Szokujące wyznanie byłego sędziego. Tak traktowali go szefowie Kolegium Sędziów. "Klasyczny mobbing"
Polskie środowisko sędziowskie trawi gigantyczny kryzys. Problemy narastały przez lata, o czym świadczy wyznanie Marcina Borskiego. Były sędzia i obserwator twierdzi, że poprzedni szefowie Kolegium Sędziów stosowali wobec niego mobbing.
O sędziowaniu mówi się sporo nie tylko ze względu na liczne i rażące błędy z ostatnich miesięcy. Przerażający jest obraz całego środowiska, który wyłonił się z relacji Arkadiusza Kamila Wójcika (zarzucił mobbing szefowi Kolegium Sędziów Marcinowi Szulcowi) czy Pawła Sokolnickiego (kwestionował poziom szkolenia arbitrów i działanie systemu VAR).
Teraz swoje świadectwo złożył Borski, który opowiedział o swoim przypadku w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty. Według niego problem nabrzmiewał przez lata, a ryba psuła się od głowy, czyli szefa Kolegium Sędziów.
- Pan Zbigniew Przesmycki rządził w KS przez około dekadę. Następnie nastała era pana Tomasza Mikulskiego, prawej ręki Przesmyckiego. Przecież to są ludzie z mentalnością wykutą w latach 90. A czasy się zmieniły, czego - zdaje się - w środowisku sędziowskim nie zauważono. Zmieniło się społeczeństwo, zmienili się ludzie, którzy oczekują większej transparentności, informacji zwrotnej. Uważam, że pan Przesmycki rządził jak dyktator, Mikulski z kolei, zabiegając o swoją pozycję w PZPN, był wyjątkowym konformistą wobec wpływowych działaczy związku - komentował Borski w portalu WP Sportowe Fakty.
Jego zdaniem przez lata z powodów konfliktów personalnych i złego traktowania z kariery sędziowskiej zrezygnowało wiele utalentowanych osób. Ze środowiska wypisał się też Borski.
- Mnie chodziło o ideę, chciałem zreformować system szkolenia sędziów. Starałem się przekonać do tego jako członek komisji szkoleniowej. Denerwowało mnie, że Przesmycki wymyślał własne przepisy, co sprawiało, że w Europie i w lidze sędziowaliśmy inaczej. Byłem wówczas obserwatorem międzynarodowym, brałem udział w szkoleniach. Mocno się sprzeciwiałem temu, że sędzia w lidze nie mógł dać żółtej kartki za konkretne przewinienie, a w Europie wręcz przeciwnie. To się arbitrom myliło, poza tym kibice byli zdezorientowani. W odpowiedzi zaczął się klasyczny mobbing, więc zrezygnowałem - stwiedził były sędzia.
Borski twierdzi, że złośliwości wobec niego dopuszczali się i Przesmycki, i Mikulski.
- Podam sztandarowy przykład: kiedy moja żona była w dziewiątym miesiącu ciąży, prosiłem o obsadę obserwatorską na meczach rozgrywanych w miarę blisko Warszawy, bym w razie rozpoczęcia porodu mógł szybko wracać. No to złośliwie byłem wysyłany do Szczecina albo do Lubina, gdzie w tamtych czasach - gdy nie było autostrad - to naprawdę stanowiło długą wyprawę. Pewna osoba była później świadkiem rozmowy, gdy Przesmycki chwalił się komuś, że tak zrobił, to miał być sposób na "wychowanie" podwładnego. Kiedy powiedziałem, że nie mogę jeździć do Szczecina czy Lubina, zaczęto mnie notorycznie wysyłać do Siedlec na mecz pierwszej ligi - w sytuacji, gdy byłem obserwatorem międzynarodowym - tłumaczył Borski.
- Zrezygnowałem z aktywności w komisji szkoleniowej. Nie chciałem dłużej firmować swoim nazwiskiem autorskich przepisów pana Przesmyckiego, do których arbitrzy musieli się stosować. Odpowiedzią na to był wniosek PZPN do UEFA, by zawiesić mnie jako obserwatora międzynarodowego. Przy okazji wyszła jeszcze sprawa związana z koleżeńskim funduszem pośmiertnym. Sędziowie płacili coroczne składki, które były przeznaczone na arbitrów, którzy odeszli. Te pieniądze z powodów organizacyjnych przekazywane były przez Przesmyckiego do jakiejś zewnętrznej fundacji, która, jak się okazało, miała też inne cele niż tylko ten, o którym mówimy. Doszło do nieporozumień, nadużyć finansowych i mnie jako przewodniczącemu Kolegium Sędziów na Mazowszu zależało, żeby wyjaśnić te kwestie. Zostało to odebrane jako atak personalny i na prezesa Mazowieckiego ZPN pana Łazarczyka były wywierane naciski, żeby się mnie pozbył. Uznałem, że nie ma co się szarpać i dłużej funkcjonować w tak toksycznym środowisku i całkowicie wycofałem się z działalności sędziowskiej - opowiedział o swojej sytuacji.