Lewandowski i koledzy będą załamani! Koszmarny koniec sezonu MLS

Chicago Fire nie zdołało zdobyć nawet punktu w meczu z Columbus Crew. Gospodarze przegrali 3:4 (3:2), chociaż dubletem popisał się Robert Lewandowski.
Spotkanie zaczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Po kuriozalnej interwencji Bangoury sędzia wskazał na wapno. Pomocnik Columbus Crew postanowił zablokować rękami dośrodkowanie z rzutu rożnego.
Rzut karny pewnie wykorzystał Lewandowski, o czym pisaliśmy TUTAJ. Reprezentant Polski zupełnie zmylił Schultego. Chicago Fire prowadziło od 8. minuty.
Goście jednak szybko znaleźli sposób na odpowiedź. W 16. minucie gospodarze nie potrafili zatrzymać Habroune'a, który posłał podanie w pole karne, a akcję zwieńczył Tapia. Remis.
To oczywiście nie wystarczyło, aby rozstrzygnąć mecz. W 21. minucie Bangoura raz jeszcze przewinił w polu karnym, chociaż tym razem złamanie przepisów było mniej oczywiste. Do futbolówki znów podszedł "Lewy" i znów okazał się lepszy niż Schulte.
Problemem Chicago pozostawała kulejąca defensywa. Przyjezdni odpowiedzieli już w 23. minucie. Zaraz po wznowieniu gry minęli drugą linię przeciwnika, a Zaroury trafił po przytomnym wycofaniu piłki. Znów remis.
W doliczonym czasie pierwszej połowy gospodarze postawili na swoim. Lewandowski dostał podanie na nos, ale główkował w słupek. Na szczęście jego uderzenie dobił Haile-Selassie. 3:2 do przerwy.
Po zmianie stron przyjezdni raz jeszcze zaskoczyli. Tym razem wystarczyło jedno podanie za linię obrony. Tapia dostał futbolówkę od Amundsena, wdarł się w pole karne i strzałem z ostrego kąta pokonał Brady'ego. Remis.
Na tym się nie zakończyło. W 93. minucie defensywa Chicago raz jeszcze kompletnie zawiodła. Lennon bez trudu wrzucił piłkę, rywale nie potrafili jej wybić, a Mendez uderzył z bliska i trafił pod poprzeczkę. Lewandowski przebywał na boisku do końca.
Ostatecznie Columbus Crew wygrało 4:3 (2:3) i wskoczyło na siódme miejsce w tabeli. Chicago zakończyło sezon zasadniczy na czwartej pozycji.