Simundza nie ma złudzeń. Tak mówi o najbliższym meczu Śląska

Czarne chmury zbierają się nad Ante Simundzą. Trener Śląska Wrocław przyznał, że może niebawem stracić pracę.
Spadkowicz miał się bić o awans do Ekstraklasy, ale zawodzi. Nie potrafił wygrać siedmiu kolejnych meczów i osunął się na dziewiąte miejsce w tabeli Betclic 1 Ligi.
Coraz częściej pojawiają się głosy, że Simundza zapłaci posadą za marne wyniki drużyny. Atmosfera wokół Słoweńca gęstnieje. Gazeta Wrocławska kilka dni temu podała, że wiceprezydent Wrocławia Renata Granowska spotkała się niedawno z Ryszardem Tarasiewiczem. Miało do tego dojść za plecami prezesa klubu Remigiusza Jezierskiego.
Simundza przyznaje, że zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Wciąż jednak liczy na to, że los się odmieni.
- Czy to może być mecz o moją posadę? Oczywiście, że tak. Za długo jestem w piłce, by nie wiedzieć, że takie serie, jaką mamy obecnie, często prowadzą do rozstań z trenerami czy piłkarzami. Nikt nie udaje, że jest inaczej. Niemniej cały czas wierzę, że mamy dostatecznie dużo jakości, by wrócić do pierwszej szóstki - powiedział Simundza.
- Historycznie wiemy, że rzadko klubom po spadku z ekstraklasy udaje się awansować w kolejnym sezonie. Takie są fakty, nasze zderzenie z 1. ligą także jest ciężkie, ale to nie może być wymówka. Tę drużynę stać na awans - podkreśla Słoweniec.
Śląsk postara się przełamać marną passę w niedzielę. Zagra u siebie z dwunastą w tabeli Odrą Opole.