Żukowski przeszedł przez piekło. Wstrząsające wyznanie reprezentanta Polski
Droga Mateusza Żukowskiego do kariery była długa i wyboista. 24-latek w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet opowiedział o trudach dzieciństwa, które wynikały z posiadania ojca uzależnionego od alkoholu.
Latem ubiegłego roku Żukowski przeniósł się ze Śląska Wrocław do Magdeburga. Polak błyskawicznie stał się prawdziwą gwiazdą 2. Bundesligi.
Napastnik wystąpił już w 30 meczach Magdeburga, notując 22 gole i trzy asysty. Tylko w tym sezonie zdobył pięć bramek w ośmiu występach dla klubu. Na koncie ma też cztery rozegrane spotkania w reprezentacji Polski.
Początki tej kariery zdecydowanie nie były usłane różami. Żukowski, jego mama i siostra cierpieli z powodu obrzydliwych zachowań ojca rodziny.
- Musiałem radzić sobie sam. Ojca nie miałem. To znaczy on jest, ale lepiej go nie mieć, niż mieć ch****ego. Bo jednak patrzysz na ojca i on powinien być autorytetem. A ja autorytetów nie miałem. Autorytetem była moja mama za to, jak sobie radzi. Ale to też nie było do końca takie, bo jednak brakowało mi tego męskiego podejścia. Pomimo tego, jaki był ojciec, jako dziecko chciałem, żeby przyszedł na mój mecz. I było mi bardzo smutno, że go nie było. Tym bardziej, że Lębork jest mały. Mógłby przyjść na mecz i obejrzeć syna. Nigdy nie był na moim meczu. Teraz miałbym to w d***e. Do pewnego wieku starałem się o kontakt z nim. Nawet mimo tego, co robił - powiedział Żukowski na łamach Przeglądu Sportowego Onet.
- Jego to uspokajało, gdy robił jakieś sceny mamie. Karolina się bała, bo była młodsza. Ja też byłem zestresowany, ale wiedziałem, że jak podchodzę i go przytulam, to on się uspokaja. To mu pomagało. No i go przytulałem. Miał takie przełączniki w głowie, guziki. Chory psychicznie alkoholik. Miał tak, że pił i do pewnego momentu było normalnie. Znajomi, czułe słówka do mamy: "Kochanie ty moje, uwielbiam cię". Nagle jeden kieliszek zmieniał wszystko. Przełączał się przełącznik, że nagle wiesz: "Mama to szmata" - kontynuował napastnik w rozmowie z Łukaszem Olkowiczem.
- Moja mama, po operacjach, pracowała, a on, zdrowy chłop - nie. Jak już poszedł do pracy, to myślał, że jest nie wiadomo kim. Zaraz go zwalniali, bo zachowywał się, jakby był najlepszy. Szef mówił, że na to miejsce ma stu innych, a on odpowiadał: "Takiego nie znajdziesz". To mu pokazał i go wyrzucił. A on ponoć był niezły w swoim fachu. Później już szedł na łatwiznę i mówił: "Pi****lę, nie będę pracował" - dodał.
Żukowski wiąze przyszłość z Magdeburgiem. W lipcu przedłużył kontrakt do 2029 roku.