Imaz nie wytrzymał. "Te sytuacje zawsze są gwizdane przeciwko nam"

Spotkanie Jagiellonii Białystok z Górnikiem Zabrze zostanie zapamiętane ze względu na kontrowersje sędziowskie. Jesus Imaz nie rozumie decyzji, które w sobotni wieczór podjął Wojciech Myć.
Górnik odniósł cenne zwycięstwo 3:1 w dziesiątej kolejce Ekstraklasy. W Białymstoku na listę strzelców wpisali się kolejno Jarosław Kubicki, Sondre Liseth, Jesus Imaz i Kacper Urbański.
W pierwszej połowie przy stanie 0:0 arbiter nie podyktował rzutu karnego dla Jagiellonii. Była to szokująca decyzja, biorąc pod uwagę, że Rafał Janicki nadepnął Imaza we własnej szesnastce.
W 74. minucie Imaz trafił do siatki, ale sędzia anulował bramkę. Wojciech Myć uznał, że na wcześniejszym etapie akcji Anders Klynge popełnił faul.
- Jesteśmy smutni. Jesteśmy wkurzeni, bo znowu gramy u siebie i przegrywamy. To nie jest nasza droga, bo cały czas wygrywaliśmy, a teraz jest zły moment. Uważam, że podczas meczu były sytuacje, które mogły odmienić losy spotkania. W pierwszej połowie dla mnie był ewidentny rzut karny. Mam nawet na stopie ślady po starciu z Janickim. Rozmawiałem z nim i powiedział, że tak, to był karny. Nie wiem, czemu sędzia nie poszedł do VAR-u i nie sprawdził tej sytuacji, bo w drugiej połowie, gdy strzeliłem drugiego gola, stał metr przed Andersem Klynge i puścił akcję dalej. Potem poszedł do VAR-u anulował bramkę. W piłce zdarzają się takie sytuacje. Dziś nie były po naszej stronie, a przeciwko nam - powiedział Imaz, cytowany przez TVP Sport.
- Te sytuacje 50 na 50 zawsze są gwizdane przeciwko nam, ale nie chcę szukać wymówek. Wszyscy wiedzą, że to zły moment. Jak powiedziałem w szatni, teraz jest czas na poprawę. Chcę to zobaczyć już w czwartek, bo mamy tutaj ważny mecz w Lidze Europy, a później znowu Ekstraklasę. Może jesteśmy trochę oddaleni od pierwszego miejsca, ale przed nami jeszcze dużo meczów, długa runda i będziemy walczyć do końca - dodał.
Jagiellonia wróci do gry w czwartek o 21:00. W drugiej kolejce Ligi Europy zmierzy się z Araratem-Armenia.