kartek, regularnie faulowali, ale też stwarzali konkretne sytuacje. Już w 28. minucie Calvert-Lewin był blisko zdobycia bramki, jednak kapitalnie interweniował Raya.
Pod koniec pierwszej połowy Hiszpan raz jeszcze stanął na wysokości zadania. Tym razem poradził sobie z uderzeniem Gudmundssona. Tym samym w Londynie utrzymał się wynik bezbramkowym.
Po zmianie stron "Pawie" w końcu dopięły swego. Swoją okazję zmarnował wprawdzie jeszcze Tanaka, jednak w 56. minucie Gudmundsson podał do Justina, a ten strzałem z ostrego kąta wpakował piłkę do siatki. 1:0 dla Leeds.
Dopiero ten gol otrząsnął Arsenal. Podopieczni Artety w końcu zaczęli grać i bardzo szybko doprowadzili do wyrównania. W 63. minucie świetną akcję przeprowadzili boczni obrońcy - White zgrał głową w środek pola karnego, gdzie nabiegał już Calafiori, który pokonał Trafforda. Remis.
Ten gol tylko napędził "Kanonierów". W 70. minucie Odegaard posłał otwierające podanie do Rice. Ten odegrał piętą, a Bruno huknął z pierwszej i dał Arsenalowi prowadzenie. Dla Brazylijczyka, wprowadzonego na boisko raptem kilka minut wcześniej, był to drugi gol w barwach Arsenalu.
W dalszej części meczu Londyńczycy pracowali nad zwiększeniem przewagi. Blisko sukcesu byli w 82. minucie, lecz rewelacyjne podanie Rice'a nie zostało zamknięte przez Odegaarda. W doliczonym czasie gry zaś fatalnie wyszedł Trafford, ale Gyokeres nie potrafił wykorzystać potknięcia Anglika. Wreszcie zaś okrutnie chybił Saka, który miał szansę sam na sam z golkiperem gości.
Finalnie Arsenal wygrał 2:1 (0:0) i obecnie wciąż zajmuje drugie miejsce w tabeli. Leeds jest piąte.