48 goli i 73 asysty w cztery sezony. A selekcjoner go nie chce. "Drugi Nowak"
Viking od zawsze czekał na Zlatko Tripicia, a Zlatko Tripić od zawsze czekał na Viking. Kiedy te dwie strony w końcu się spotkały, norweska piłka była świadkiem istnej eksplozji. 33-latek nie może się zatrzymać. Od kilku lat notuje liczby z kosmosu, ale... selekcjoner ciągle go pomija.
Viking nigdy nie występował w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Ba, generalnie miał niewielkie doświadczenie w europejskich pucharach. Ostatni raz przebrnął przez eliminacje w sezonie 2005/2006, kiedy wszedł do Pucharu UEFA. W grupie zajął czwarte miejsce, chociaż udało się pokonać AS Monaco.
Teraz Norwegowie stawiają pierwsze kroki w Lidze Mistrzów. Wątpliwe, aby udało im się przejść do kolejnej fazy, ale po ponad 20 latach od potyczki z Monaco udało się napisać kolejną piękną historię. W swoim drugim spotkaniu w elicie Viking zagrał na nosie Bayernowi. "Die Roten" przegrywali 0:2 po pierwszej połowie, skończyło się na remisie 3:3. Kluczowy dla losów rywalizacji był Zlatko Tripić. Cóż to jednak za mało odkrywcze stwierdzenie, skoro w Vikingu zawsze chodzi o Tripicia.
Przeciwko Niemcom skrzydłowy zanotował dwie asysty. 33-latek pomógł w otworzeniu wyniku rywalizacji, a później wyrównaniu w samej końcówce. Poza tym to on okazał się największym cwaniakiem, który sprowokował Michaela Olise. Francuz rzucił w weterana piłką, ostatecznie obejrzał czerwoną kartkę. Prowadzący wówczas Bayern stracił korzystny wynik nieco ponad kwadrans później.
- Olise nie mógł mieć dużo miejsca na boisku, więc zastosowaliśmy podwójne krycie. Chciałem, żeby trochę się zdenerwował. Pierwszą kartkę złapał nie w swoim stylu, co pokazuje, że nam się udało. Druga tym bardziej, Olise to nie jest typ zawodnika, który robi takie rzeczy, więc jest mi tym bardziej miło, że się udało. Zawodnicy Bayernu byli wściekli, nie odważyłem się pójść i poprosić o koszulkę po meczu. Harry Kane z pewnością wie, jak ważny jest cynizm w meczach o taką stawkę. To zabawne, że o mnie wspomina, bo sam jest w tym całkiem dobry - powiedział skrzydłowy, cytowany przez Nettavisen.
Tripić, któremu cios w twarz nie zrobił najmniejszej krzywdy, a przez Kane'a doczekał się miana "przebiegłego", cieszył się wówczas całym sobą, podobnie jak większość osób zgromadzona na trybunach stadionu w Stavanger. I tak to wygląda od ponad pięciu lat.
Spadek z wysokiego konia
Tripić urodził się w Chorwacji, jest synem bośniackiej pary, ale już jako dziewięciolatek przeniósł się do Norwegii. To własnie w Skandynawii stawiał pierwsze kroki piłkarskie. Na dobre zaczął w Egersund, gdzie bardzo szybko dostrzeżono spore umiejętności ofensywnego zawodnika. Kiedy w 2011 roku trafił do Molde, lokalna prasa pisała o pozyskaniu wielkiego talentu. 19-letni wówczas Tripić miał wzmocnić zespól Ole Gunnara Solskjaera, brylować. Początek był jednak ciężki, chociaż w dwóch pierwszych, pełnych spotkaniach skrzydłowy zaliczył asystę i strzelił gola. W kolejnym sezonie pozostawał jednak rezerwowym, wobec czego wypożyczono go do Fredrikstad.
