Fatalne wieści dla Jagiellonii. "Nie wygląda to najlepiej"

Jagiellonia Białystok przegrała 1:3 z Górnikiem Zabrze w dziesiątej kolejce Ekstraklasy. Mikołaj Łuczak, który zastępuje zawieszonego Adriana Siemieńca w roli pierwszego trenera, podsumował porażkę oraz zabrał głos w sprawie kontuzji ważnego zawodnika.
Jagiellonia przeżywa trudny okres. Obecnie notuje serię czterech porażek na wszystkich frontach. W Ekstraklasie ostatni raz zapunktowała 6 września, wygrywając ze Śląskiem.
W sobotę Białostoczanie musieli uznać wyższość Górnika. Gospodarze mieli swoje sytuacje, mogli czuć się skrzywdzeni przez sędziego Wojciecha Mycia, który nie odgwizdał rzutu karnego po nadepnięciu Jarosława Kubickiego na Jesusa Imaza oraz anulował bramkę Hiszpana, dopatrując się faulu Andersa Klynge. Finalnie komplet punktów pojechał do Zabrza.
- Piłka nożna to gra momentów. Górnik wykorzystał swój czas między 50. a 60. minutą, straciliśmy dwa gole. Szkoda, że nasza druga bramka została cofnięta, bo czuć było dobrą energię, że łapiemy nasz flow z kibicami. Podobnie było z Legią, gdy nastąpił anulowany karny na 2:2. Też straciliśmy rytm, zamiast 2:2, przegrywamy 1:3. Jesteśmy niezadowoleni, ale musimy myśleć już o kolejnym spotkaniu. To nie jest przyjemny moment, ale tak wygląda piłka nożna - powiedział Mikołaj Łuczak, cytowany przez Kubę Seweryna.
Kolejną złą wiadomością dla "Jagi" jest kontuzja Nika Prelca. Na razie nie wiadomo, jak długo będzie pauzował napastnik, który w tym sezonie zanotował cztery gole i trzy asysty w 14 meczach.
- Kontuzja Nika Prelca? Ciężko powiedzieć, diagnostyka trwa, ale nie wygląda to najlepiej na ten moment. Nik będzie poddany badaniom, tak jak w przypadku każdego zawodnika, dowiedzą się państwo z komunikatu lub od trenera na konferencji. Ciężko mi wróżyć - przyznał Łuczak.
Jagiellonia wróci do gry w czwartek o 21:00. W drugiej kolejce Ligi Europy podejmie Ararat-Armenia.