3:0 z United, 3:0 z Milanem, 3:0 z Aston Villą. W siedem dni. Ten klub szokuje Europę
Bournemouth debiutuje w europejskich pucharach, ale może mierzyć wysoko. “Wisienki” są w rewelacyjnej formie i kolejny raz pokazują, że potrafią przeć do przodu niezależnie od okoliczności. W ostatnich tygodniach biją dosłownie wszystkich. I w kraju, i na międzynarodowej scenie.
Sześć kolejnych zwycięstw na wszystkich frontach i bilans bramkowy 16:0. Perfekcyjny start kampanii w europejskich pucharach. I to wszystko zaraz po naprawdę słabym starcie rozgrywek. Wydawało się, że Bournemouth będzie miało duże problemy, ale “Wisienki” kolejny raz pokazują umiejętność podniesienia się po utracie kluczowych postaci. Niewykluczony jest kolejny rok progresu - już piąty z rzędu. I to pomimo zupełnie nowego wyzwania, bo jeszcze nigdy nie grali na arenie międzynarodowej.
Forma gigant
Aktualna forma Bournemouth może przyciągnąć uwagę całej piłkarskiej Europy. “Wisienki” przez ostatnie półtora miesiąca zagrały sześć meczów. Wszystkie z nich wygrały. Nie straciły żadnego gola. W międzyczasie pokonały różnicą trzech bramek grające regularnie w europejskich pucharach AC Milan, Manchester United czy Aston Villę. Do tego zwyciężyły, również 3:0, z austriackim Sturmem Graz i po 2:0 z Sunderlandem oraz Leeds United.
Bilans bramkowy 16:0 na przestrzeni sześciu kolejnych spotkań na kilku krajowych i europejskich frontach to wynik raczej na miarę jednej z największych potęg piłkarskiego świata. Tymczasem notuje go Bournemouth - zespół spoza ugruntowanej angielskiej czołówki, który niewiele wcześniej nie potrafił wygrać ani razu w pierwszych sześciu ligowych kolejkach. Ekipa z południowego wybrzeża Anglii podniosła się jednak w wielkim stylu i już doskoczyła w tabeli do grupy zespołów o europejskich ambicjach.
Ten sezon jest dla “The Cherries” przełomowy, bo debiutują na europejskiej scenie. Pomimo tego w ostatnich tygodniach pokazali, że dają radę łączyć grę w rozgrywkach kontynentalnych ze sceną krajową. Słaby start to coś charakterystycznego dla nich, bo już od kilku lat w rundzie jesiennej zaliczają kryzys, aby potem wskoczyć na wyższy poziom (w ostatnim sezonie nie przegrali w lidze od 20. kolejki). I można to zrozumieć, bo regularnie tracą ważne ogniwa przed startem kampanii. Nie inaczej było tym razem.
Tracą gwiazdy, a i tak idą do przodu
Bournemouth to drużyna prowadzona w mądry sposób. Rozwijająca się powoli, ale konsekwentnie. Ich sukces opiera się na dobrym skautingu, kupowaniu za rozsądne (na angielskie realia) pieniądze i sprzedawaniu drożej największych perełek.
Sprzedaże kluczowych zawodników Bournemouth od powrotu do Premier League latem 2022 roku:
- 2022/23: brak - sezon bezpośrednio po awansie,
- 2023/24: Jefferson Lerma (do Crystal Palace - za darmo),
- 2024/25: Dominic Solanke (do Tottenhamu - 64,3 mln euro), Lloyd Kelly (do Newcastle United - za darmo),
- 2025/26: Illa Zabarny (do PSG - 63 mln euro), Dean Huijsen (do Realu Madryt - 62,5 mln euro), Milos Kerkez (do Liverpoolu - 46,9 mln euro), Dango Ouattara (do Brentfordu - 42,8 mln euro), Antoine Semenyo (do Manchesteru City - 72 mln euro - zimowe okienko).
- 2026/27: Marcos Senesi (do Tottenhamu - za darmo)
Tylko w ciągu ostatnich czterech lat Bournemouth straciło dziewięciu piłkarzy, którzy mogliby grać w drużynie o europejskich ambicjach. Dobrze identyfikują jednak zastępstwa: czy to wśród zawodników obecnych już w klubie, czy nowo ściąganych. W buty Solanke wszedł kupiony z Porto Evanilson, Kerkeza zastąpił Adrien Truffert z Rennes, po odejściu Ouattary i Semenyo, do momentu odniesienia kontuzji błyszczał Eli Junior Kroupi, a teraz robią to Marcus Tavernier i pozyskany w styczniu z brazylijskiego Vasco da Gama - Rayan. Po regularnych wymianach na środku obrony teraz dobrze prezentują się James Hill i kupiony z Benfiki Antonio Silva.
