Były olimpijczyk pojechał po bandzie. "Piłka nożna jak bomba atomowa"

Paweł Zygmunt w trakcie igrzysk olimpijskich dał się poznać jako przeciwnik piłki nożnej. Były panczenista uważa, że futbol szkodzi innym dyscyplinom.
Centralnym punktem ostatniego dnia igrzysk był finał turnieju hokeistów. Po dreszcowcu USA wygrała w nim z Kanadą 2:1. Więcej TUTAJ.
Polscy hokeiści od dawna mogą oglądać turnieje olimpijskie tylko w telewizji. Po raz ostatni na igrzyskach grali w 1992 roku. Zajęli wówczas jedenaste miejsce w stawce dwunastu drużyn.
Dwa lata temu biało-czerwoni przeżywali swoje pięć minut. Po latach przerwy zagrali w mistrzostwach świata elity, ale nie wygrali żadnego meczu i wrócili do I Dywizji.
Perspektywy nie są dobre, bo wiele tradycyjnych hokejowych ośrodków przeżywa kryzys. Zygmunt wini za to nakłady finansowe kierowane na piłkę nożną.
- Najważniejsze jest to, żeby odbudować historyczne miejsca, w których był hokej. W Krynicy nie mamy hokeja ekstraligowego od 12 lat. W Gdańsku, poprzez różnego rodzaju niesnaski, nie ma ekstraligi, gdzie jest Hala Oliwia. W Nowym Targu piłka nożna zaczyna zabijać hokej, gdzie jest przecież 19-krotny mistrz Polski. Sanok? Problemy. Tutaj z powrotem potrzebne jest dojście do regionalizacji, a nie tylko, żebyśmy myśleli o jednej dyscyplinie, piłce nożnej, która jak bomba atomowa zabija wszystko dookoła - stwierdził Zygmunt w TVP Sport.
53-latek w trakcie igrzysk był stałym ekspertem publicznej telewizji. Jest olimpijczykiem z 1994, 1998, 2002 i 2006 roku. Jego syn, Paweł, jest reprezentantem Polski w hokeju na lodzie.