"Brakowało mi u niego wszystkiego". Boruc mocno o włoskiej ikonie
W trakcie swojej kariery Artur Boruc zetknął się z wieloma zawodnikami. Kilku zaskoczyło bramkarza swoimi umiejętnościami, ale w nie do końca pozytywny sposób.
W 2010 roku Artur Boruc wyjechał do Włoch. Pracodawcą reprezentanta Polski została Fiorentina. W ciągu dwóch lat golkiper rozegrał 64 mecze i zachował 24 czyste konta.
Podczas swojej przygody we Florencji Boruc współpracował między innymi z Albertem Gilardino. Teraz zaś przyznał, że Włoch robił na nim negatywne wrażenie podczas treningów.
- Był napastnikiem, musiał znaleźć się w odpowiednim miejscu, żeby strzelić gola. Ale w treningu brakowało mi u niego naprawdę wszystkiego - stwierdził w programie W cieniu sportu.
- On już wtedy był mistrzem świata. Mnie to było ciężko przyjąć do wiadomości, że podnosił puchar, na który wszyscy ciężko pracujemy - dodał.
Gilardino w istocie triumfował na mundialu, w 2006 roku wystąpił w pięciu meczach, a nawet zdobył bramkę i zanotował asystę. Ogółem uzbierał 57 spotkań w kadrze i strzelił 19 goli.
Napastnik był związany z Fiorentiną dwukrotnie (2008-2012, 2015). W 157 meczach zdobył 63 bramki. 43-latek obecnie prowadzi Pisę, z którą walczy o utrzymanie w Serie A.