31 lat i koniec kariery! Gigant utopił na nim miliony. "To była trudna decyzja"
W młodości odrzucił Atletico, później stał się transferową pomyłką Milanu. A karierę zakończył zaskakująco wcześnie i w klubie ze stosunkowo niskiej półki. Samu Castillejo już nie wróci do gry.
31 lat to zdecydowanie nie jest dla piłkarzy idealny wiek, aby zawieszać buty na kołku. Czasami jednak lepiej powiedzieć sobie “dość”, niż całkowicie rozmieniać karierę na drobne. Zrozumiał to Samu Castillejo, który od lipca był formalnie bezrobotny, a w październiku oficjalnie przeszedł na emeryturę. Ostatnim klubem mistrza Włoch z 2022 roku był malezyjski Johor DT.
- Miałem kilka różnych ofert, także z innych malezyjskich drużyn. Ale już od grudnia myślałem o zakończeniu kariery. Jednym z głównych powodów była kontuzja prawej nogi, której przyczyny wciąż trudno wyjaśnić. Oczywiście, że to była trudna decyzja, ale uważam, że nadszedł odpowiedni moment - wytłumaczył w rozmowie ze stacją 101 TV.
Młody gniewny
Castillejo większość dzieciństwa spędził z piłką przy nodze, długimi godzinami grał na ulicach Malagi ze starszym o cztery lata bratem. Samu wyróżniał się techniką i umiejętnościami dryblingu, jako 11-latek przykuł uwagę skautów Atletico, którzy zaoferowali mu miejsce w akademii. Stolica Hiszpanii nieszczególnie przypadła młodzianowi do gustu.
- Po trzech dniach w internacie uznałem, że to nie dla mnie. Nie byłem wystarczająco dojrzały, aby przeprowadzić się na stałe do stolicy. Poza tym nie ma nic bardziej kuszącego niż szansa gry w klubie z rodzinnego miasta. Moim marzeniem była Malaga, dlatego nie zostałem zbyt długo w Atletico. Trudniej było przerzucić się z futsalu na piłkę nożną. Wolałem grać na mniejszym boisku, bo miałem częściej kontakt z piłką, liczyła się indywidualna jakość - opowiedział portalowi Panenka.org.
Kiedy przyszła oferta z Malagi, Castillejo nie zastanawiał się dwa razy. Już w wieku 16 lat zadebiutował w sparingu “Boquerones”, jednak na prawdziwą szansę musiał poczekać trzy sezony. Trafił bowiem do drużyny wypełnionej takimi gwiazdami jak Ruud van Nistelrooy, Isco, Joaquin, Julio Baptista czy Jeremy Toulalan. Sam przyznał, że na pierwszych treningach z seniorami tylko biegał za piłką. Po trudniejszym początku w sezonie 2014/15 wywalczył jednak miejsce w pierwszym składzie. W 39 meczach zebrał wówczas gola i pięć asyst. Przeciwko Valencii ładnym strzałem głową zapewnił drużynie zwycięstwo, doprowadzając całe La Rosaleda do euforii. W paru wywiadach podkreślał, że to był najpiękniejszy moment w jego karierze.

W 2015 roku Villarreal sprowadził utalentowanego skrzydłowego za osiem milionów euro. Po zmianie klubu Castillejo przeżył szok. W Maladze współpracował z łagodnym Javim Gracią, po czym trafił pod skrzydła bezlitosnego Marcelino Garcii Torala. Po latach opowiedział portalowi Relevo, że trener był bardzo surowy, wytykał mu każdy błąd, karał grzywnami, kiedy nie chodził wystarczająco często na siłownię. W pewnym momencie rozpoczął pracę z psychologiem, ponieważ nie do końca radził sobie z presją. Po czasie zrozumiał jednak, że Marcelino, chociaż ostry i bezkompromisowy, chciał jedynie pomóc mu wznieść się na wyższy poziom.
