TOP 5: Najlepsze i najgorsze transfery Lotto Ekstraklasy 2017/2018

Runda zasadnicza za nami, przed nami (jak to mawia Michał Probierz) „Puchar maja”, czyli decydująca walka o mistrzostwo ligi. Dla piłkarzy i trenerów czas wzmożonej pracy, dla kibiców rozliczania swoich drużyn z wyników, a prezesów z zakupów. Kto był transferową bombą, a kto totalnym niewypałem?
W morzu średniaków, transferów bezgotówkowych, ściągania piłkarzy kontuzjowanych lub bez kontraktów, a także standardowych wymian pomiędzy ligowcami, udało się wyłowić kilka prawdziwych "perełek".
Większość z nich jeszcze wczoraj była „małymi płotkami” w ławicy, w której nikt nie wychyla się przed szereg, a dziś są płynącymi pod prąd „grubymi rybami”. O kim mowa?
NAJLEPSZE TRANSFERY
5. miejsce - William Remy
Francuska "ściana" zbudowana z mięśni. Wybór nieco zaskakujący, ponieważ posiadający również gwadelupskie obywatelstwo obrońca zdążył się zaprezentować polskiej publiczności dopiero w 10 meczach. W każdym z nich pokazywał się z dobrej strony, grając tak samo solidnie na środku obrony, jak i jako defensywny pomocnik.
Na duży plus bramka i asysta, no i po 90 minut w każdym meczu. Jeśli Remy utrzyma swój poziom i zgra się z Michałem Pazdanem, to może z reprezentantem Polski stanowić mur nie do przejścia.
4. miejsce - Emir Dilaver
Żołnierz Nenada Bjelicy. Cytując słowa trenera: "Nie każdy jest Emirem Dilaverem, który wskakuje do składu i od razu jest czołową postacią zespołu". Święte słowa, potwierdzające że można ściągnąć dobrego zawodnika, nie płacąc za niego kontenera złotówek.
Piłkarz uniwersalny, zagrał na wszystkich możliwych pozycjach w obronie (i dodatkowo jako defensywny pomocnik w meczu z Koroną Kielce). Strzelił trzy bramki, aż 8 razy (!) był wybierany do najlepszej "11" kolejki. Gdyby nie zwyżka formy Christiana Gytkjaera nie miałby żadnego konkurenta do miana najlepszego poznańskiego transferu tego sezonu.
3. miejsce - Damian Kądzior
Rok temu piłkarz Wigier Suwałki mógł tylko pomarzyć o znalezieniu się na tej liście. Bardzo dobra gra (ale jednak na poziomie Nice I ligi) zaowocowała transferem do Górnika Zabrze, a później wszystko poszło już z górki. Powołania do kadry, walka o mistrzostwo, stworzenie superofensywy z Kurzawą i Angulo... do szczęścia zabrakło tylko debiutu w pierwszej reprezentacji.
Co się odwlecze to nie uciecze, Kądziora w biało-czerwonej koszulce zapewne zobaczymy jeszcze w tym roku. 30 meczów, 29 w pierwszym składzie, 7 bramek i 6 asyst to wizytówka asa Górnika po pierwszym w życiu sezonie w Ekstraklasie.
2. miejsce - Christian Gytkjaer
Lepszy od Roberta Lewandowskiego. Oczywiście tylko w kwestii debiutanckiego sezonu (17 bramek po 30 kolejkach wobec 14 goli „Lewego”), ale jak już zacznie, to nie przestaje strzelać. Prawdziwy „duński dynamit”, gwarant goli w każdym miejscu i czasie. Jedyny piłkarz z "TOP5", którego można było spodziewać się na liście już po ogłoszeniu transferu.
Duńczyk wciąż ma spore szanse na króla strzelców tego sezonu, bo to facet który nie trafia do siatki przez 3 kolejki tylko po to żeby w następnej ustrzelić hat-tricka. Ostatnie 6 meczów w jego wykonaniu skończyło się na 7 trafieniach, więc jeśli utrzyma bieżącą formę, to w Lechu mogą go za długo nie zatrzymać.
1. miejsce - Carlitos
Jeśli przetłumaczymy jego nazwisko „Carlos Daniel Lopez Huesca” na język polski, to uzyskamy „najlepszy piłkarz Lotto Ekstraklasy”. Motor napędowy „Białej Gwiazdy”, a także lider klasyfikacji: strzelców, kanadyjskiej, rzutów wolnych, a nawet „Turbokozaka”.
W trakcie pobytu w Krakowie potroił swoją wartość, jednocześnie okazując wdzięczność włodarzom klubu z grodu Kraka, poprzez przedłużenie umowy na kolejny sezon.
