Niespodziewane oświadczenie Valverde. Tak skomentował scysję z Tchouamenim

Niespodziewane oświadczenie Valverde. Tak skomentował scysję z Tchouamenim
SOPA Images / pressfocus
Zwrot akcji w sprawie Federico Valverde i Aureliena Tchouameniego. Urugwajczyk w oficjalnym komunikacie przyznał, że nie został uderzony przez kolegę z drużyny.
Atmosfera w Realu Madryt jest gęsta. Już w środę Marca informowała, że prawie doszło do bójki z udziałem Valverde i Tchouameniego. W tamten dzień pomocnicy mieli zakończyć scysję na słownych przepychankach.
Dalsza część tekstu pod wideo
W czwartek doszło do groźniejszego incydentu. Hiszpańskie media podawały, że Urugwajczyk i Francuz uczestniczyli w sprzeczce, która zakończyła się wizytą starszego z zawodników w szpitalu. Wychowanek Penarolu doznał rozcięcia czoła.
Obaj zawodnicy z pewnością zachowali się w nieodpowiedni sposób. Real w oficjalnym komunikacie poinformował o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego przeciwko tej dwójce, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Następnie Valverde oficjalnie odniósł się do sprawy. 27-latek napisał w mediach społecznościowych, że nie było żadnej bójki z Tchouamenim.
- Wczoraj na treningu doszło do incydentu z moim kolegą z drużyny. Wpływ na to miały zmęczenie i frustracja. Zwykle w szatni takie rzeczy mogą się zdarzyć i być załatwiane wewnętrznie. Nie wszystko musi wychodzić na jaw. Jest jednak ktoś, kto rozpowiada historię, a w sezonie bez trofeów, kiedy Real wyjątkowo znajduje się pod lupą, wszystko bywa wyolbrzymione. Dziś doszło do kolejnego nieporozumienia. Podczas sprzeczki przypadkowo uderzyłem w stół, co doprowadziło do rozcięcia na czole, które wymagało wizyty w szpitalu. W żadnym momencie mój kolega z zespołu mnie nie uderzył. Ja go też nie uderzyłem - napisał Valverde.
- Rozumiem, że niektórym łatwiej uwierzyć w to, że doszło do bijatyki, że zrobiliśmy to specjalnie, ale tak nie było. Czuję gniew z powodu tego, co się stało. Przepraszam, naprawdę przepraszam. Ta sytuacja mnie boli. Boli też moment, w którym znalazł się nasz zespół. Real Madryt to jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu i nigdy nie będzie mi obojętny. Efektem nagromadzenia różnych spraw była nieuzasadniona konfrontacja, która zaszkodziła mojemu wizerunkowi, pozostawiając pole do interpretacji, oczerniania wizerunku i dolewania oliwy do ognia - kontynuował.
- Do końca sezonu nie zamierzam się już wypowiadać. Zostaliśmy wyeliminowani z Ligi Mistrzów, a ja zachowałem gniew i urazę dla siebie. Nie byłem w stanie pisać w mediach społecznościowych, bo jedyna twarz, jaką powinno się pokazywać, to ta na boisku. Czuję, że tak robiłem, dlatego szczególnie boli mnie ta sytuacja, ponieważ nie będę mógł wystąpić w najbliższym meczu. Pozostaję do dyspozycji klubu i moich kolegów, aby zaakceptować każdą decyzję, która zostanie uznana za konieczna - dodał.
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiWczoraj · 22:30
Źródło: Instagram

Przeczytaj również