Papszun grzmi po meczu z Rakowem. "To nie do przyjęcia, nie poznawałem drużyny"

Papszun grzmi po meczu z Rakowem. "To nie do przyjęcia, nie poznawałem drużyny"
Weronika Morciszek / pressfocus
Legia Warszawa w niedzielnym hicie PKO BP Ekstraklasy przegrała 2:4 z Rakowem Częstochowa. Po spotkaniu w język nie gryzł się Marek Papszun.
"Wojskowi" przegrali dwa ostatnie spotkania przy Łazienkowskiej. Najpierw ulegli Lechowi Poznań, teraz musieli uznać wyższość Rakowa Częstochowa.
Dalsza część tekstu pod wideo
Marek Papszun nie ukrywa, że postawa drużyny w niedzielnym spotkaniu jest dla niego ogromnym rozczarowaniem. Szkoleniowiec nie zostawił suchej nitki na drużynie.
- Przede wszystkim chciałbym podziękować naszym kibicom za wsparcie do samego końca. Rozumiem ich rozczarowanie po pierwszej połowie, bo nasza postawa była nie do przyjęcia. Gwizdy były uzasadnione, ponieważ taka gra nam nie przystoi. W drugiej połowie kibice jednak nas wspierali, dopingowali i próbowali nam pomóc. Mieli duży wpływ na to, że podnieśliśmy się po przerwie. Bardzo im za to dziękuję - powiedział na konferencji prasowej, cytowany przez Legia.net.
- Nasza postawa w pierwszej połowie była dla mnie nie do zaakceptowania. Musimy wymagać od siebie zdecydowanie więcej. Zasłużenie przegrywaliśmy do przerwy, a uważam, że Raków mógł zdobyć przynajmniej jeszcze jedną bramkę - ocenił.
- W drugiej połowie zdołaliśmy się podnieść, ale nadal popełnialiśmy karygodne błędy, również w fazach przejściowych. Dzisiaj momentami nie poznawałem swojej drużyny, ponieważ zazwyczaj bardzo dobrze odnajdujemy się w takich dynamicznych sytuacjach. Tymczasem przeciwnik stworzył sobie pięć czy sześć okazji, co wcześniej praktycznie nam się nie zdarzało. Musimy dokładnie przeanalizować, z czego wynikała tak słaba dyspozycja w tym elemencie gry. Do tego dochodziły proste błędy w operowaniu piłką. Było ich zdecydowanie za dużo i miały ogromny wpływ na to, że straciliśmy cztery bramki - dodał.
Jednocześnie szkoleniowiec nie ukrywał, że jego drużyna mogła odwrócić losy spotkania. Nie uznano jednak gola na 3:3, dopatrując się faulu Wjunnyka na bramkarzu rywali.
- Oczywiście ten mecz mógł potoczyć się również w drugą stronę. Zdobyliśmy bramkę na 3:3, byliśmy w dobrym momencie, ale gol nie został uznany, a chwilę później zrobiło się 4:2. Mimo to stworzyliśmy jeszcze trzy sytuacje, których nie wykorzystaliśmy. Mogliśmy odwrócić losy spotkania i wywalczyć korzystny wynik, ale dzisiaj czegoś nam zabrakło. Dlatego ostatecznie przegrywamy - zakończył.
Maciej - Pietrasik
Maciej PietrasikDzisiaj · 20:58
Źródło: Legia.net

Przeczytaj również