Papszun wypalił do Frederiksena. Mówił o braku szacunku
Choć od meczu Legii Warszawa z Lechem Poznań minęło już kilka dni, to między Markiem Papszunem i Nielsem Frederiksenem wciąż iskrzy. Trener "Wojskowych" odniósł się do tego, co działo się po spotkaniu.
Już przed pierwszym gwizdkiem obaj szkoleniowcy nie szczędzili sobie uszczypliwości. Po końcowym gwizdku arbitra powód do świętowania miał Nielsem Frederiksen.
- Znów ich wyr***aliśmy! - krzyczał trener Lecha w szatni. Właśnie te słowa nie spodobały się Markowi Papszunowi, który wrócił do tematu na środowej konferencji prasowej.
- Różna może być dynamika przygotowań do meczu czy emocji. Te drugie także są potrzebne i warto unikać sztampy. To nieco artystyczna branża, w której warto wyzwalać emocje, ale niezbędny jest też szacunek. O ile ma go druga strona. Jeśli jedna go nie ma, to ja nie mam do drugiej. Zawsze tak podchodziłem - podkreślił Papszun, cytowany przez TVP Sport.
- Słowa Frederiksena w szatni? Nie patrzę na to przez emocje, a przez perspektywę niesmaku. Niech każdy oceni to po swojemu. Jako środowisko musimy się zastanowić, czy mamy szacunek do siebie. Można sobie wyobrazić, co byłoby w momencie, gdybym był trenerem w Danii i co potem mogłoby się ze mną dziać - podkreślił.
Papszun odniósł się także do słów Radosława Murawskiego. Piłkarz Lecha zarzucił Legii, że ta specjalnie nie podlała boiska, aby utrudnić grę mistrzom Polski.
- Niektórzy piłkarze Lecha nie pamiętali chyba, że padał deszcz i nie trzeba było podlewać boiska. To już tak na marginesie. Widać było, że w dużych emocjach schodzili z boiska - zakończył.