"Jaga" mogła mieć go za grosze. Dziś płaci rekordowe pieniądze [NASZ NEWS]

"Jaga" mogła mieć go za grosze. Dziś płaci rekordowe pieniądze [NASZ NEWS]
Mateusz Sobczak / pressfocus
Tomasz - Włodarczyk
Tomasz WłodarczykDzisiaj · 12:29
Kajetan Szmyt zostanie zawodnikiem Jagiellonii Białystok. 23-latek już półtora roku temu mógł trafić na Podlasie, jednak wtedy klub nie zdecydował się na jego sprowadzenie ze względu na swoje wewnętrzne zasady i jak twierdził - duże wymagania finansowe piłkarza. Dziś jednak Jagiellonia musi zapłacić za niego sześć razy więcej niż latem 2024 roku!
Jagiellonia od dawna poszukuje wzmocnień w ofensywie, ale to zimowe okno transferowe nie jest łatwe dla klubu w tej materii. Upadł choćby zakup utalentowanego zawodnika młodzieżowej reprezentacji Portugali, Kyana Vareli, co opisywaliśmy TUTAJ.
Dalsza część tekstu pod wideo
Do tej pory na Słoneczną trafili Samed Bazdar (napastnik - wypożyczenie), Guilherme Montoia (lewy obrońca), Apostolos Konstantopoulos (środkowy obrońca) i Nahuel Leiva (lewy napastnik - wypożyczenie).

Sześciokrotna przebitka

Paweł Gołaszewski z “Piłki Nożnej” poinformował, że kolejnym wzmocnieniem Jagi będzie Kajetan Szmyt. To prawda, transfer jest na finiszu. "Duma Podlasia" wraca do starego tematu, bo pomocnik był już blisko dołączenia do drużyny Adriana Siemieńca półtora roku temu.
Latem 2024 roku Szmyt był łakomym kąskiem na rynku po spadku Warty Poznań. Chciało go pół ligi, między innymi Jagiellonia, ale przegrała walkę o zawodnika z Zagłębiem Lubin. Wtedy pozycja klubu z Białegostoku (świeżo upieczony mistrz Polski), by go odrzucić, była w tej sprawie silniejsza, co pokazują liczby.
Według naszych informacji Szmyt trafił do Zagłębia za grosze, 500 tysięcy złotych, a odchodzi do Jagiellonii za klauzulę: 700 tysięcy euro (2,9 mln zł). To sześciokrotna przebitka.
Półtora roku temu pomocnik nie poszedł na Podlasie przez zasady rankingu płac w szatni. "Jaga" jest znana z tego, że nie lubi przepłacać. Dowodem polityki zaciśniętego pasa jest sam Szmyt, który przy tak niskiej klauzuli, ma być rekordem transferowym.

Nie mógł zarabiać więcej niż kapitan

Jagiellonia płaci dziś sześć razy więcej trochę na własne życzenie. Rezygnację z piłkarza tak tłumaczył wtedy dyrektor sportowy Łukasz Masłowski:
- Oczekiwania samego piłkarza i ludzi, którzy go reprezentują, były nieadekwatne w naszej ocenie. My jako Jagiellonia zweryfikowaliśmy, że te oczekiwania nie są adekwatne do tego, w jakim momencie kariery się znajduje. I tu nie chodzi o to, czy Jagiellonia ma pieniądze, czy ich nie ma - tłumaczył Masłowski w Futbolowni.
- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jako dyrektor sportowy, że Kajetan Szmyt, który jest na początku swojej kariery piłkarskiej, notabene spadający z Ekstraklasy z Wartą Poznań, wchodzi do szatni i będzie zarabiał więcej od kapitana, który jest dziesięć lat w klubie, był na mistrzostwach Europy i zdobył mistrzostwo Polski z tym klubem. Tu nie chodzi o pieniądze, ale o zasady, które panują od wielu lat i takiej czystej etyki pomiędzy piłkarzami. Nie wyobrażałem sobie tego, dlatego też do tego transferu nie doszło. Bo nasza propozycja była dla Kajtka niesatysfakcjonująca – dodał.
Szmyt trafił więc do Lubina. W tym czasie rozegrał dla “Miedziowych” 39 meczów, strzelił trzy gole i zaliczył cztery asysty. Piłkarz poszedł na Dolny Śląsk na preferencyjnych warunkach, bo jednocześnie zapewnił sobie niską klauzulę odejścia. Półtora roku później Jagiellonia z niej korzysta i musi sięgnąć do kieszeni najgłębiej w historii. Zawodnik dostanie też wyższą pensję niż ma obecnie w Zagłębiu.

Transfery jak giełda

Długofalowo oszczędna polityka "Jagi" przyniosła klubowi wiele korzyści, ale nie jest tak, że oznacza same plusy. Czasami równa się przegapieniu okazji, która wtedy aż taką okazją być może się z punktu widzenia klubu nie wydawała.
Dziś to "Jaga" jest na musiku. W zimowym oknie transferowym "Duma Podlasia" mocno rozglądała się za tego typu profilem zawodnika, ale skoro wraca do Szmyta i płaci za niego największe pieniądze w historii, to prawdopodobnie miała problem ze znalezieniem kogoś innego o podobnych parametrach.
Inna sprawa, że to wciąż bardzo dobra cena, ktora nie ma prawa boleć klubu, który jest w świetnym momencie finansowym swojej historii. Sprzedał za rekordowe pieniądze Oskara Pietuszewskiego i regularnie gra w pucharach.
Przykład Szmyta pokazuje tylko, że w transferach jak na giełdzie: liczy się timing. Nietrafiony może oznaczać dostanie po kieszeni. Tak radykalna polityka płac ma nie tylko plusy, ale krótkoterminowo też swoje negatywne konsekwencje finansowe.
Długoterminowo? Dopiero zobaczymy.

Przeczytaj również