Absolutny terminator w Bundeslidze. Zostawił Kane'a daleko w tyle. Szalona skuteczność

Absolutny terminator w Bundeslidze. Zostawił Kane'a daleko w tyle. Szalona skuteczność
IMAGO / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 17:30
Jeśli Niclas Fuellkrug przekłada piłkę między nogami rywala, biegnie sprintem kilkanaście metrów, nie daje się dopaść obrońcom i posyła idealny strzał zza pola karnego, masz pewność, że gra dla Werderu. W Milanie lub West Hamie nawet nie przyjąłby pierwszego podania. Werder wyciąga z niego wszystko.
Niclas Fuellkrug zaczynał w młodzieżówce Werderu, debiutu w pierwszej drużynie doczekał w 2012 roku, wtedy też strzelił pierwszego gola. Prędko go jednak sprzedano, Niemiec wylądował w Nuernberg. Wrócił w 2019 po udanym okresie w Hannoverze 96, ale też nie został na zbyt długo. Po czterech sezonach chętna okazała się Borussia.
Dalsza część tekstu pod wideo
Dortmundczyków przekonał właściwie tylko jeden sezon. W rozgrywkach 2022/2023 napastnik zdobył 16 bramek, a wynik pewnie byłby lepszy, gdyby nie kontuzja pod koniec zmagań, która wykluczyła rosłego piłkarza z pięciu meczów. Nieprzypadkowo Werder wygrał tylko jeden z nich. Z Fuellkrugiem na boisku średnia zespołu wynosiła 1,17 punktu na mecz, bez niego raptem 0,5. Gole lub asysty zawodnika będącego już niekwestionowanym liderem dały Zielono-Białym 17 punktów, blisko połowę całego dorobku.
Borussia wyłożyła sporo, zapłaciła ponad 17 milionów euro. Werder stracił kluczową postać, ale przynajmniej ubił jeden z najlepszych interesów w swojej historii. W tamtym momencie Fuellkrug był czwartym najdrożej sprzedanym zawodnikiem w dziejach klubu. Kwotę windowały też udane występy w reprezentacji, w momencie przenosin napastnik miał na koncie dziewięć występów i siedem zdobytych bramek. Hansi Flick stawiał na niego z taką regularnością, że dotąd szerzej nieznany gracz dorobił się renomy lepszej niż Kai Havertz.
Bajka trwała również w Dortmundzie. Tym razem Fuellkrug znów zdobył 15 bramek, ale na wszystkich frontach. W Lidze Mistrzów trafił w ćwierćfinale z Atletico i w półfinale z PSG. W Bundeslidze miał na rozkładzie defensywy między innymi Stuttgartu, RB Lipsk, Hoffenhheim czy mistrzowskiego Bayeru. W całym sezonie żaden z piłkarzy Borussii nie strzelił więcej goli. A mimo tego postanowiono go sprzedać.
Play video