I faktycznie, swój peak Castillejo osiągnął właśnie w Villarrealu. W kampanii 2017/18 zebrał sześć goli i osiem asyst. Karcił m.in. Real Madryt, Atletico, Betis czy Real Sociedad. Rodri i Manu Trigueros zabezpieczali środek pola, a Castillejo oraz Pablo Fornals cieszyli się swobodą w ofensywie. Wychowanek Malagi zapracował na transfer do klubu z wyższej półki.
Flop z przebłyskami
Latem 2018 roku Milan nie oszczędzał na transferach. “Rossoneri” wydali 21,3 mln euro na Castillejo, 37,7 mln na Mattię Caldarę, 22,5 mln na Nikolę Kalinicia i 19 mln na Diego Laxalta. Czy którykolwiek z nich udowodnił na San Siro, że był wart zapłaconej kwoty? Zdecydowanie nie. W przypadku Hiszpana głównym problemem był brak przystosowania do specyfiki ligi. Sam podkreślił, że w Serie A kładzie się o wiele większy nacisk na taktykę, piłkarze nie mają tyle swobody, co w La Liga. Nie mógł zatem skorzystać z potencjalnie największego atutu, czyli dryblingu i nieprzewidywalności. Samu często irytował za to kibiców nieskutecznością i stopniowym regresem. Podczas premierowej kampanii w Milanie zamieniał na gole 13% strzałów. W kolejnym sześć, później cztery, a w ostatnim okrągłe zero. W klasyfikacji kanadyjskiej jego życiówką na San Siro był udział przy ośmiu bramkach w sezonie. W 2021 roku otrzymywał tak wiele negatywnych komentarzy, że na jakiś czas usunął profile w mediach społecznościowych.
- Krytyka Milanu jest przesadzona. Można mieć swoją opinię, ale trzeba znać umiar. Kiedy przegrywamy mecze, wszyscy chcą nas pogrzebać, uważają, że jesteśmy martwą drużyną. Jedno zwycięstwo i nagle znów jesteśmy fantastyczni. To jedno wielkie bla, bla, bla - rzucił pięć lat temu na antenie Sky Sports.
Przeszkodą na drodze Castillejo były też różnorakie problemy zdrowotne. W Mediolanie łapał mięśniówki, miał uszkodzoną kostkę, w pandemicznym sezonie pauzował przez kilka tygodni z powodu koronawirusa. Jeśli w jego przypadku coś miało pójść nie tak, to zawsze szło. Włodarze w końcu stracili cierpliwość i latem 2021 roku próbowali wypchnąć zbędnego zawodnika. Uzgodnili nawet warunki wypożyczenia z Sampdorią, ale sam zainteresowany odrzucił ofertę. Jeśli już miał odejść, to tylko z powrotem do Hiszpanii, a tam akurat nie było na niego chętnych.
Paradoksalnie najwięcej pozytywnych wrażeń w Milanie pozostawił po sezonie, w którym prawie nie grał. W rozgrywkach 2021/22 spędził na boisku tylko 124 minuty, przegrywając rywalizację z Brahimem Diazem, Alexisem Saelemaekersem czy Juniorem Messiasem. Castillejo błysnął tylko w jednym meczu, ale to wystarczyło. Przeciwko Hellasowi wywalczył rzut karny wykorzystany przez Francka Kessiego oraz zaliczył asystę przy samobójczym trafieniu Koraya Guntera. Dzięki temu “Rossoneri” odwrócili wynik z 0:2 na 3:2, a na koniec sezonu wygrali Scudetto o dwa punkty. Mistrzowski marsz miał wielu innych bohaterów, ale Samu dołożył swoją cegiełkę.
- Zdobycie mistrzostwa jest czymś absolutnie wyjątkowym. Nie grałem zbyt wiele, ale zrobiłem, ile mogłem, aby pomóc drużynie. Kiedy trafiałem do Milanu, nie było tu drużyny, nie było szans na walkę o tytuł. Na początku tego sezonu też niewielu w nas nie wierzyło, ale zrobiliśmy swoje. Mediolan znaczy dla mnie wszystko, pomimo pewnych problemów jestem przeszczęśliwy z czterech lat, które tu spędziłem - podsumował Hiszpan, cytowany przez Sempremilan.com.
