Kasa w błoto Jagiellonii. Ale to był flop! Nie zgadniecie, ile kosztował jeden jego mecz

Kilka lat temu Jagiellonia Białystok bardzo rzadko dokonywała gotówkowych transferów. Skusiła się jednak na Godfreya Stephena. I w ten sposób władowała się na minę.
Godfrey Stephen zaczynał karierę w szkółkach Nike Boys i Gee-Lec. W 2019 roku wypatrzyli go tam skauci Isłacza Minski Rajon. Zarekomendowali oni sztabowi szkoleniowemu sprowadzenie go na wypożyczenie i sprawdzenie go w warunkach ligowych. W następnych miesiącach tak się stało.
Nigeryjczyk szybko przebił się do podstawowego składu. Nie zamierzał oddawać miejsca w pierwszej jedenastce, olśniewając zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Po zakończeniu wypożyczenia władze klubu podjęły decyzję o jego wykupieniu. Tym bardziej, że nie były to duże pieniądze.
W kolejnych miesiącach pozycja Stephena w klubie pozostawała niepodważalna. Co więcej, do czystych kont zaczął on dokładać trafienia i asysty. W związku z tym zaczął on przykuwać zainteresowanie skautów z innych krajów. Uważnie obserwowały go również kluby PKO BP Ekstraklasy.
W 2021 roku sprowadziła go Jagiellonia Białystok. Wówczas był to jeden z największych ruchów dopiętych w zimowym oknie transferowym w historii "Dumy Podlasia". Zapłaciła ona za gracza 250 tysięcy euro, co w przeliczeniu wynosiło 1,15 miliona złotych. Oczekiwania były zatem duże.
Przeskok z białoruskiej ekstraklasy do PKO BP Ekstraklasy okazał się jednak dla niego zbyt trudny. O problemach z adaptacją Nigeryjczyka na konferencjach prasowych informowali Rafał Grzyb i Ireneusz Mamrot. Z tego względu, nie licząc sytuacji uznawanych za awaryjne, częściej występował on w drugiej drużynie niż w pierwszym zespole.
I tu, i tu prezentował on zmienną formę. Czasem wypadał bardzo dobrze na tle kolegów, czasem wyglądał na zagubionego na placu gry. W letnim oknie transferowym zaczął szukać nowego klubu, jednak nikt nie był nim zainteresowany. W Jagiellonii spędził więc dodatkowe pół roku. Jego sytuacja w "Dumie Podlasia" się jednak nie zmieniła.
Po roku Stephen znalazł nowy klub. Został wypożyczony na rok do Dinama Tbilisi. Tam nie zdołał jednak odżyć. Choć występował częściej niż w macierzystym klubie, cały czas były to występy przede wszystkim z ławki rezerwowych. Nie mogło więc dziwić, że klub nie zdecydował się na jego wykupienie.
W trakcie rozgrywek 2022/23 obrońca postanowił rozstać się z Jagiellonią. W "Dumie Podlasia" zanotował cztery występy, nie zapisując się w sędziowskich protokołach. Nie przebywał jednak długo na bezrobociu. Niedługo później trafił do Wołgi Uljanowsk. Odzyskał w niej formę, ponownie stając się piłkarzem podstawowego składu.
Wobec tego postanowił poszukać szansy w silniejszej lidze. W ten sposób przeszedł do Diosgyoru. Tam wrócił do formy na dobre. Defensor został jednym z gwiazdorów ekipy, regularnie zachowując czyste konta, umieszczając piłkę w siatce oraz asystując. Po roku postanowił jeszcze raz pójść za ciosem.
W trakcie rozgrywek 2024/25 Stephen trafił do Gaziantepu. Po dwóch występach wszystko wskazywało na to, że w końcu zaistnieje w mocnej lidze. Niedługo później doznał jednak poważnej kontuzji. Uraz zabrał mu sporo czasu. Po powrocie okazało się, że klub nie wiąże z nim przyszłości. Pozostało mu znów szukać nowego klubu.
Stephen spędził na bezrobociu pół roku. Koniec końców w lutym sprowadził go Irtysz Pawłodar. W sezonie 2025/26 był on graczem podstawowego składu, za to w kampanii 2026/27 musiał zadowolić się miejscem na ławce rezerwowych. W związku z tym w ostatnich dniach znów zmienił ekipę. Wrócił do Isłacza Minski Rajon, gdzie w sobotę ponownie zadebiutował.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.