Pierwszy upadek

Niemiec najlepiej odnajdował się w prostej grze. W sezonie 2023/2024 był dwunastym najskuteczniejszym zawodnikiem Bundesligi, ale częściej od niego podawało osiem innych "dziewiątek". Jeśli zaś chodzi o utracone posiadanie, Fuellkrug wyprzedził jedynie 14 napastników. Nie wygrywał również zbyt wielu pojedynków, pod tym względem uplasował się dopiero na 26. pozycji wśród wszystkich ofensywnych graczy. Pretensji nie nastręczała natomiast skuteczność, Niemiec strzelił 12 goli z xG na poziomie 12,86. Mimo tego dominowało wrażenie, że do Borussii nie pasuje.
Oferta z West Hamu spadła z nieba. Londyńczycy wyłożyli aż 27 milionów euro za 31-latka, który nigdy wcześniej nie występował za granicą i tak naprawdę dopiero od dwóch sezonów prezentował wysoki poziom. Patrząc na wcześniejsze przygody WHU z napastnikami można było zakładać, że zbliża się katastrofa, tym bardziej, że na stole wylądował czteroletni kontrakt. Słowem: stolica wierzyła, że tym razem w końcu i się uda, że tym razem kupiono napastnika gwarantującego tych kilkanaście goli w sezonie. Przez dwa sezony Fuellkrug zdobył łącznie... cztery bramki.
West Ham był i jest pogorzeliskiem dla napastników, o czym Niemiec przekonał się brutalnie. Zanim na dobre wszedł do pierwszego zespołu, złapał kontuzję Achillesa. Po sześciu kolejnych występach - czterech w pierwszym składzie - pojawił się problem z mięśniem uda. Byłego gwiazdora Bundesligi dłużej nie było, niż był. Kiedy w końcu wrócił w kwietniu 2025 roku, miał duży problem z ustabilizowaniem pozycji. Pierwszy sezon w Anglii zakończył z trzema trafieniami na koncie. Jedna bramka kosztowała WHU dziewięć milionów. Do Fuellkruga przykleiła się łatka jednego z najgorszych transferów w dziejach "The Hammers".
- W trakcie mojej kariery miałem sporo problemów ze zdrowiem, ale prawie nigdy nie były to kontuzje mięśniowe. Naprawdę trudno jest mi powiedzieć, co poszło nie tak w West Hamie. Może Anglia nie jest skrojona pod graczy takich jak ja, czy raczej pod podobnych mnie sportowców - ocenił Niemiec w niedawnym wywiadzie dla Bild.
Snajperowi dano jednak drugą szansę. Latem doszedł do siebie, wobec czego rozgrywki 2025/2026 zaczął w wyjściowym składzie. Szkopuł w tym, że na boisku Fuellkrug prezentował się jeszcze gorzej. Korzystniej wypadał nawet Callum Wilson, jedyna w tamtym momencie alternatywa dla zawodnika skreślonego już w reprezentacji Niemiec. W pierwszych siedmiu spotkaniach tamtego sezonu Fuellkrug był prawdopodobnie najgorszym napastnikiem całej Premier League. To nie przesada.
The Athletic wyliczało mu, że w meczu z Arsenalem dotknął piłkę raptem 18 razy. Najmniej ze wszystkich zawodników w pierwszych składach, wliczając w to nawet Martina Odegaarda, chociaż Norweg zszedł w 30. minucie. Fuellkrug nie oddawał też uderzeń, ale co gorsza, nie pokazywał się do gry. Problem stanowiło wychodzenie na pozycje, docieranie do podań w polu karnym przeciwnika. Z Southampton i Chelsa zaliczył tylko dwa kontakty w "szesnastce" rywala. A później przypałętała się kolejna kontuzja.
Przez półtora roku Niemiec opuścił aż 31 meczów. W styczniu 2026 wszyscy zgodnie powiedzieli: dość. Do Londynu ściągnięto dwóch nowych napastników. Kosztem Fuellkruga grał nawet koszmarny Pablo wyciągnięty z ligi portugalskiej. Byłego gwiazdora Werderu posłano zaś na wypożyczenie. Trudno było opisać zdziwienie, gdy pogrążonych w problemach snajper wylądował w Milanie.

Drugi upadek

Kiedy do napastnika dotarły informacje o zainteresowaniu ze strony Włochów, wszystkie propozycje dotyczące powrotu do ojczyzny odłożono w kąt. Głupi by nie skorzystał z możliwości biegania w koszulce Milanu. Zwłaszcza, że podopieczni Massimiliano Allegriego mieli wtedy realne szanse na mistrzostwo kraju. W momencie transferu Inter prowadził z przewagą zaledwie jednego punktu. Wydawało się, że jedyny problem stanowią napastnicy
Ani Santiago Gimenez, ani Christopher Nkunku nie wyglądali przynajmniej przyzwoicie. W pierwszej połowie sezonu Meksykanin strzelił zero goli i złapał kontuzję, natomiast Francuz bramki zdobył dwie. Dużo ważniejsi dla ofensywy Milanu okazali się Rafael Leao oraz Christian Pulisić. W Fuellkrugu upatrywano brakujący element układanki, chociaż podskórnie wiedziano, że Milan po prostu nie potrafi sprowadzić nikogo lepszego. Oczekiwanie, że tak często niedysponowany zawodnik nagle wróci do najwyższej dyspozycji, było kompletnie bez pokrycia. Niemiec się starał, ale to nie mogło wypalić.
Już 33-letni zawodnik otrzymywał sporo szans. Zwykle wchodził w końcówce, ale w pierwszym składzie zaczął z Torino, Napoli i Fiorentiną. Zdobył jednak zaledwie jedną bramkę, jeszcze w styczniowym starciu zapewnił Milanowi zwycięstwo nad Lecce. Po starciu z "Violą" alarmowano, że złamał palec u nogi, jednak wciąż figurował w kadrze meczowej i wciąż wchodził z ławki. Ze wszystkich sił starał się być przydatny.
- Mam zabandażowany palec, bo go złapałem. Muszę sobie jakoś poradzić z bólem i iść do przodu. Jestem Niemcem, wiem jak znieść ból. Nie zamierzałem opuszczać meczu Milanu z takiego powodu - powiedział, cytowany przez Sportitalia. Samo poświęcenie nie wystarczyło.
Napastnik zmarnował karnego z Pisą, a jeszcze w lutym - po niespełna dwóch miesiącach pobytu - Corriere dello Sport donosiło, że Milan raczej nie zdecyduje się na wykup z Milanu. Włosi poważnie zastanawiali się, czy inwestować pięć milionów euro. Kolejne miesiące tylko utwierdziły ich w pierwotnych wątpliwościach. Klub stracił wtedy realną szansę na tytuł Serie A, zaczęto skupiać się na przyszłość. Nie widziano tam miejsca dla 33-letniego napastnika.
Fuellkrug zagrał dla Milanu 20 razy i strzelił jednego gola. Allegri cenił zaangażowanie podopiecznego, ciągłą gotowość do gry, łatwość w adaptacji, ale sam nie był przekonany, czy zostanie w klubie na dłużej. Ostatecznie latem 2026 roku na San Siro nie było już ani Allegriego, ani Fuellkruga. Napastnik na krótki moment wrócił do West Hamu.

