Przegrywać 0:2 i awansować? Niezła sztuka. Ale byli lepsi!

Przegrywać 0:2 i awansować? Niezła sztuka. Ale byli lepsi!
IMAGO / pressfocus
Reprezentacja Belgii znów odwróciła wynik meczu fazy play-off mistrzostw świata i awansowała do 1/8 finału. "Czerwone Diabły" odrobiły dwie bramki straty, co jest wyczynem imponującym, ale nie największym powrotem w dziejach mundiali.
Do tej pory dziewięciokrotnie zdarzyło się, aby w fazie pucharowej mistrzostw świata zespół przegrywał przynajmniej dwiema bramkami, a mimo tego zakończył spotkanie jako zwycięzca. W XXI wieku takie przypadki były jednak tylko dwa.
Dalsza część tekstu pod wideo
W 2018 roku Japonia nie utrzymała dwubramkowej zaliczki z Belgią (2:3) i odpadła na etapie 1/8 finału. Teraz "Czerwone Diabły" znów oszukały przeznaczenie. Przegrywały z Senegalem, a mimo tego awansowały do 1/8 finału. Ponownie skończyło się na 3:2, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Wcześniej podobnej sztuki dokonały Szwajcaria (4:2 z Niemcami w 1938 roku), Brazylia (4:2 ze Szwecją ,1938), Niemcy (3:2 z Węgrami, 1954), znów Niemcy (3:2 z Anglią, 1970) i jeszcze raz Niemcy (3:3, 8:7 k. z Francją, 1982).
Rekordzistami pozostają jednak dwie inne reprezentacje. Dwukrotnie doszło do sytuacji, w której w fazie pucharowej udało się odrobić aż trzy bramki straty!
W 1954 roku Austria pokonała Szwajcarię 7:5. Helweci prowadzili już 3:0 po rapem 19. minuty, ale do przerwy... przegrywali dwiema bramkami. Ten ćwierćfinał pozostaje spotkaniem z największą liczbą bramek na mundialu.
W 1966 roku litości nie miała Portugalia. Europejczycy pokonali sensację tamtych mistrzostw, czyli Koreę Północną, 5:3. Azjaci prowadzili 3:0, ale wtedy do przerwy wkroczył Eubsebio. Legendarny napastnik zdobył cztery bramki, a kolejną dołożył Jose Agusto. To Portugalia weszła wtedy do półfinału.

Dyskusja

Przeczytaj również