Media: Poważne oskarżenia wobec prezesa Śląska. ""Celowo uderzył mnie pięścią, zalałem się krwią"

Remigiusz Jezierski to prezes Śląska Wrocław, który gra obecnie w oldbojach PKS-u Łany. Jeden z zawodników Piasta Lutynia oskarża go o celowe pobicie w trakcie meczu.
Wokół Jezierskiego głośno było zwłaszcza przy okazji meczu z Wisłą Kraków. Teraz Weszło pisze z kolei o poważnych oskarżeniach wobec prezesa Śląska.
- Początek drugiej połowy: kryję Remka, wiem, kogo kryję, wiem, że to jest były napastnik, że może mi się urwać, po prostu przyklejam się do niego jak plaster. Przyznam, że nie interesuje mnie piłka, chodzę sobie za nim, ale nie robię nic nieprzepisowego, przepychamy się jak przy rogach i tyle. Piłka jest z drugiej strony pola karnego, ale nie jest jeszcze zagrana w szesnastkę i… on nagle mnie walnął prosto w nos, tak, że padłem na glebę - opisuje jeden z zawodników Piasta Lutynia.
- Z zamkniętej ręki, z pięści w ryj mi j**nął, to było ostatnie, co widziałem, nie miałem szans się uchylić, byłem w ciężkim szoku, że w ogóle do takiej sytuacji doszło. Wywaliłem się na plecy i zobaczyłem, że krew mi leci jak z kranu. Sędzia opisał to w protokole jako walka o piłkę, ale był plecami do sytuacji i jej nie widział, natomiast koledzy z drużyny, którzy byli przodem do akcji i jakby za plecami Remka, widzieli wszystko - podkreślił.
- On na pewno będzie się bronił, że to była sytuacja boiskowa, ale nie była. Powtórzę: prezes Śląska Wrocław odwrócił się do mnie, wywalił mi celowo pięścią w twarz tak, że byłem cały we krwi. Przecież to jakiś absurd - dodał. Jego wersję potwierdza jeden z kolegów.
- Widziałem, jak Jezierski robi zamach i uderza Michała w twarz. I to była pięść, łokciem czy przedramieniem takiej krzywdy by mu nie zrobił. To jest gra kontaktowa, wszyscy mamy prawo do zbliżania się, szturchania jeden drugiego, ale nikt nie ma prawa do tego, żeby zaciskać pięść i walić drugiego w ryj. Pytałem go: "ty jesteś świadomy, co zrobiłeś?" On mówi, że Michał go popychał. I co, za popychanie należy ładować kogoś po mordzie? - pytał.
Sam Jezierski zdecydowanie zaprzecza tej wersji wydarzeń. Zapewnia, że nie ma mowy o celowym uderzeniu rywala, a cała sytuacja wynikała jedynie z przypadku.
- Do tej sytuacji doszło kompletnie niefortunnie. Chciałem się uwolnić od przeciwnika przy dośrodkowaniu i faktycznie przypadkowo go uderzyłem. Nie pamiętam już czym, czy otwartą ręką, czy przedramieniem, ale na pewno nie było to celowe. I jeśli on ma świadków, to ja też mogę takich przedstawić. Przeciwnik krwawił, ale wrócił do gry i zachowywał się agresywnie, wykrzykiwał coś w moim kierunku, mimo upomnień sędziego czy reakcji kolegów, którzy próbowali go uspokoić. Przeprosiłem go, ale nie chciał słuchać. Wydaje mi się, że ten człowiek teraz szuka poklasku w mediach - odpowiedział Jezierski.