Terminator

Fuellkrug nigdy nie będzie żałował, że spróbował w Serie A. Cztery miesiące temu podjął jednak znacznie bardziej optymalną decyzję i wrócił na ojczyste podwórko. Rękę do swojego byłego napastnika wyciągnął Werder. Klub cudem przetrwał w elicie i zdecydowanie potrzebował napastnika. Najlepsza "dziewiątka" - Jovan Milosević - strzeliła raptem trzy gole. Najskuteczniejszym piłkarzem w całym zespole był zaś pomocnik Jens Stage, który zdobył dziesięć bramek.
Fuellkruga przyjęto z otwartymi ramionami. W Bundeslidze zawsze wyglądał przyzwoicie - w momencie dogadania wypożyczenia ze zdegradowanego West Hamu miał za sobą 157 meczów w elicie i 56 zdobytych bramek. W dodatku przychodził jako zawodnik zdrowy. W Milanie, nie licząc złamanego palca, omijały go kontuzje. Na boisku nie potrafił się odnaleźć, ale przynajmniej odpadał jeden problem doskwierający jeszcze Anglii.
W pierwszym meczu z Freiburgiem Fuellkrug wypadł przeciętnie, ale później rozpoczęło się szaleństwo. Gole z Lipskiem, Koeln, Augsburgiem, Borussią, do tego dublety z Paderbornem oraz Mainz. W siedmiu meczach Bundesligi 33-latek zdobył osiem bramek. To lider klasyfikacji strzelców, żaden inny piłkarz nie strzelił nawet siedmiu goli. Harry Kane ma na koncie cztery trafienia, Younes Ebnoutalib pięć, Patrick Schick sześć.
O Fuellkrugu zaczęły mówić całe Niemcy, tym bardziej, że napastnik kapitalnie pokazał się w Pucharze. Snajper pokonał oczywiście bramkarza LSK Hansa, a w drugiej rundzie - i to po wejściu z ławki - zapakował dublet Borussii. Werder ostatecznie odpadł, jednak wrażenie zrobione przez doświadczoną "dziewiątkę" pozostało niezmienne. Zwłaszcza drugi gol był wspaniały. Rosły piłkarz założył "sito" Waldemarowi Antonowi, puścił się sprintem i huknął zza pola karnego. Tak dobrze nie wyglądał od czasu transferu do West Hamu.
Ogólny bilans 33-latka to 11 goli w zaledwie dziewięciu meczach. Strzela średnio co 60 minut. We wszystkich drużynach z TOP5 lepszy jest jedynie Raphinha. Jeśli zaś chodzi o zdobyte bramki, Niemiec ma przed sobą Samuela Essendego, Erlinga Haalanda, Diona Bejlę, Kyliana Mbappe i wspomnianego już Raphinhę. To tyle wśród piłkarzy spoza lig grających w systemie zimowym.
Nic nie wskazuje na to, aby Fuellkrug miał się zatrzymać. Weder wygląda bardzo dobrze jako całość, a zespół pracuje na napastnika, który nie marnuje nabojów. Niemiec oddał 23 strzały, to siódmy wynik w całej Bundeslidze. Ma przy tym zdecydowanie najlepszą skuteczność wśród wszystkich z przynajmniej dziesięcioma uderzeniami na koncie - niemal 35%. Drugi Christopher Nkunku wykręcił 28,57%.
Zupełnie zniknął problem z rozegraniem. Fuellkrug zanotował już 133 celne podania, wśród napastników więcej mają Ibrahim Maza z Bayeru i Marco Gruell, klubowy kolega z Werderu. W podaniach na połowie przeciwnika Fuellkrug wypada oczywiście słabiej, ale to zdecydowanie inny piłkarz niż ten, który w West Hamie konsekwentnie przebywał w cieniu. Tylko w dwóch spotkaniach tego sezonu zanotował mniej niż 30 kontaktów z piłką. W sezonie 2024/2025 takich meczów przytrafiło mu się aż siedem w pierwszych jedenastu kolejkach.
Z aktualnych wyliczeń wynika, że żaden piłkarz w Niemczech nie stwarza takiego zagrożenia strzelenia gola. Facet, który przez dwa ostatnie sezony strzelił cztery gole, teraz gra na poziomie zdecydowanie lepszym niż zdobywca Złotej Piłki. Werder kocha Fuellkruga, a on kocha Werder. Jedyny problem w tym, że Niemcy nie mają zapewnionej opcji wykupu.
- Nic lepszego niż Werder nie mogło mi się przydarzyć - powiedział Niemiec w rozmowie z Bildem. Miał rację.

Dyskusja

Przeczytaj również