W kolejnych latach Tripić krążył między różnymi zespołami. Nigdzie nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej, nie pomagały słabe liczby. W Molde uzbierał ostatecznie ponad 50 meczów, ma na koncie dwa mistrzostwa kraju, ale do ich zdobycia przyczynił się w sposób minimalny, strzelił raptem cztery gole. Lepiej wyglądał w IK Start, gdzie występował od 2014 do 2015 roku. 20 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej pozwoliło mu na pierwszy transfer zagraniczny. Tripić niespodziewanie wzmocnił Greuther Fuerth z 2. Bundesligi. Wybór ten okazał się fatalny.
Norweg spędził w Niemczech ponad dwa lata, ale strzelał i grał jeszcze mniej niż w Molde. Zmagał się ze sporymi problemami zdrowotnymi, dokuczała głowa, a przede wszystkim pachwina. Kiedy w końcu Tripić wylądował w rezerwach Fuerth, wiadomo było, że jego dni w klubie są policzone. Wydawało się, że zawodnik postawi na powrót do kraju, ale on wciąż myślał o karierze poza granicami Norwegii. Wybrał mołdawskiego potentata, w 2017 roku trafił do Sheriffa Tyraspol. I było fatalnie.
Tripić zagrał wprawdzie w osławionym spotkaniu eliminacji Ligi Europy z Legią Warszawa, ale po awansie właściwie nie łapał się do składu. Po raptem ośmiu spotkaniach i kolejnej kontuzji zdecydował się na opuszczenie Mołdawii. Nie miał argumentów, aby celować w zespoły z norweskiej czołówki. Nikt nie był szczególnie zainteresowany już 25-letnim zawodnikiem, byłym młodzieżowym reprezentantem kraju, który, jak się wydawało, zmarnował potencjał. Ramiona otworzył dopiero drugoligowy Viking.
- Moja duma była zraniona. Grałem w 2. Bundeslidze, wystąpiłem w Lidze Europy, a kilka miesięcy później wylądowałem w drugoligowej drużynie z Norwegii - mówił w rozmowie z Nettavisen. Miał obawy, ale szybko pojął, że znalazł swoje miejsce na Ziemi.
Przeznaczenie
Tripić z miejsca wylądował w pierwszym składzie nowego zespołu. Takiego statusu nie miał, od kiedy pożegnał się ze Startem. Liczby zaś zaczął wykręcać najlepsze w karierze. Skrzydłowy okazał się po prostu za dobry jak na drugą ligę. W spotkaniu z Ullensaker/Kisa (5:4) popisał się hat-trickiem, z Strommen (2:0) zanotował dwie asysty. Był też kluczowy dla losów rywalizacji z Floro. Jego siedem zdobytych bramek i 10 asyst dało Vikingowi siedem punktów i przyczyniło się do powrotu na najwyższy szczebel.
W kolejny sezon Tripić wszedł już jako kapitan. Przeszedł błyskawiczną drogę od niepewności do liderowania, jego pozycja została dostrzeżona przez duet Mortena Jensena z Bjarte Lundem Aarsheimem. Duet ten, obok wspomnianego już Solskjaera, jest przez Tripicia uważany za kluczowy dla jego kariery. Trudno się takiemu podejściu dziwić, w końcu nikt inny nie znalazł lepszego sposobu na dotarcie do skrzydłowego, który okazał się niebywale przydatny również na najwyższym poziomie.
W Eliteserien Tripić zdobył pięć bramek i miał sześć asyst, Viking dojechał do końca na wysokim piątym miejscu. Kluczowe okazały się jednak poczynania kapitana w NM-Cup. Świetna dyspozycja skrzydłowego pozwoliła na przejście Hinna Fotball (4:1) i Sandnes Ulf (2:1). Późnej Tripić strzelił gola w wysoko wygranym półfinale z Ranheim (3:0), a ukoronowaniem trudnej dla obu stron drogi był finał z Haugesund. Tripić strzelił w nim jedynego gola, wykorzystał wywalczony przez siebie rzut karny, a Viking podniósł upragniony puchar. Norweg grał w Vikingu drugi sezon i drugi raz zapisał się na kartach historii.

