Szef Jagiellonii postawił sprawę jasno. Tego chce od Masłowskiego. "Czas najwyższy"
Przerwa zimowa w Jagiellonii jest niezwykle gorąca. Głównym powodem są rozmowy na temat przyszłości Oskara Pietuszewskiego, ale... nie tylko. Ciekawie brzmi deklaracja Wojciecha Strzałkowskiego, przewodniczącego rady nadzorczej klubu, w sprawie transferów przychodzących.
Pietuszewski może opuścić Białystok już w styczniu. Informowaliśmy, że negocjacje w sprawie transferu nastolatka toczyły się nawet w Sylwestra. Więcej TUTAJ.
Jagiellonia na swoim skrzydłowym chciałaby zarobić kilkanaście milionów euro. Strzałkowski podkreśla, że klub jest impregnowany na plotki w tej sprawie.
- Pewnie, że pojawiają się różne informacje, bo pisze się o ośmiu, czy dwunastu milionach. Są różne kwoty, ale my w ogóle do tych plotek nie przywiązujemy większego znaczenia albo nawet żadnego. Dyrektor Łukasz Masłowski robi swoją "robotę transferową" w dwie strony, czyli pozyskuje do klubu i "wytransferowuje" zawodników z klubu dalej. Przygotowuje ze swoim zespołem cały materiał negocjacyjny, cały proces transferowy, bo tych chętnych zawsze bardzo dużo - wyjaśnił Strzałkowski w rozmowie z Super Expressem.
Do tej pory Jagiellonia bazowała na piłkarzach pozyskiwanych za darmo albo za niskie kwoty odstępnego. Strzałkowski uważa, że sposób działania Masłowskiego powinien się zmienić.
- Od dawna rozmawiamy o tym, że czas najwyższy sięgnąć do portfela. Nie bazować jedynie na tych piłkarzach, których można pozyskać bez kwoty odstępnego. Oczywiście to bardzo silna strona działalności transferowej Łukasza i jego departamentu. Pamiętajmy, że stworzył, a potem rozwinął skauting. U nas sytuacja jest trochę odmienna niż w innych klubach, gdzie dyrektor przychodzi i prosi o więcej pieniędzy - podsumował Strzałkowski.
Jagiellonia po rundzie jesiennej zajmuje trzecie miejsce w Ekstraklasie. Do prowadzącej Wisły Płock traci tylko jeden punkt.