Zaskakujące oświadczenie PZPN-u. Poszło o kontuzję reprezentanta Polski
PZPN zareagował po wpisie polskiego dziennikarza. Federacja zabrała głos nt. urazu reprezentanta biało-czerwonych, Norberta Wojtuszka.
Norbert Wojtuszek wziął udział w niedawno zakończonym zgrupowaniu. W jego trakcie wystąpił w dwóch spotkaniach, spędzając na murawie niecałą godzinę.
W trakcie przerwy na mecze w kadrze prawy obrońca nabawił się urazu. Jagiellonia Białystok przekazała, że zmaga się on z przepukliną pachwinową.
Niedługo po komunikacie "Dumy Podlasia" głos zabrał Przemysław Langier. Dziennikarz przekazał, że w trakcie zgrupowania piłkarz miał zgłaszać problemy, a i tak został wypuszczony na boisko.
- W Jadze załamują ręce, bo poza okienkiem oddali chłopa na kadrę, ten miał zgłaszać problem, a i tak w sztabie ktoś uznał, że jest do gry. Teraz mają przynajmniej dziewięć meczów z dziurą po prawej stronie - przekazał.
Na wpis Langiera zareagował sam PZPN. Doktor kadry, Jacek Jaroszewski, przekazał, że przepuklina pachwinowa może rozwijać się miesiącami i przypominać uraz przywodzicieli - taki właśnie stwierdzono u Wojtuszka. W oświadczeniu rozliczono dziennikarza z jego słów.
- Podczas zgrupowania reprezentacji Polski u Norberta Wojtuszka stwierdzono naciągnięcie mięśnia przywodziciela długiego, z objawami charakterystycznymi dla tego rodzaju urazu. Wdrożono intensywną terapię fizjoterapeutyczną, która przyniosła poprawę i umożliwiła zawodnikowi powrót do treningów. Jak wskazuje lekarz reprezentacji Polski, dr Jacek Jaroszewski, przepuklina pachwinowa jest schorzeniem, które zazwyczaj rozwija się stopniowo, przez wiele miesięcy, a jej objawy mogą przypominać dolegliwości związane z urazem przywodzicieli. Zastosowane leczenie zachowawcze było uzasadnione stanem klinicznym zawodnika i reakcją na terapię. Nie ma podstaw do twierdzenia, że udział w meczu reprezentacji spowodował powstanie przepukliny pachwinowej - zaczęto.
- Stanowczo sprzeciwiamy się bezpodstawnemu podważaniu kompetencji sztabu medycznego reprezentacji Polski. Redaktor Przemysław Langier nie zwrócił się do dr. Jacka Jaroszewskiego o przedstawienie okoliczności podejmowanych decyzji medycznych, a z treści publikacji nie wynika, aby zasięgnął opinii innego specjalisty. Mimo to publicznie sugeruje zaniedbania, opierając się na niezweryfikowanych informacjach i ogólnikowych sformułowaniach. Kwestionowanie kompetencji lekarza z wieloletnim doświadczeniem zawodowym bez znajomości faktów i próby ich weryfikacji jest nieuzasadnione i niesprawiedliwe. To kwestia elementarnej rzetelności, etyki dziennikarskiej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości - podsumowano.
Na wpis szybko odpowiedział Langier. Dziennikarz zaznaczył, że jego post nie był opinią medyczną mającą na celu podważenie kompetencji doktora Jaroszewskieo.
- Mój wpis nie był moją opinią medyczną, podważaniem kompetencji doktora Jaroszewskiego, ani jego diagnozy, bo nie mam ani wiedzy, ani kompetencji, by to robić. To był opis punktu widzenia Jagiellonii i wydawało mi się, że dość jasno jest to w kilku miejscach sformułowane. "W Jadze załamują ręce", "podobno narzekał", (nawet nie "narzekał" - zresztą to się potwierdziło), "pojawia się pytanie" (w całościowym kontekście: pojawia się w klubie - nie ma tu mojego stwierdzenia "błędnie zdiagnozowano"). Klub zresztą te wątpliwości będzie prawdopodobnie z PZPN-em wyjaśniać i o tych wątpliwościach był mój wpis - przekazał.