"Inter mi się przyglądał". Odchodził z Ekstraklasy za duże pieniądze, teraz wraca

"Inter mi się przyglądał". Odchodził z Ekstraklasy za duże pieniądze, teraz wraca
IMAGO / PressFocus
Antoni - Obrębski
Antoni ObrębskiDzisiaj · 12:45
Latem odszedł do FC Kopenhaga za cztery miliony euro po zaledwie pół roku gry w Ekstraklasie. W Danii jednak się nie przebił. Teraz wrócił do kraju i najbliższe miesiące spędzi w Wiśle Płock. Dominik Sarapata w rozmowie z Meczyki.pl tłumaczy między innymi, dlaczego zeszłoroczny transfer był mimo wszystko dobrym ruchem.
Przebojem wdarł się do składu Górnika Zabrze i zagrał świetną rundę. Jeszcze przed 18. urodzinami został drugim najdrożej sprzedanym zawodnikiem “Górników”, przywdziewając barwy renomowanej Kopenhagi, która specjalizuje się w promowaniu talentów. Tam, mimo sporych oczekiwań, Dominik Sarapata nie dostawał wielu szans. Zimą odszedł na wypożyczenie do Wisły Płock, gdzie ma się ograć, by latem wrócić do Danii i zawalczyć o pierwszy skład.
Dalsza część tekstu pod wideo
ANTONI OBRĘBSKI, MECZYKI.PL: Dlaczego Wisła Płock?
DOMINIK SARAPATA, WISŁA PŁOCK: Odezwał się do mnie trener z dyrektorem i wiedziałem już po tym, że to będzie dla mnie dobry wybór. Powiedzieli mi, jaki mają na mnie plan. Uzgadniałem to też z tatą, bo zawsze staram się z nim przedyskutować różne decyzje i uznaliśmy, że to będzie dobry wybór.
W TVP mówiłeś, że ta rozmowa dużo dała. Ile czasu minęło od telefonu do zostania piłkarzem Wisły?
Parę dni. Jeszcze toczyły się negocjacje między klubami, ale ja już wiedziałem, że chcę trafić do Wisły.
Nie bałeś się, że to trochę za późno? Dołączyłeś do drużyny już po obozie.
Wiadomo, że lepiej być na obozie już z nowym zespołem, chyba każdy wolałby, żeby tak to wyglądało. Niestety to się nie udało, bo Kopenhaga chciała jeszcze, żebym pojechał z nimi na przygotowania i dopiero po nich dali mi wolną rękę w poszukiwaniu klubu.
A jeszcze przed obozem wiedziałeś, że będziesz szukał klubu na te pół roku?
Jestem młody, perspektywiczny, potrzebuję gry, więc sam chciałem odejść na wypożyczenie. Rozmawialiśmy z klubem, oni też wiedzieli, że będę szukał klubu. Chcieli tylko, żebym pojechał z nimi na obóz, przepracował go i dopiero po nim odszedł.
Miałeś propozycję z Holandii. Eredivisie czy druga liga?
Druga liga.
Wróćmy do Wisły. Płocczanie szukali pomocnika, ale nie bałeś się, że Dominik Kun może być nie do ruszenia?
Na pewno nie będzie łatwo. W każdym klubie trzeba walczyć o skład i pokazywać się z dobrej strony, więc nie bałem i nie boję się rywalizacji - to stały element sportu. Ufam też swoim umiejętnościom, wiem na co mnie stać i myślę, że jestem w stanie zagwarantować taką jakość, jakiej tutaj się ode mnie oczekuje.
Mecz z Rakowem był w niedzielę. Kiedy dowiedziałeś się, że zagrasz w pierwszym składzie?
Na pierwszym treningu ćwiczyłem z pierwszą jedenastką, trochę się zmienialiśmy, ale czułem, że trener mi zaufał, i że mogę liczyć na wyjście w pierwszym składzie.
Mimo wszystko nie zaskoczyłeś się trochę?
Wiadomo, nie w każdym klubie zawodnik, który przychodzi dosłownie parę dni przed pierwszym meczem, dostaje szansę, ale po rozmowach z trenerem i dyrektorem sportowym wiedziałem, że możemy sobie wzajemnie pomóc. Wisła potrzebowała pomocnika, który nie będzie tylko uzupełnieniem składu, ale wzmocnieniem, a ja potrzebowałem minut. Mam nadzieję, że dostanę wiele okazji do grania i będę gwarantował drużynie odpowiedni poziom.
