Masłowski ocenił to, co zrobił Widzew. Padły dosadne słowa
Łukasz Masłowski od sierpnia tego roku odpowiada za pion sportowy Widzewa Łódź. O wcześniejszej działalności transferowej klubu ma jak najgorsze zdanie.
Masłowski trafił do Łodzi opromieniony świetną pracą w Jagiellonii. W Widzewie jest trzecim dyrektorem pionu sportowego w ciągu roku. Robert Dobrzycki odziedziczył Mindaugasa Nikoliciusa, którego potem zamienił na tandem Dariusz Adamczuk-Piotr Burlikowski. Od sierpnia rządzi Masłowski, który ma do pomocy Artura Płatka.
Działania jego poprzedników były bardzo kosztowne. Widzew w trakcie poprzedniego sezonu wydał na kupno nowych piłkarzy ponad 100 mln zł. Nie opłaciło się, bo drużyna dopiero w końcówce sezonu uratowała się przed degradacją.
Do wydatków Widzewa należy doliczyć olbrzymie kwoty przeznaczane na pensje zawodników i sztabów szkoleniowych. Masłowski bardzo krytykuje taką rozrzutność.
- Uważam, że Widzew zepsuł rynek. Jestem ostatni do tego, żeby robić wrażenie kwotami transferowymi, bo to nie o to w tym chodzi. Na końcu to boisko decyduje, czy jesteś wartością dodaną dla tego klubu i dla tej drużyny, a nie to, ile kosztowałeś. To nie jest tak, że ja nie chcę wydawać pieniędzy, albo mam narzucone od właściciela, że mam oszczędzać. Tak nie jest. Po prostu uważam, że Widzew absolutnie nie ma dzisiaj takiej potrzeby - powiedział Masłowski w Radiu Widzew.
Widzew już za jego kadencji poczynił pewne oszczędności. Z klubu odeszli Osman Bukari, Stelios Andreou czy Andi Zequri.
- To byli piłkarze, którzy nie mieli zbyt dużych szans na grę, nie mieli zbyt wysokich notowań u trenera. Było więc jak najbardziej racjonalne, żeby spróbować ich zagospodarować gdzie indziej i zaoszczędzić dzięki temu te środki. My generalnie będziemy – nawet w przyszłym raporcie [Finansowa Ekstraklasa - przyp. red.] – w czołówce wydawanych kwot. Po prostu ta kadra i te kontrakty są tak dzisiaj skonstruowane - podkreśla Masłowski.