Michniewicz o hejcie po mundialu. "Żona nie chciała, żebym był selekcjonerem"
Choć reprezentacja Polski na mundialu w Katarze po raz pierwszy od ponad 30 lat wyszła z grupy, to na Czesława Michniewicza spała duża krytyka - między innymi ze względu na aferę premiową. Były selekcjoner w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem na antenie RMF FM przyznał, jak reagowali na to jego najbliżsi.
Biało-czerwoni w fazie grupowej ostatnich mistrzostw świata nie zachwycili. Zdołali jednak zdobyć cztery punkty i awansować do 1/8 finału, gdzie przegrali z Francuzami.
W kraju najwięcej mówiło się jednak o aferze premiowej. Piłkarze kadry oraz sztab szkoleniowy mieli dostać wielkie pieniądze od ówczesnego premiera, Mateusza Morawieckiego.
Najmocniej w całej sprawie oberwało się właśnie Michniewiczowi. PZPN nie przedłużył z nim kontraktu. Sam szkoleniowiec przyznał jednak, że jego najbliżsi... odetchnęli z ulgą.
- To było straszne. Przyjechałem do domu i dopiero do mnie dotarło, że moja żona i synowie to wszystko czytali, co się mówiło. Ja tego nie czytałem. Żona zaczęła mi mówić, co tu się działo. To było przykre. Gdy to wszystko do mnie dotarło, położyłem się i spałem 12 godzin - przyznał Michniewicz w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem w RMF FM.
- Żona zaczęła mi to wszystko opowiadać, była bardzo zdenerwowana. Mówiła, że nie chce, żebym był dłużej selekcjonerem, że ona tego nie wytrzyma. Pomyślałem wtedy, że to czas, by Cezary Kulesza podjął decyzję, że to musi się skończyć - stwierdził.
- Moja żona wiedziała już wcześniej, ale gdy pojawił się oficjalny komunikat, że odchodzę z reprezentacji, to powiedziała, że spadł jej kamień z serca. Żałowała, bo wiedziała, że to praca moich marzeń, ale nie ukrywała, że by tego nie wytrzymała. Przy takim natłoku, jednostronnym przekazie - podsumował.