Twój trener z Kopenhagi zakładał, że będziesz gotowy do rywalizacji o pierwszy skład już właściwie od początku. A jak to przedstawiano Tobie?
Starałem się, walczyłem na treningach. Sparingów niestety nie zagrałem dużo, bo już właściwie w pierwszym meczu na obozie pechowo podkręciłem kostkę i to trochę się przeciągało. Uważam, że w treningach wyglądałem dobrze, jednak trener nie dawał mi szans. Trochę tego nie rozumiem, bo nie wchodziłem nawet w końcówkach, kiedy prowadziliśmy np. 3:0. Nie wiem, z czego to wynikało, bo ja uważam, że byłem gotowy w stu procentach na ligę duńską.
Może trener z początku źle oszacował Twoją gotowość?
Ciężko mi powiedzieć. Wiadomo, że jeden trening jest lepszy, a inny wychodzi gorzej, ale ja bym powiedział, że na tle innych pomocników na pewno nie odstawałem, a nawet zdarzało mi się wyróżniać. Nie wiem, czy to kwestia tego, że jestem młody i w Ekstraklasie zagrałem tylko 16 meczów, a poszedłem do tak mocnego klubu. Być może chodziło o brak doświadczenia.
Jak duże rozczarowanie to było dla Ciebie?
Oczywiście, jak idziesz do takiego klubu, to oczekujesz gry i chcesz wchodzić na boisko jak najszybciej. Jest to rozczarowanie, bo przez pół roku nie grałem. Na pewno nie jest jednak tak, że nic mi to nie dało, bo sporo się nauczyłem piłkarsko, ale też życiowo. Ogólnie oceniam ten okres na plus.
Co Ci dało trenowanie z piłkarzami Kopenhagi?
Dużo szybciej trzeba podejmować decyzje. Często zanim piłka w ogóle do mnie trafi, bo jest bardzo duża intensywność. Graliśmy wiele małych gier, więc w małych przestrzeniach na pewno czuję się dużo lepiej, niż przed wyjazdem.
Kopenhaga sprowadziła Cię pod kątem przyszłości, ale co Ci powiedzieli teraz, przy odejściu na wypożyczenie?
Rozmawiałem z trenerem czy dyrektorem sportowym, no i będą na mnie czekać. Chcą, żebym wrócił za te pół roku ograny i wtedy powalczył o miejsce w składzie.
Jest jakaś osoba, która obserwuje zawodników na wypożyczeniach i będzie się z Tobą kontaktować?
Tak, nawet już stworzyliśmy sobie grupę na Whatsappie. Ja plus dwóch trenerów, rozmawiamy, piszemy ze sobą i oni będą monitorować mój rozwój w Wiśle, doradzać, pokazywać rzeczy, które muszę poprawić.
Jaki masz cel na resztę sezonu oprócz tego, żeby grać jak najwięcej?
Wisła dzisiaj jest pierwsza w tabeli i bardzo bym chciał dołożyć się do tego, żeby tak też było na koniec sezonu. Nie będzie to proste, ale będziemy walczyć i mam nadzieję, że uda nam się to osiągnąć. Mistrzostwo Polski to byłoby coś niesamowitego.
A gdyby Wisła była druga, a pierwszy Górnik?
Będzie na pewno niedosyt, bo teraz jestem w Płocku. Pglądam mecze Górnika, stamtąd się wywodzę i też cieszy mnie to, jak teraz wygląda drużyna. Chociaż oczywiście wolałbym, żebyśmy na koniec sezonu skończyli wyżej w tabeli.
Patrzysz dzisiaj na Górnika, widzisz jak gra. Miałeś może myśli, że za szybko odszedłeś?
Uważam, że podjąłem dobrą decyzję. Nie powinno się zwlekać, bo wiadomo, jak jest. Zagra się dwa-trzy dobre mecze, a potem, odpukać, przychodzi kontuzja i nici z transferu. Nie wyszło tak, jakbym chciał i dzisiaj znowu jestem w Polsce, ale oceniam te pół roku na plus. Kontrakt z Kopenhagą mam ważny jeszcze trzy i pół roku, więc to, że teraz nie grałem, niewiele znaczy.
