Zwiedził pół świata, trafił do Wisły. Głowa boli, jak to się skończyło

Zwiedził pół świata, trafił do Wisły. Głowa boli, jak to się skończyło
Krzysztof Porębski / PressFocus
Elvis Manu miał pomóc Wiśle Kraków w walce o utrzymanie w elicie. Skończyło się jak się skończyło, a holenderski napastnik był jednym z odpowiedzialnych za zaistniały stan rzeczy.
Elvis Manu wychował się w Feyenoordzie. Pierwsze szlify w zawodowym futbolu zebrał na wypożyczeniach. W sezonie 2012/13 grał w Excelsiorze Rotterdam, a w kampanii 2013/14 występował w Cambuur. Później dostał szansę w macierzystym klubie. Wykorzystał ją w pełni, co zaowocowało powołaniami do rodzimej młodzieżówki, a później zagranicznym transferem.
Dalsza część tekstu pod wideo
W 2015 roku Manu przeniósł się do Brighton. Tam nie robił jednak dobrej roboty. Fatalna dyspozycja sprawiła, że zaczął lądować najpierw na ławce rezerwowych, a następnie poza składem. Niedługo później zaczął lądować na wypożyczeniach. Na zasadzie transferu czasowego ściągały go Huddersfield Town oraz Go Ahead Eagles.
Ani tu, ani tu nie udało mu się jednak zabłyszczeć. W Brighton nie miał za to przyszłości. Został zesłany do ekipy U23. Tam doczekał końca rozgrywek 2016/17, po czym odszedł z klubu. Koniec końców postanowił zamknąć holendersko-angielski rozdział swojej kariery i rozpocząć całkiem nowy, turecki. Związał się z Genclerbirligi.
Tam występował regularniej, natomiast trafianie piłką między słupki cały czas sprawiało mu duże trudności. W związku z tym nie dziwiło, że klub pożegnał się z nim po roku. Podobnie było w sezonie 2018/19, gdy grał w Akhisarsporze, a także w kampanii 2019/20, kiedy ponownie zmienił otoczenie i występował w Beijing Renhe.
Po odejściu z ekipy holenderski snajper po raz pierwszy w karierze pozostał bez klubu. Postanowił wrócić do Europy. Ściągnął go Łudogorec Razgrad. Tam wreszcie się odbudował. Sporo dała mu zmiana pozycji ze środkowego napastnika na skrzydłowego. Tam snajper nie musiał skupiać się na trafianiu do siatki i mógł skoncentrować się na pozostałych aspektach gry.
Po dwóch latach Manu uznał jednak, że czas spróbować czegoś nowego. W 2022 r. pożegnał się z dotychczasową ekipą i trafił za darmo do walczącej o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie Wisły Kraków. Ta zaproponowała mu półroczną umowę z opcją przedłużenia. I całe szczęście, że była to tylko opcja. Napastnik nie olśniewał skutecznością.
Snajper był wypróbowywany na różnych pozycjach. Zaczynał na szpicy, później przenosił się na skrzydła, na koniec grał w pomocy. Na żadnej z nich nie był jednak w stanie dać z siebie zbyt wiele. Koniec końców Wisła spadła z ligi, a Manu był jednym z odpowiedzialnych za zaistniały stan rzeczy. W 11 występach strzelił tylko dwa gole i zanotował tylko jedną asystę.
Po relegacji klub nie przedłużył kontraktu z Manu. Gracz ponownie obrał kierunek bułgarski. Trafił do Botewu Płowdiw. Odzyskał formę, nie pozostał tam jednak długo. Liczące na zarobek władze klubu prędko wypożyczyły go do FC Groningen. Skończyło się na dziesięciu występach bez ani jednej bramki i ani jednej asysty. Po powrocie z wypożyczenia ponownie został wolnym graczem.
W ostatnich latach Manu częściej nie miał klubu, niż go miał. Zaliczył dwa awaryjne pobyty w Universitatei Cluj i FC Volendam. Jak można się było spodziewać, nie zachwycał skutecznością. Od półtora roku nie ma klubu.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.
Michał - Boncler
Michał BonclerDzisiaj · 18:00
Źródło: Transfermarkt / własne

Dyskusja

Przeczytaj również