Tego lata, dodatkowo, Liverpool podebrał im trenera, Andoniego Iraolę. Jego miejsce zajął Marco Rose, prowadzący wcześniej m.in. RB Lipsk czy Borussię Dortmund. Zatrudnienie takiego menedżera pokazuje rosnącą reputację Bournemouth. Nawet pomimo regularnych osłabień, “Wisienki” konsekwentnie idą krok po kroku do przodu.
Od powrotu do Premier League w 2022 roku sezon w sezon zajmują coraz wyższe pozycje. Zaczęli od 15. miejsca. Potem było kolejno 12., dziewiąte i szóste, które dało historyczny, pierwszy w dzieajch awans do europejskich pucharów - w tym przypadku Ligi Europy.
W 17 lat z piekła do Disneylandu
Wejście do rozgrywek międzynarodowych to dla fanów Bournemouth gigantyczna sprawa. Wielu z nich pamięta bowiem, jak klub chylił się ku upadkowi i bronił przed spadkiem do półamatorskiej piątej ligi. Wówczas, w sezonie 2008/09, po odjęciu 17 punktów z uwagi na problemy finansowe, finiszowali na 21. miejscu na czwartym poziomie rozgrywkowym - zaledwie dwie lokaty nad kreską.
Potem nastąpiła błyskawiczna wspinaczka. Już w 2015 roku, a więc zaledwie sześć lat później, nadszedł awans do Premier League. Pierwszy pobyt w elicie był mocno “anonimowy” i skończył się spadkiem w 2020 roku. “The Cherries” spędzili w Championship zaledwie dwa sezony, a od awansu pną się w górę.
Jeszcze niedawno dla wiernych fanów ekipy z kameralnego, mieszczącego niespełna 12,5 tysiąca kibiców Dean Court, którzy pamiętali czasy gry w League Two, spotkania z krajowymi potęgami były niczym wycieczka do Disneylandu. Teraz już spowszedniały. Ich ulubieńcy potrafią regularnie rzucać wyzwanie gigantom, a dla Manchesteru United stali się wręcz jednym z najbardziej niewygodnych przeciwników.
Debiutant z szansami na sukces
Teraz wyjątkowy smak mają europejskie wieczory. Niesamowite wrażenia przyniosła już konfrontacja z Milanem, zakończona wygraną 3:0. Malutkie Bournemouth pokonało wysoko na własnym terenie jedną z największych europejskich marek. I nawet jeśli grała ona ponad godzinę w osłabieniu, był to jeden z najpiękniejszych dni w historii angielskiego klubu.
Sympatycy “Wisienek” mają zresztą prawo marzyć o pisaniu pięknej historii w Lidze Europy. W ostatnich latach angielskie zespoły pokazują bowiem na tle reszty kontynentu siłę ekip plasujących się za ścisłą czołówką Premier League. W obu z poprzednich dwóch sezonów dochodziły co najmniej do półfinału LE. W kampanii 2024/25 Tottenham pokonał Manchester United w finale. Rok później triumfowała Aston Villa, a Nottingham Forest odpadło w półfinale, przegrywając właśnie z ligowym przeciwnikiem. Zresztą świetnie wygląda też angielski bilans w Lidze Konferencji, gdzie od zapoczątkowania rozgrywek w kampanii 2021/22 połowę edycji (w tym trzy z ostatnich czterech) wygrywali przedstawiciele Premier League.
Zeszłoroczna postawa zupełnie nieopierzonych w europejskich pucharach ekip Forest czy Crystal Palace - triumfatorów Ligi Konferencji w debiutanckiej przygodzie na europejskim polu - pokazuje, że Bournemouth może na poważnie myśleć o zajściu do decydujących faz LE, a nawet i jej wygraniu. Zresztą ich kadra, wyceniana na ponad 600 milionów euro przez portal Transfermarkt, jest najbardziej wartościową wśród wszystkich uczestników.
Wygrana z Milanem stanowiła dla reszty Europy sygnał, że “Wisienki” nie wpadły do pucharów tylko pozwiedzać. Po trzech meczach mają komplet punktów. Trzymając się metafory Disneylandu - dla ich fanów była to zaledwie jedna z pierwszych przejażdżek kolejką górską. I bardzo możliwe, że będzie jeszcze okazja, aby zasmakować zastrzyku adrenaliny na jednym z największych dostępnych rollercoasterów.