1:9! Koszmar kadrowicza w Lidze Mistrzów. Como tłukło bez litości
W to naprawdę trudno uwierzyć. RC Lens zostało skompromitowane przez Como. Włosi wygrali aż... 9:1 (3:0).
Wszyscy mieli świadomość tego, że Como jest mocne. Mimo tego przebieg spotkania z RC Lens stanowi duże zaskoczenie. To była wielopoziomowa różnica klas, oczywiście ze wskazaniem na ekipę Fabregasa.
Zaczęło się już w 7. minucie, kiedy trafił Douvikas po asyście głową Perrone. W 32. minucie Litwin raz jeszcze zdobył bramkę. Tym razem zupełnie zawiódł Skóraś, który odpuścił krycie Vallego. Mieliśmy już 2:0.
Como nie zdejmowało nogi z gazu. W 30. minucie to sam Paz wpisał się na listę strzelców. RC Lens nie wiedziało, co się dzieje. Poza anulowanym rzutem karnym Francuzi nie istnieli.
Po zmianie stron Włosi kontynuowali pokaz totalnej dominacji. Zanim jednak zabrzmiał kolejny gwizdek sędziego, Skóraś ustąpił miejsca Abdulhamidowi. Na niewiele się to zdało.
Como wymierzało cios za ciosem. W 47. minucie podwyższył Da Cunha, następnie Kempf, a w 57. minucie Douvikas skompletował hat-tricka. Gospodarze marzyli o zakończeniu tego meczu.
Do tego jednak była jeszcze daleka droga. W 62. minucie na 6:0 trafił Liberali, który chwilę wcześniej zameldował się na boisku. RC Lens stać było na tylko jeden zryw.
W 65. minucie kapitalnym uderzeniem z dystansu popisał się Aguilar. Ostatnie słowo należało jednak do Como, w 69. minucie gola strzelił jeszcze Baturina. Miazga.
Ostatecznie podopieczni Fabregasa wygrali aż 9:1 (3:0), bo w doliczonym czasie gry swoje dołożył Papaccioli. Włosi mają na koncie dziewięć punktów oraz aż 18 zdobytych bramek. Wszystko w raptem czterech meczach.