Królewski wprost o zmianie selekcjonera. Zaproponował nowe podejście
Jarosław Królewski przemówił po zgrupowaniu reprezentacji Polski. W obszernym wpisie wskazał, co powinno się zmienić.
W trakcie poprzednich kilku dni reprezentacja Polski rozegrała cztery mecze w dywizji B Ligi Narodów UEFA. Zdobyła cztery punkty, notując zwycięstwo, remis i dwie porażki.
W ostatnim meczu biało-czerwoni przegrali w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną 0:1. Po rywalizacji nie brakowało głosów, według których Jan Urban powinien stracić pracę.
Jak informowaliśmy, selekcjoner pozostanie na swoim stanowisko co najmniej do listopada. Wieści te potwierdził sam Cezary Kulesza, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Dyskusję nt. zmiany szkoleniowca uciął Jarosław Królewski. Właściciel Wisły Kraków stwierdził, że zmiana potrzebna jest przede wszystkim w podejściu.
- Dajmy już spokój z tym nieustannym zmienianiem selekcjonerów reprezentacji. Dziś znów więcej energii poświęcamy personalnym spekulacjom niż rozmowie o tym, jak zbudować coś trwałego. Po pierwsze - ani piłkarze, ani trenerzy nie są tak wybitni, jak opisuje się ich po zwycięstwach, ani tak beznadziejni, jak przedstawia się ich po porażkach. Trzeba z nimi po prostu pracować. Systematycznie. Nie tylko podczas zgrupowań, ale również pomiędzy nimi. Codziennie - zaczął.
- Po drugie - potrzebujemy sztabów, które potrafią wykorzystywać dane i podejmować decyzje na ich podstawie, a nie wyłącznie na bazie intuicji. W reprezentacji ma to szczególne znaczenie, bo selekcjoner nie ma zawodników do dyspozycji na co dzień. (…) Po trzecie - powtórzę raz jeszcze: szczególnie w kadrze selekcjoner musi być przede wszystkim liderem i motywatorem. Kimś, kto buduje zaufanie, wyznacza kierunek i potrafi połączyć indywidualności w drużynę. Nie oznacza to, że taktyka jest nieistotna - kontynuował.
Królewski stwierdził, że w Polsce prowadzi się "wojny domowe", zamiast się zjednoczyć. Jego zdaniem rodacy powinni poświęcać walkę między sobą mniej energii.
- Niestety, długoterminowe planowanie wciąż przegrywa u nas z potrzebą natychmiastowej reakcji. Po zwycięstwie budujemy pomniki, po porażce szukamy winnego i następcy. A później dziwimy się, że brakuje ciągłości. Rozliczanie z wyników jest potrzebne. Mylenie odpowiedzialności z nieustannym zaczynaniem wszystkiego od nowa - już nie. I przede wszystkim pamiętajmy: jesteśmy w tym razem. (…) Czyjaś porażka nie jest automatycznie naszym sukcesem - kontynuował.
- I naprawdę nie ma znaczenia, czy w danym roku w Lidze Mistrzów grałaby Wisła, Legia, Lech, Raków czy ktokolwiek inny. Oczywiście będziemy rywalizować między sobą - na tym polega sport. Ale silniejszy polski klub w Europie oznacza silniejszą polską piłkę. Więcej punktów rankingowych, większe przychody, większą ekspozycję ligi, lepszych zawodników i większe zainteresowanie naszym rynkiem. (…) Nie trzeba wszystkiego burzyć i zaczynać od początku. Trzeba to lepiej skalibrować. Wyciągać wnioski. Poprawiać błędy. Łączyć kompetencje. Dokładać kolejne elementy. Budować krok po kroku. Mniej energii na walkę ze sobą. Więcej na wspólne budowanie. Więcej wiary w nas, Polacy - napisał.