Mało kto spodziewał się, że kilkanaście dni po starciu z Haugesund kapitan znów opuści Norwegię. Ale na tamtym etapie Tripić wciąż marzył o międzynarodowej karierze i kiedy przyszła oferta z tureckiego Goztepe, zdecydował się na jej przyjęcie. Wytrzymał półtora roku. Chociaż występował regularnie, nie był w stanie nawiązać do dyspozycji prezentowanej w ekipie Wikingów. Wrócił więc w połowie 2021 roku, by jeszcze raz zadziwić piłkarską Skandynawię.
Druga przygoda z Vikingiem zaczęła się bardzo dobrze, chociaż skrzydłowy musiał sporo poczekać na ponowne założenie opaski kapitana. Co więcej, w samej końcówce sezonu doznał bardzo poważnej kontuzji nogi. Pauzował przez kilka miesięcy, aż do startu kolejnych zmagań. W nich zaś prezentował się nieźle, lecz zauważalnie gorzej niż przy pierwszym pobycie w elicie. Viking nie odnosił spektakularnych sukcesów, raczej gruntował swoją pozycję stałego bywalca Eliteserien. Próbował też dostać się do Ligi Konferencji, ale w 2022 roku lepsze było rumuńskie FCSB.
W tym samym okresie Tripić na dobre odzyskał status kapitana. Opaska podziałała jak najlepszy doping świata. Norweg mający już 30 lat, rozpoczął bezwzględnie najlepszy okres w karierze.
- Sezon 2022/2023 - 38 meczów, 16 goli, 14 asyst,
- Sezon 2023/2024 - 29 meczów, 10 goli, 16 asyst,
- Sezon 2024/2025 - 29 meczów, 11 goli, 18 asyst,
- Sezon 2025/2026 - 28 meczów, 7 goli, 23 asysty.
Przez trzy sezony z rzędu notował double-double, a jeśli dołoży trzy gole w pozostałych meczach Eliteserien, będzie miał takie cztery. W międzyczasie pobił rekord asyst w jednym sezonie Eliteserien, bo ma ich już 20. Tripić, który z biegiem lat znacznie spokorniał, tłumaczył swój wyczyn doskonałą dyspozycją kolegów. Drużyna w istocie wskoczyła na swoje najwyższe obroty, bo w 2025 roku zdobyła pierwsze od 34 lat mistrzostwo Norwegii. Tripić, jako się rzekło, odegrał kluczową rolę. Tym razem nie zamierzał jednak odchodzić po wielkim sukcesie. W końcu pojął, że Stavanger to jego miejsce.
- Jestem niesamowicie szczęśliwy. To szaleństwo, którego doświadczamy teraz i od kilku tygodni. Chcę tylko wygrywać. Chcę zrobić wszystko dla tego klubu - mówił dla Nettavisen. Pół żartem, pół serio zaczęto mówić, że Tripić zasługuje na pomnik przed stadionem. Przesada to tylko częściowa.
Lepsza strona medalu
W trwającym sezonie 33-latek znów pokazuje swą bezsprzeczną jakość. Stał się najważniejszym punktem całego klubu, portal VG stwierdził, że "Viking bez Tripicia i Viking z Tripiciem to zupełnie różne rzeczy". Nie da się takiemu podejściu dziwić, skoro weteran ma za sobą pięć spotkań i ani jednego pustego przelotu. Zdobył bramkę w debiucie drużyny w Lidze Mistrzów, kiedy rywalizował ze Stuttgartem (1:3), zanotował dwie asysty z Bayernem (2:2), wcześniej strzelił gola w obu spotkaniach eliminacyjnych z Dinamem Zagrzeb (1:1 i 3:1), a do tego dołożył pucharowe trafienie przeciwko Madla IL (3:0).