Egzotyczny finisz
W Milanie Castillejo łącznie zebrał 113 występów, 10 goli i 15 asyst. Po zdobyciu Scudetto mógł opuszczać stolicę Lombardii z podniesionym czołem. Latem 2022 roku na życzenie Gennaro Gattuso dołączył do Valencii. Problem w tym, że Włoch, jak szybko objął ekipę “Nietoperzy”, tak równie prędko z niej wyfrunął. Ruben Baraja nie był zaś szczególnym zwolennikiem talentu Hiszpana. Zwłaszcza, że na Estadio Mestalla wyróżniał się jedynie pojedynczymi zagraniami. Jak przez większość kariery, brakowało w tym wszystkim konkretów i powtarzalności.
Castillejo spędził sezon 2023/24 na wypożyczeniu w Sassuolo. Tamten okres był jasnym sygnałem, że jego czas w topowych ligach definitywnie dobiegł końca. Liczne miesiące spędzone na ławkach i leczeniu kontuzji brutalnie odbiły się na dyspozycji skrzydłowego. Z czasem zatracił szybkość i odejście na pierwszych metrach, stając się bardziej balastem niż wzmocnieniem. W barwach “Neroverdich” rozegrał 19 spotkań, w których nie zebrał ani jednego gola i asysty.
W sierpniu 2024 roku jego kontrakt z Valencią został rozwiązany za porozumieniem stron. Castillejo marzył o powrocie do rodzinnych stron, do Malagi, był gotów grać nawet za minimalną pensję. Klub jednak wolał postawić na młodszych piłkarzy, co koniec końców się opłaciło, bo w poprzednim sezonie awansował do La Liga. Z kolei Castillejo spędził sześć miesięcy na bezrobociu. Dopiero w lutym ubiegłego roku dołączył do Johor DT, czyli najbardziej iberyjskiego klubu w Malezji. Połączył tam siły m.in. z Jese Rodriguezem. Od prawie półtora roku drużynę prowadzi Xisco Munoz i obecnie w jej kadrze jest aż dziewięciu Hiszpanów. Jako ciekawostkę można dodać, że jednym z nich jest Matias Nahuel znany z występów w Śląsku czy Jagiellonii.
Castillejo z powodu nawracającej kontuzji wystąpił tylko w 11 spotkaniach Johor DT, notując jedną asystę. Formalnie wygrał z zespołem mistrzostwo i krajowy puchar, natomiast jego udział w tych sukcesach był marginalny. 31-latek zrozumiał, że nie warto przedłużać kariery, która od dłuższego czasu zmierzała w coraz gorszym kierunku. Przeszedł na emeryturę, chociaż zdecydowanie nie zamierza zapominać o piłce. Teraz w pełni poświęci się rozwojowi szkółki SC7 Academy, którą od dekady prowadzi z bratem, Jose Castillejo. W 2018 roku w obozie treningowym tej akademii uczestniczył Dean Huijsen, obecnie reprezentant Hiszpanii i podstawowy gracz Realu Madryt.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co udało się osiągnąć przez 10 lat. Nasz cel pozostaje niezmienny - chcemy stworzyć dzieciom przyjazne środowisko do gry, zabawy, ale też zebrania doświadczeń, które mogą procentować przez całe życie. Nie tylko trenujemy piłkarzy, ale też tworzymy społeczność, piłkarską rodzinę. Właśnie dlatego wskaźnik powrotu młodych graczy na kolejne obozy treningowe wynosi aż 70% - zdradził Jose Castillejo dziennikowi AS.
Samu może być skarbnicą wiedzy dla młodych piłkarzy, ponieważ w trakcie kariery przeżył sporo wzlotów i upadków. Z jednej strony spełnił marzenie o grze dla ukochanej Malagi i świętował z Milanem Scudetto, a z drugiej tak naprawdę nigdy nie wykorzystał potencjału, który pokazywał głównie w Villarrealu. Gdyby trzeba było go opisać w dwóch słowach, pasowałyby: piłkarz przebłysków. Szkoda, że tak rzadkich.