Latem chciała Cię pozyskać też Slavia Praga. Czy to było na takim etapie, że ktoś się z Tobą kontaktował?
Były jakieś odzewy, ale uznaliśmy z tatą, że Kopenhaga to będzie lepszy wybór. Duńczycy nas przekonali, wiedziałem, że mają na mnie plan.
Ale była oferta? Gdybyś odrzucił Kopenhagę, to Slavia już czekała?
Nie było jeszcze oferty, ale już rozmawialiśmy z dyrektorem Slavii. Zdecydowaliśmy jednak, że Kopenhaga będzie lepszym wyborem i wtedy temat Slavii upadł.
Miałeś jeszcze inne propozycje?
Inter mi się przyglądał, ale nie było tutaj konkretów, żadnych rozmów ze mną. Chyba to już wszystko. Szybko zdecydowałem się na przejście do Kopenhagi, stąd zapewne brak kolejnych propozycji.
Minął praktycznie równy rok od Twojego debiutu w Ekstraklasie. Jakbyś określił te 12 miesięcy jednym słowem?
Niezapomniane. Wszedłem w dorosłą piłkę, zdążyłem w Ekstraklasie strzelić gola i zaliczyłem asystę, mogłem grać z Lukasem Podolskim. Nigdy nie zapomnę tych chwil.
Zadebiutowałeś w Ekstraklasie i od razu wskoczyłeś na stałe do pierwszego składu, strzeliłeś gola, chwilę potem transfer za cztery miliony euro, zagrałeś w eliminacjach Ligi Mistrzów, a teraz znów jesteś w Polsce. Powiedziałbym też, że ten rok był dla Ciebie szalony. Zgodzisz się?
Tak, szalony, zwariowany. Pewnie też gdybyśmy rozmawiali rok temu, nie przewidziałbym tego. Krążyłem od dłuższego czasu między pierwszym zespołem a rezerwami, byłem na obozach u trenera Urbana i udało mi się zadebiutować. Myślę też, że dobrze wykorzystałem okazję, jaka się nadarzyła po odejściu Damiana Rasaka, bo zwyczajnie zrobiła się pewna luka w środku pola. Wyglądałem dobrze na sparingach, ale nie spodziewałem się, że dostanę szansę od razu. Jestem za to wdzięczny trenerowi Urbanowi, bo między innymi dzięki niemu mogłem trafić do Kopenhagi i dzisiaj jestem w miejscu, w którym jestem.
Z Górnika Zabrze tylko Szymon Żurkowski odszedł za większe pieniądze. Rekordowy transfer dla Kopenhagi nie był o wiele wyższy od Twojego. Ciążyła na Tobie ta kwota?
Nie. Ja patrzę na tę kwotę tak, że skoro dają za mnie cztery miliony, to znaczy, że coś we mnie widzą. Bardziej odbieram to w ten sposób. Wiadomo, z takimi pieniędzmi wiążą się też oczekiwania, ale to też idzie w obie strony. Spodziewałem się, że przez to szybciej będą chcieli mnie wprowadzić do pierwszego składu, jednak tak się nie stało
Czytasz artykuły na swój temat?
Nie, bardzo mało. Czasami mi się coś przewinie, ale staram się skupiać na piłce, nie czytać o sobie. Po to jestem. Nie interesuje mnie, co kto o mnie napisze. Czy dziennikarze, czy internauci.
“Wielki talent brutalnie zweryfikowany w Europie. Już wraca do Ekstraklasy” - to jeden z nagłówków. Jaka jest Twoja pierwsza reakcja, gdy teraz Ci go przeczytałem?
Staram się nie brać tego do siebie. Wiadomo, ludzie mogą pisać, że za wcześnie, że się nie przebił i tak dalej, ale nikt nie wie tego, jak to wszystko wygląda od środka. Nie miałem dużo okazji do pokazania się, ale wierzę, że kiedyś je dostanę.
Słyszałem lekki śmiech.
No tak. Podchodzę do tego na luzie i takie komentarze nie robią na mnie wrażenia.

Przeczytaj również