Alarm dla giganta, wstrząsająca bezradność. “To był krzyk rozpaczy”

Alarm dla giganta, wstrząsająca bezradność. “To był krzyk rozpaczy”
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 18:00
Wygląda jak Pep Guardiola, trenuje Manchester City, ale to nie jest Katalończyk. Enzo Maresca już wie, że podjął się bardzo trudnej misji. “Obywatele” na dziś nie przypominają drużyny, która byłaby choćby blisko powrotu na angielski szczyt.
- Czy próba wejścia w buty Guardioli to misja niemożliwa? Być może, ale jednocześnie to przywilej. Wiem, jak działa futbol. Po dziesięciu meczach wszyscy będą porównywać nas do pierwszych dziesięciu spotkań Pepa w klubie. Ale nie traktuję tego jako dodatkowej presji. My skupiamy się na swojej pracy - mówił Maresca przed niedzielnym meczem..
Dalsza część tekstu pod wideo
Włoch wie, że nie uniknie porównań do poprzednika. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że przede wszystkim będzie rozliczany z wyników. Porażka 0:3 z Arsenalem w debiucie chluby oczywiście nie przynosi, chociaż Tarcza Wspólnoty nie musi być wyznacznikiem całego sezonu. Problemem z perspektywy Manchesteru City nie był jednak sam wynik, a przebieg spotkania. “Kanonierzy” pokazali, że w tym momencie są nawet nie o jedną półkę, ale kilka powyżej “Obywateli”.

Witajcie w naszej bajce

Jak u Hitchcocka, najpierw trzęsienie ziemi, a później jeszcze rosnące napięcie. Tak można opisać starcie Arsenalu z City. Mistrzowie Anglii nie tracili czasu i już w pierwszej akcji rozklepali bezradnych rywali. Myles Lewis-Skelly cudownym podaniem znalazł Riccardo Calafioriego, który trafił do siatki w 23. sekundzie, strzelając najszybszego gola w historii meczów o Community Shield. To rekord, który może przetrwać długie dekady.
Dla Manchesteru najgorsze nie było tylko to, że właściwie od początku przegrywali. Główny kłopot polegał na reakcji, a konkretnie jej braku. Od drużyny tej klasy można było spodziewać się, że podrażniona będzie najgroźniejsza. Jak lew, którego pociągnęło się za wąsy. Arsenal momentami bawił się jednak z rywalem, który nie przypominał króla dżungli, a co najwyżej sytego kota.
Pewnie, że “Obywatele” mieli pojedyncze szanse, natomiast za każdym razem defensywa “Kanonierów” była na posterunku. A to Raya zatrzymywał Fodena, White ofiarnie blokował Doku, Gabriel w swoim stylu szarpał i kotłował się z Haalandem w każdej akcji. Generalnie City grało w grę, która idealnie pasowała Londyńczykom. W decydujących momentach podopieczni Artety zawsze byli na miejscu i to po obu stronach boiska. Na pierwszy rzut oka widać było, który trener buduje zespół od kilku tygodni, a który poświęcił ponad sześć lat na budową zwartego kolektywu gotowego do walki o komplet trofeów.

Nowe szaty króla

- Kiedy można spodziewać się najlepszej wersji mojej drużyny? Mam nadzieję, że już w niedzielę. Taki jest nasz cel. Chcemy zaprezentować maksimum możliwości i zdobyć trofeum. Przygotowywaliśmy się do sezonu po to, aby od pierwszego dnia grać na optymalnym poziomie. Takie są standardy w naszym klubie. Na pewno w zespole jest jeszcze miejsce na poprawę - mówił Arteta na przedmeczowej konferencji.
Hiszpan mógł być zachwycony, widząc, że jego zespół faktycznie pokazał tak wysoką formę już w pierwszym meczu sezonu. Arsenal łączył solidność w obronie z większą dozą fantazji w ataku. Szczególnie imponować mogło, że wszystkie trzy gole padły po rozegraniu środkiem. Tę strefę teoretycznie miał zabezpieczyć duet Gvardiol - Dias wspierany przez Elliota Andersona, ale koniec końców “The Gunners” zawsze potrafi znaleźć mysią dziurę. Uliczkę, w którą trzeba zagrać, aby całkowicie rozmontować zasieki przeciwników. Przy akcjach bramkowych zawodnicy City stali, a wokół nich fruwali rozpędzeni “Kanonierzy”.
W Arsenalu imponować mogło, jak dobrze zaprezentowały się nowe nabytki. Bruno Guimaraes z marszu wszedł do pierwszego składu i nie było widać większej utraty jakości względem Declana Rice’a, gdzie mówimy przecież o jednym z najlepszych pomocników świata. Największym wygranym okresu przygotowawczego trzeba zaś nazwać Christosa Tzolisa. Grek wygląda jak skrzydłowy stworzony do układanki Artety. Dynamiczny, wybiegany, harujący w pressingu i gwarantujący konkrety pod bramką. Z City asystował Havertzowi i Odegaardowi, wcześniej w sparingach brał bezpośredni udział przy trzech golach. Kibice na Emirates nie muszą tęsknić za Leandro Trossardem, który już odszedł, a także Gabrielem Martinellim siedzącym na walizkach. Lewa strona ataku jest zabezpieczona w najlepszy możliwy sposób.

Ostatni dzwonek

City musi potraktować niedzielną porażkę jako sygnał alarmowy. Bardzo głośny i wyraźny. Maresca, jak sam przyznał, nie jest i nigdy nie będzie drugim Guardiolą, co nie oznacza, że nie może odnieść sukcesu. Aby jednak tak się stało, musi otrzymać wsparcie, którego zespół pilnie potrzebuje. Już kupiony Anderson i za chwilę ściągnięty Bouaddi nie rozwiążą wszystkich problemów. Przydałby się też choćby klasowy skrzydłowy, aby nie było potrzeby ratowania wyniku Jackiem Grealishem. Wpuszczenie na drugą połowę zawodnika, który poprzedni mecz rozegrał 18 stycznia, można uznać za krzyk rozpaczy. Niektórzy kibice mogli dziwić się, że 30-latek w ogóle jest jeszcze związany z Manchesterem. W poprzednich miesiącach pauzował przez kontuzję, Everton go nie wykupił, a “Obywatele” na razie nie kupili następcy, więc z braku laku został. Trudno jednak wyobrazić sobie, aby zdołał odzyskać blask na Etihad.
Bierzemy poprawkę na to, że każdy wynik w meczu o Tarczę Wspólnoty trzeba traktować z pewnym dystansem. Zwycięstwo wcale nie musi oznaczać, że dany zespół jest już najlepszy we wszechświecie. Dość powiedzieć, że w 2018 roku po raz ostatni triumfator Community Shield wygrał następnie Premier League. W Anglii po cichu mówi się nawet o klątwie tego tytułu. Wydaje się, że jeśli ktoś ma ją zdjąć, to właśnie Arsenal.

Dyskusja

Przeczytaj również