Media: Skandal w polskim klubie. Tak potraktował chorego piłkarza

Skra Częstochowa, która jeszcze niedawno grała w Betclic I Lidze, zmaga się problemami. Na jaw zaczęły wychodzić druzgocące wieści. Szokującą prawdę w tej sprawie ujawnił Bartłomiej Burman.
Ostatnie trzy lata były katastrofalne dla Skry Częstochowa. Zespół ten zanotował dwie degradacje, co sprawiło, że w trwającym sezonie występuje na boiskach III ligi. Na tym jego problemy się nie kończą.
Jak poinformował Szymon Janczyk z serwisu Weszło, od dłuższego czasu klub zmaga się z problemami finansowymi. Z czasem przerodziło się to w zaległości wobec piłkarzy i trenerów. Za całą sytuację odpowiedzialny był ówczesny prezes, Artur Szymczyk, który wykazał się też brakiem empatii.
Na początku 2023 roku piłkarską karierę z powodu kłopotów kardiologicznych musiał zawiesić piłkarz Skry, Bartłomiej Burman. Z jego słów na łamach Weszło wynika, że klub przestał się nim interesować.
- Trenerowi zależało, dzwonił. Chłopaki dzwonili, pytali. Ludzie ze sztabu także. Klub w ogóle się nie zainteresował. Pytaliśmy, kiedy możemy spodziewać się wypłaty, jakiegoś przelewu. Ostatecznie wydałem na badania dziesięć tysięcy złotych z własnej kieszeni. Nie miałem wysokiego kontraktu, Skra przestała płacić, więc w tamtym czasie były to duże pieniądze - powiedział Burman.
Wychowanek Lecha Poznań próbował kontaktować się z działaczami Skry, jednak nie przyniosło to żadnych konkretów. Były piłkarz nie otrzymał nawet części należnych mu pieniędzy. Na pożegnanie dostał tylko pamiątkową koszulkę, którą na boisku wręczył mu prezes Szymczyk.
- Zagrałem w pierwszym meczu nowego sezonu, więc miałem prawo ubiegać się o pensję za całą rundę. Czekaliśmy na jakąś inicjatywę, aż klub wyjdzie z jakimś pomysłem. Nie wyszedł. To mój menedżer zaproponował kompromis, jakieś spotkanie w połowie. Tyle że ten kontakt wyglądał tak, że przy każdej próbie rozmowy było pięć nieodebranych połączeń - ujawnił były piłkarz Skry.
- Po tym, jak oficjalnie ogłosiłem, że nie będę w stanie dłużej grać na profesjonalnym poziomie, dostałem od klubu zaproszenie na mecz z ŁKS, gdzie odbyło się pożegnanie. Przed meczem dostałem koszulkę, na murawie zbiliśmy piątkę z prezesem i… tyle. Z perspektywy czasu odbieram to jako zagranie pod publiczkę. Oklepane zdania, dziękujemy, szanujemy, ale o kwestii finansów nawet nie chcieli rozmawiać - dodał.
Pomoc swojemu wychowankowi finalnie zaoferował Lech Poznań. Urzędujący mistrz Polski zaproponował mu staż w swojej akademii.