Lech ściągnął piłkarza na... jeden mecz. Absolutna pomyłka

W ostatnich latach Lech Poznań notował i mniejsze, i większe pomyłki transferowe. Jedną z nich jest Marko Malenica. Klub ściągnął zawodnika na jedno spotkanie, po czym się z nim rozstał.
Marko Malenica rozpoczynał karierę w Osijeku. Po przejściu wszystkich szczebli juniorskich zameldował się na poziomie seniorskim. W 2013 roku zadebiutował w profesjonalnym futbolu. Na dłuższą metę nie mógł jednak liczyć na regularną grę. Po rozegraniu paru starć w sezonie 2012/13 i kampanii 2013/14 przeniósł się na półroczne wypożyczenie do Cibalii.
Chorwackiemu bramkarzowi nie wiodło się tam jednak dobrze. Po zaliczeniu kilku występów, w których wiele trafień trzeba było zapisać na jego koncie, wylądował na ławce rezerwowych. Miejsca w podstawowym składzie nie odzyskał. W związku z tym niedługo później przeniósł się na jeszcze jedno półroczne wypożyczenie. Tym razem trafił do Segesty Sisak.
Tam był pierwszym wyborem we wszystkich możliwych starciach. Odpłacił się fantastycznymi występami, walnie przyczyniając się do utrzymania ekipy na zapleczu chorwackiej ekstraklasy. Po roku jego sytuacja w macierzystym klubie nie uległa jednak zmianie. Malenica mógł liczyć na grę tylko w razie kontuzji i zawieszeń swoich konkurentów. W ten sposób upłynęły mu sezon 2015/16 i kampania 2016/17.
Potem karta się odwróciła. Z początkiem rozgrywek 2017/18 chorwacki golkiper został "jedynką" między słupkami. Nie oddawał miejsca przez dwa lata, wykazując się pewnymi interwencjami i świetną grą nogami. W ekipie środka stawki nie miał prawa zachowywać wielu czystych kont, jednak zarówno menedżerowie, jak i sympatycy byli zadowoleni z jego gry. Problemy napatoczyły się w kampanii 2019/20.
Po okresie przygotowawczym Malenica stracił miejsce w składzie. Cały sezon spędził na ławce rezerwowych. Czuł się mocno związany z klubem, wobec czego nie chciał opuszczać go na stałe. Tym samym razem z włodarzami stwierdził, że przyszedł czas na ponowne wypożyczenie.
Koniec końców sięgnął po niego Lech Poznań, który chciał zwiększyć rywalizację pomiędzy słupkami w związku z problemami zdrowotnymi Mickeya van der Harta. Malenica liczył, że bez żadnych problemów wygra potyczkę o miejsce w składzie z Filipem Bednarkiem. I się przeliczył.
Bednarek grał praktycznie wszystko. Malenicy nie było dane zadebiutować ani w PKO BP Ekstraklasie, ani w Lidze Europy. Rundę jesienną zakończył z jednym występem w Pucharze Polski. W dodatku miernym, bo zakończonym dwoma wpuszczonymi trafieniami. Rundy wiosennej już nie było, po dojściu Van der Harta do pełni zdrowia jego roczne wypożyczenie skrócono.
Chorwackiemu bramkarzowi pozostało ewakuować się na ponowne wypożyczenie. Tym razem na pół roku ściągnęło go DVTK. Tam Malenica powoli zaczął odzyskiwać rytm. Cóż jednak z tego, skoro po zakończeniu rozgrywek chorwacki golkiper jeszcze raz zderzył się ze ścianą. W pierwotnej ekipie ponownie czekała na niego rola rezerwowego. Zmieniło się to rok później.
W trakcie rozgrywek 2022/23 Malenica ponownie został "jedynką". Tym razem nie oddał już bluzy. Do dziś występuje w pierwszej jedenastce. Jego porozumienie wygasa w 2030 roku. Wobec tego wiele wskazuje na to, że, nie licząc wypożyczeń, spędzi całą karierę w jednym klubie. Kto wie, być może zapisze się w historii jako jeden z ostatnich, którego było stać na taki wyczyn?
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.