Lewandowski wylądował na ławce. Trener wyjaśnia. "Wiedzieliśmy, że przyjdzie taki moment"
Robert Lewandowski rozpoczął mecz z Colorado Rapids wśród rezerwowych. Po wejściu na murawę strzelił zaś gola i dołożył asystę. Jak przekazał Gregg Berhalter, jego plan sprawdził się wzorowo.
Blisko dwa miesiące czekał Robert Lewandowski na bramkę w barwach Chicago Fire. W niedzielę wpisał się na listę strzelców w meczu z Colorado Rapids. Jego drużyna sięgnęła natomiast po zwycięstwo 4:2.
Kapitan reprezentacji Polski zaczął to starcie na ławce i pojawił się na boisku dopiero w 63. minucie. Chwilę później trafił do siatki. W samej końcówce dorzucił zaś asystę przy golu autorstwa Puso Dithejane'a.
Wielu kibiców zastanawiało się, dlaczego 38-latek nie znalazł się w podstawowym składzie. Jak przyznał trener Chicago Fire, Gregg Berhalter, podczas konferencji prasowej, była to zaplanowana wcześniej decyzja. Szkoleniowiec chciał go wpuścić na podmęczonego przeciwnika.
- Świetnie, że zdobył bramkę. Cieszę się również, że zaakceptował swoją rolę. Wyjaśniliśmy mu, jakiego rodzaju będzie to spotkanie i w jaki sposób może wpłynąć na jego przebieg. Dokładnie to zrobił. Trzy mecze w osiem dni to ogromne wyzwanie, biorąc pod uwagę podróże oraz grę na dużej wysokości - powiedział Berhalter, cytowany przez stronę MLS.
- Musieliśmy postąpić rozsądnie. Wiedzieliśmy, że może mieć duży wpływ na przebieg meczu i że nadejdzie moment, gdy rywal się zmęczy i zacznie słabnąć. Wtedy posłaliśmy go na boisko - podsumował.
Od chwili przenosin za ocean na koncie Lewandowskiego znalazły się 22 występy. Zdobył w tym czasie osiem bramek i zaliczył cztery asysty.