Koźmiński uderzył w kluczowego działacza PZPN. "Jest skompromitowany. Skończył się"

Marek Koźmiński bardzo ostro ocenił kondycję władz Polskiego Związku Piłki Nożnej. Skrytykował przede wszystkim Łukasza Wachowskiego.
W PZPN regularnie wybuchają pożary. Niedawno media poinformowały, że do siedziby federacji wkroczyli agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy zabezpieczyli dokumentacje dotyczącą współpracy federacji z firmą Publicon. Działali na zlecenie Prokuratury Krajowej, która bada sprawę nielegalnego rozliczania podatku VAT.
Zdaniem Koźmińskiego może to doprowadzić do trzęsienia ziemi we władzach PZPN. Według niego możliwe są nawet wcześniejsze wybory.
- Jesteśmy chyba w przededniu dużego resetu. Widzimy, co się dzieje i jakie mamy problemy natury prawnej oraz karno-skarbowej. Aż boję się myśleć, co wydarzy się w przyszłości. Jeśli sprawdziłyby się doniesienia medialne dotyczące kwestii VAT-owskich, to absolutnie nie zdziwiłbym się, jeśli mielibyśmy nowe wybory, aby powierzyć ten związek całkowicie innym ludziom - powiedział Koźmiński w programie "Futbol totalny" w TVP Sport.
Dla Cezarego Kuleszy to ostatnia kadencja w roli prezesa PZPN. W przeszłości w roli kandydata na jego następcę typowano Łukasza Wachowskiego, czyli obecnego sekretarza generalnego federacji. Ten sam wypisał się z tego wyścigu - po jednej z suto zakrapianych imprez nagrywał niedysponowanego Kuleszę i pomagającego mu w dotarciu do pokoju hotelowego Bartosza Ryta. Koźmiński ma o nim fatalne zdanie.
- Wydaje mi się, że Łukasz Wachowski jest tak skompromitowany, że zapomnijmy o jakiejkolwiek jego przyszłości w polskiej piłce. Nie ma sensu więcej rozmawiać o tym człowieku. Jest mi przykro, bo bardzo dobrze go znam i nie wyobrażałem sobie, że można takie rzeczy wyprawiać - powiedział wiceprezes PZPN w latach 2012-2021.
- Nagrywanie swojego szefa w sytuacji bardzo niekomfortowej i później być może próba wykorzystania tego jest karygodna. Nie możemy rozmawiać o Łukaszu Wachowskim jako o postaci na przyszłość. Według mnie to jest człowiek, który się dla polskiej piłki skończył – stwierdził Koźmiński.