W bieżących zmaganiach Eliteserien zdarzyło mu się raptem dziewięć meczów bez trafienia lub asysty. Na osiem kolejek przed końcem Viking zajmuje pierwsze miejsce, chociaż jest równy punktowo z drugim Bodo/Glimt. Kluczowa dla losów rywalizacji wydaje się bezpośrednia potyczka, którą zaplanowano na 30 października. Chwilę wcześniej ekipa Tripicia zmierzy się z Tromso oraz Aston Villą. Póki co łączenie pucharów z ligą wychodzi urzędującym mistrzom całkiem nieźle.
Oczy wszystkich skierowane są oczywiście na Tripicia. Niekwestionowaną legendę, jednego z najlepszych zawodników w historii Vikinga. Człowieka, który naprawdę dobrze wyglądał w tylko jednym klubie. Który znacznie skorzystał na współpracy z dwoma trenerami, grze opartej na kontrach, klasycznym ustawieniu 4-4-2, ale przede wszystkim małżeństwie. Tripić nie ma wątpliwości, że to jego partnerka stoi za sukcesami.
- Powinniście poświęcić jej znacznie więcej uwagi. To moja lepsza połówka. Nasze partnerki nas wpierają, nie narzekają, utrzymują dom, pozwalają robić to, co kochamy najbardziej. Aby to dobrze funkcjonowało, potrzebujesz stabilnego partnera - opowiedział zawodnik dla Nettavisen. - To niesamowite, jaką pozycję ma w mieście, w klubie. Ale myślę, że w pełni na to zasłużył. Zrobił naprawdę wiele dla tej drużyny. Jaki jest klucz do naszego sukcesu? W pewnym sensie chodzi o to, żeby się rozumieć. Trzeba być dla siebie miłym, widywać się i dopilnować, żebyśmy mieli co jeść - dodała Anette Hovland, partnerka Tripicia.
Para doczekała się dwójki dzieci. Kiedy Hovland rodziła drugie z nich, Tripić opuścił klub, aby towarzyszyć partnerce. Viking był wówczas na finiszu walki o mistrzostwo, musiał zmierzyć się z Tromso (3:1). Do kapitana nikt jednak nie miał pretensji.
Poza kadrą
Przez ostatnie cztery sezony Tripić należy do grona najlepszych zawodników Eliteserien. Wywalczył historyczne mistrzostwo, wcześniej zaś Puchar, przyczynił się ponadto do powrotu Vikinga na najwyższy poziom. Regularnie notuje double-double, daje radę w europejskich pucharach, znalazł się na ustach Harry'ego Kane'a. Mimo tego bramy reprezentacji pozostają dla niego zamknięte i to się już raczej nie zmieni.
33-latek występował jedynie w młodzieżowej kadrze i to krótko. Przy okazji Mistrzostw Świata 2026 spekulowano wprawdzie o powołaniu dla lidera Vikinga, ale nikt nie udawał szczególnego zaskoczenia, kiedy zaproszenia nie było. W Nettavisen taką decyzję podsumowano krótkim "szkoda". Wyliczano przy tym zalety skrzydłowego, choćby zaangażowanie, energię i posyłanie otwierających podań. W Tipsbladet Tripicia wymieniono w gronie z innymi pominiętymi, między innymi Aronem Donnumem z Toulouse.
Donnum ma jednak już 17 meczów w narodowych barwach, Tripić natomiast ani jednego. Trudno uwierzyć, aby w nadchodzących miesiącach doszło do nagłej zmiany optyki na 33-latka. Norwegowie wolą raczej budować młodych piłkarzy, Tripiciowi pozostanie oczekiwanie na pomnik w Stavanger. To już tylko kwestia czasu. Można powiedzieć, że Norwegia też ma swojego Bartosza Nowaka - genialnego ligowca, który notuje kosmiczne wręcz liczby, ale nie może doczekać się powołania do kadry.