Największy niewypał w dziejach Rakowa? Teraz gra w utytułowanym klubie

Miał być obrońcą na lata. Nie został nim jednak nawet na rok. Artioma Rachmanowa śmiało można zaliczyć do grona największych niewypałów w historii Rakowa Częstochowa.
Podczas kariery Artiom Rachmanow reprezentował barwy wielu klubów. Białorusin jest wychowankiem FK Mińsk. Po latach spędzonych w juniorskich drużynach w 2009 roku zadebiutował w seniorskim zespole. Nie zdołał jednak przebić się tam do pierwszego składu i po czterech latach był zmuszony poszukiwać sobie nowego klubu.
W 2013 roku defensor przywdziewał trykot Sławiji Mozyrz, a w 2014 roku - Niomana Grodno. W końcu uznał, że lepiej będzie poszukać szczęścia za granicą. Tam również zmieniał kluby jak rękawiczki. Pojawiał się wszędzie, gdzie go potrzebowano. W 2015 roku występował w estońskiej Levadii Tallinn, w 2016 roku - w mołdawskim Milsami Orgiejów, z kolei w 2017 roku - w Czornomorcu Odessa.
Każdą ekipę Białorusin opuszczał jednak po kilku, maksymalnie kilkunastu miesiącach. Wszędzie uznawano go tylko za uzupełnienie składu spowodowane kontuzjami lub zawieszeniami. Kiedy do rywalizacji wracali podstawowi gracze, lądował na ławce rezerwowych, a potem jego umowy wygasały lub były rozwiązywane przez kluby.
Z początkiem 2018 roku ofertę będącą dla niego promykiem nadziei złożył mu Raków Częstochowa. "Medaliki" zaproponowały stoperowi półroczny kontrakt z opcją przedłużenia na trzy lata. Klub próbował bowiem wzmocnić rywalizację w obronie po tym, jak urazu doznał podstawowy defensor Lukas Duriska. Rachmanow nie zastanawiał się dwa razy i natychmiast przyjechał do Polski na treningi.
Po kilku dniach treningów Marek Papszun pokazał kciuk w górę i Białorusin został pełnoprawnym graczem Rakowa. Gdy ruszyła runda wiosenna I ligi, z braku laku od razu wskoczył do podstawowej jedenastki. Dla "Medalików" nie był to jednak dobry okres. Choć stoper nie popełnił żadnego nadzwyczajnego błędu, cały czas był niepewny i elektryczny, notował dużo strat czy niedokładnych podań.
Gdy tylko nadarzyła się taka okazja, Marek Papszun odstawił go od składu. W dwóch ostatnich kolejkach piłkarz już nie wystąpił, zaś z końcem czerwca klub poinformował o nieprzedłużeniu z nim umowy. W sumie zaliczył 12 występów, w których strzelił jednego gola. Otworzył rezultat starcia z Ruchem Chorzów, co nie zmieniało jednak wiele w sytuacji Rakowa, który nie miał już szans na awans.
Po nieprzedłużeniu kontraktu Rachmanow postanowił wrócić do korzeni. Związał się z Isłaczem Minski Rajon. Wytrzymał tam kilka miesięcy, po czym ponownie wyruszył za granicę. Spędził pół roku w Ekilkstunie, a następnie wrócił do Isłacza, gdzie znów spędził kilka miesięcy. W 2020 roku uciekł do Ruchu Brześć. Grał tam zaskakująco długo - dwa lata. Byłoby pewnie więcej, jednak klub... upadł.
Wydawało się, że Białorusin spędzi końcówkę kariery w amatorskich ekipach. Dopiero wówczas zaczęły się jednak jego przygody w topowych klubach. W 2022 roku niespodziewanie związał się z kazachską Astaną. Dzięki temu wrócił do Częstochowy w ramach eliminacji Ligi Konferencji. W 2024 roku przeszedł zaś do Dynama Brześć, a w międzyczasie minął się z Maciejem Rybusem, grając w FC DMedia w Medialidze.
Od 2025 roku Rachmanow występuje z kolei w innym słynnym klubie - BATE Borysów. Choć zarówno Białorusin, jak i jego drużyna najlepsze lata mają raczej za sobą, wielu graczy może z pewnością pozazdrościć mu uporu i determinacji, dzięki którym cały czas znajdował nowe zespoły, błąkając się po całej Europie. Sympatycy Rakowa mogą za to cieszyć się, że czasy ściągania takich graczy do klubu dawno minęły.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.