Królewski wypalił przed meczem z Legią. "Brzydzę się tym"
Legia Warszawa dostała zgodę na zamknięcie sektora gości do końca tego roku. W rozmowie z Kanałem Sportowym w język nie gryzł się Jarosław Królewski, komentując tę decyzję.
W najbliższy weekend przy Łazienkowskiej zagra Wisła Kraków. Kibice "Białej Gwiazdy" nie po raz pierwszy nie mają wstępu na stadion rywali. Jarosław Królewski podkreśla, że brak reakcji ze strony PZPN-u i Ekstraklasy mocno wpłynął na jego motywację.
- Powiem szczerze, że to jest pierwszy raz od kiedy jestem w piłce nożnej, kiedy po prostu coś bardzo mocno mnie zdemotywowało, tak mega poważnie. Bo wydaje się, że żyjemy w jakimś ekosystemie i każdy by chciał, by ten ekosystem się rozwijał, ale brutalnie rzecz ujmując, myślę, że tak nie jest - przyznał Królewski na antenie Kanału Sportowego.
- Mega, mega się zawiodłem i to pierwszy moment, gdy mam pewny kryzys swojego bycia w piłce nożnej, bo po prostu ten sufit, który jest do przełamania, w pewnych tematach jest na tyle wielki, że muszę wymyślić jakiś sposób na siebie, by przekierować te wszystkie działania do wewnątrz, do Wisły Kraków, by ta motywacja była. Bo perspektywa jakichkolwiek zmian w działaniu naszych związków jest bardzo trudna - stwierdził.
Właściciel "Białej Gwiazdy" nie ukrywa, że jest rozczarowany reakcją piłkarskich władze na decyzję stołecznego klubu. Właśnie to, a nie samo postępowanie Legii, dotknęło go szczególnie.
- Z mojej perspektywy, patrząc jakie są reakcje PZPN-u czy Ekstraklasy, to jest to najgorszy wymiar dyplomacji. Dyplomacji, która wszystko spłyca do średniości. Potem żyjemy w środowisku wzajemnej adoracji, wzajemnych interesików, a nie pchamy pewnych rzeczy do przodu, bo każdy boi się każdego urazić. To nie jest w żaden sposób rozwojowe, to jest absolutnie coś, czym powiem szczerze, ja osobiście się nawet brzydzę - wypalił.
- Uważam, że największy respekt i szacunek do drugiego człowieka ma się wtedy, gdy mówi się prawdę i stara się pewne rzeczy pchać do przodu. A tutaj zachowujemy się w sposób, że i zarówno telewizja, jak i wszyscy inni, szukają na siłę jakiegoś usprawiedliwienia pewnych czynów - zakończył.