Męczarnie Barcelony w Pucharze Króla. Nerwy do samego końca

FC Barcelona wymęczyła awans do ćwierćfinału Pucharu Króla. Sukces dało jej zwycięstwo 2:0 z drugoligowym Racingiem Santander.
Hansi Flick namieszał w składzie w porównaniu do niedzielnego meczu z Realem Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii. W pierwszym składzie pojawili się Marc Bernal czy Marc Casado. Zabrakło za to Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego, który zaczęli mecz na ławce rezerwowych. W bramce zagrał Joan Garcia, a na środku ataku Ferran Torres.
Barcelona zgodnie z oczekiwaniami miała gigantyczna przewagę, ale nie potrafiła rozmontować obrony Racingu. Pod polem karnym drugoligowca działo się niewiele ciekawego. W 11. minucie Marcus Rashford próbował dograć piłkę do Daniego Olmo, ale ten w nią nie trafił i z okazji nic nie wyszło.
Goście z większą werwą zaatakowali dopiero po przerwie. Już na początku drugiej połowy w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Rashford, ale górą był Ezkieta. Próbował też Lamine Yamal, któremu niewiele zabrakło, by wkręcić piłkę od bramki bezpośrednio z rzutu rożnego.
Barcelona doczekała się gola w 66. minucie. Po prostopadłym podaniu Fermina Lopeza w pole karne wpadł Ferran Torres, minął bramkarza Racingu i kopnął do pustej bramki. Chwilę później Hiszpana nie było już na boisku. Zastąpił go Robert Lewandowski. Na boisku razem z nim pojawili się Raphinha i Pedri, co świadczyło o tym, że Flick bardzo poważnie podchodzi do końcówki meczu.
Barcelona odetchnęła z ulgą w 77. minucie. Piłkę do jej bramki skierował Manexa, ale zrobił to ze spalonego. Chwilę później mogło być po zawodach. Dwiema interwencjami wykazał się jednak bramkarz gospodarzy. Najpierw zatrzymał strzał Fermina Lopeza, a po chwili dobitkę Lewandowskiego.
W końcówce Flick wzmocnił jeszcze obronę - na boisku zameldował się Eric Garcia. Chwilę później Racing znów wbił piłkę do bramki, ale znów zrobił to ze spalonego. Było nerwowo. Już w doliczonym czasie znakomitą okazję miał Manexa, ale przegrał pojedynek z Joanem Garcią. Po chwili Barcelona wyprowadziła atak, który zakończył się golem Lamine'a Yamala.