Prawdziwym „cudem nad Wisłą” byłoby skłonienie Carlitosa do wypełnienia kontraktu. Podobno zapytania ofertowe (głównie z Chin) spływają do klubu lawinowo, po cichu mówi się o kwocie rzędu nawet 3 milionów euro.
***
Sito mające oddzielić piłkarzy słabych od dobrych w Ekstraklasie w dalszym ciągu ma za duże dziury. Przelatują wszyscy: słabi, dobrzy, młodzi, starszy, doświadczeni, amatorzy…
Ale są też tacy, którzy do tego sita wpłynęli jako „rekiny”, a wypłynęli jako „szprotki”. Mieli bić konkurentów na głowę, a po pierwszej rundzie wyglądają jakby kilka sekund dzieliło ich od nokautu. Czy zdążą się podnieść przed końcowym gongiem?
NAJGORSZE TRANSFERY
5. miejsce - Böðvar Böðvarsson
Rzadko do naszej ligi przyjeżdża zawodnik o takim profilu. Reprezentant Islandii, zdobywca 2 mistrzostw i pucharu, a przede wszystkim młody i perspektywiczny lewy obrońca. W związku z odejściem do Lecha Piotra Tomasika, miał walczyć o pierwszy skład. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna, a ławka rezerwowych w drużynie z Podlasia za krótka.
Przez 2 miesiące piłkarz zdążył rozegrać 5 minut w 2 meczach… Bödvarssona nie należy po takim czasie skreślać, bo to wciąż zawodnik przyszłościowy, ale kibice z Białegostoku długo czekać nie będą. 23 lata to jak na piłkarza wiek odpowiedni, aby być liderem swojego zespołu.
4. miejsce - Nicklas Bärkroth
Do Lecha przyjeżdżał jako gwiazda, mająca z marszu podbić słabą polską ligę. W końcu Bärkroth to dwukrotny mistrz Szwecji, 6-krotny reprezentant kraju (ostatni raz w stroju „Trzech Koron” zagrał rok temu) i niekwestionowana gwiazda swojej ligi.
Początek w Polsce miał fenomenalny: po 5 meczach miał na koncie już 3 asysty. Po kolejnych 13 jego dorobek wynosił...wciąż 3 asysty. Ze skrzydłowego pierwszego wyboru spadł na ostatnie miejsce w klasyfikacji Nenada Bjelicy. Czy przez ostatnie 7 kolejek będzie wstanie to zmienić?
3. miejsce - Igor Tarasovs
Fatalny jak cała obrona Śląska. Zagrał w 29 meczach wrocławian, a kierowana przez niego defensywa zachowała czyste konto 4(!) razy. Zdobył 1 bramkę, co na środkowego obrońcę jest wynikiem co najwyżej miernym.
Powabu nie dodaje mu też czerwona kartka, którą w meczu z Wisłą Płock zobaczył już w 12. minucie, a która rozpoczęła gromienie Śląska w stosunku 4:1. Po wysokim reprezentancie kraju, który przecież w Jagiellonii grał pierwsze skrzypce, oczekiwaliśmy dużo więcej.
2. miejsce - Cristian Pasquato
Miał być drugim Vadisem Odjidją-Ofoe. Piłkarzem, który polską Ekstraklasę rozniesie w pył, dzieląc, rządząc, asystując i strzelając. W końcu ile razy mieliśmy szansę oglądać zawodnika, który piłkarskie szlify zbierał w Juventusie Turyn? Bardzo szybko dowiedzieliśmy się dlaczego na szlifach się skończyło.
Z 18 występów, które uzbierał w Legii Warszawa, tylko raz zagrał pełne 90 minut. Potrafi przejść obok meczu, a jego nazwisko komentatorzy wymawiają tylko, gdy dochodzi do jego zmiany. W jego piłkarskim CV przewinęło się już 13 klubów i z taką grą można się spodziewać, że „Wojskowi” nie będą ostatnim przystankiem w jego karierze.
1. miejsce - Eduardo da Silva
Kibice przy Łazienkowskiej marzyli o nowym Ljuboi, a dostali hybrydę Necida z Chimem-Chukwą. 8 meczów, większość w pierwszym składzie, a po stronie strzelonych bramek dalej widnieje okrągłe zero. Z nieznanych nikomu przyczyn na liście napastników Romeo Jozaka dalej wyprzedza Jarosława Niezgodę.
Może za znane nazwisko? Może jest to kwestia marketingu? Może jakiejś wewnętrznej umowy między piłkarzem a trenerem? Bo przyczyną raczej nie są 3 marne asysty zdobyte w 9 meczach. Miał być gwiazdą, liderem zespołu, a stał się ikoną nieporadności chorwackiego trenera i jego nietrafionych transferów.
Adrian Jankowski