Barcelona sprzedała niewypał za 80 mln euro. Gigant dał się nabrać, najgorszy transfer w historii
Gdy w 2018 roku trafiał do Barcelony za 31 mln euro, wydawało się, że klub ma pomocnika na lata. Tak się jednak nie stało. Dwa sezony później Arthura Melo w Katalonii już nie było. Gigant został jednak z pieniędzmi, które z perspektywy czasu wydają się absurdalne.
Arthur Melo miał być jednym z tych Brazylijczyków, na których Europa czeka z otwartymi ramionami. W 2018 roku po usługi 22-letniego wówczas pomocnika zgłosiła się FC Barcelona. Klub ze stolicy Katalonii nie oszczędzał i bez chwili zawahania wydał na niego aż 31 mln euro.
Utalentowany pomocnik miał być następcą Andresa Iniesty i Xaviego. Oczekiwania w nim pokładane były przeogromne. Ogromna kwota zaczęła z kolei się spłacać już w oficjalnym debiucie. Po raz pierwszy Arthur pojawił się na boisku w 78. minucie meczu z Deportivo Alaves. Kilka chwil później zanotował nawet asystę przy golu Philippe Coutinho.
Dla młodego pomocnika było to pierwsze i zarazem ostatnie decydujące podanie w sezonie La Liga. Później nie tylko nie dawał konkretów, ale miał też duże problemy z regularną grą. Na przestrzeni całych rozgrywek 2018/19 uzbierał 27 meczów, co przełożyło się na 1440 minut.
Jeszcze gorzej wyglądała pozycja Arthura w kolejnym sezonie. Mimo, że zdobył trzy bramki i dołożył do nich trzy asysty, spędził na murawie niespełna 1200 minut. Duży potencjał Brazylijczyka był niepodważalny, ale na drodze do kariery w Katalonii stanęły m.in liczne kłopoty zdrowotne. Duże możliwości zostały jednak dostrzeżone przez Juventus.
Na początku września 2020 roku wielokrotny mistrz Włoch postanowił rozbić bank na pomocnika. Kwota wykupu pomocnika z Barcelony wyniosła około 80 mln euro. W głośną transakcję został ponadto włączony Miralem Pjanić. Bośniak kosztował 60 mln euro, co w ogólnym rozrachunku pozwoliło "Dumie Katalonii" zarobić około 20 mln euro. Finalnie ani jeden, ani drugi piłkarz nie podbił serc kibiców.
W teorii Arthur spędził w Juventusie aż pięć lat, lecz w rzeczywistości były to tylko dwa pełne sezony, na co złożyły się 63 występy, bramka i asysta. Pozostałe trzy lata były już tylko wypożyczeniami.
Najpierw reprezentant Brazylii nie poradził sobie w Liverpoolu, później ruszył na podbój Fiorentiny, by całość zwieńczyć nieudanym epizodem w Gironie. Efekt? Powrót do domu po przeciętnych ośmiu latach.
Od sierpnia tego roku Arthur znów jest graczem Gremio Porto Alegre, gdzie występuje na zasadzie wypożyczenia. Do tej pory zanotował 12 występów. Wszystko wskazuje jednak na to, że po sezonie znów wróci do Juventusu. Jego kontrakt z nim obowiązuje bowiem aż do 2027 roku.
Fatalna dyspozycja pomocnika sprawiła jednak, że ten znacząco stracił na wartości. W 2019 roku, czyli najlepszym momencie swojej kariery, Transfermarkt.de szacował jego wartość na zawrotne 70 mln euro. Dziś jest to znacznie mniej, wszak wynosi skromne 5 mln euro.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.