Beniaminek szokuje! 220 mln euro na transfery. "Najwięcej mówią ściągnięte nazwiska"
Tego lata wydali na transfery niemal tyle, co Real Madryt. I to pomimo tego, że są beniaminkiem. Ipswich Town znów rozbiło bank po awansie do Premier League. Tym razem pokazuje jednak większe ambicje.
Choć są beniaminkiem, przeznaczyli na wzmocnienia 220 milionów euro. Więcej niż Manchester United i nieznacznie mniej od Arsenalu. Jako że za dużo nie nasprzedawali, tylko dwa kluby Premier League - Liverpool i Tottenham - są na większym minusie za letnie okienko transferowe. Ipswich Town zaszalało po awansie i tym razem chce zagościć w elicie dłużej niż ostatnio, gdy spadło po roku.
Historyczny klub znów wraca
Ipswich Town to klub o bogatej historii. Istnieje od niemal 150 lat. Nieprzerwanie od 1884 roku gra na historycznym obiekcie Portman Road. Szkoleniowcami tego zespołu byli legendarni angielscy menedżerowie: Sir Alf Ramsey (to stamtąd odszedł zresztą, by objąć stery reprezentacji Anglii, z którą wygrał jedyne w jej historii mistrzostwo świata) oraz Sir Bobby Robson. W gablocie ma mistrzostwo Anglii z sezonu 1961/62, zdobyte w roli beniaminka czy wygraną w Pucharze UEFA w 1981 roku. Na przełomie lat 70-tych i 80-tych Ipswich regularnie plasowało się w czołówce ligi angielskiej. Grało w inauguracyjnej kampanii Premier League. XXI wiek do niedawna był jednak dla niego dużym rozczarowaniem.
Po tym, jak “The Tractor Boys” spadli do drugiej ligi w 2002 roku, nie mogli się z niej wydostać przez 19 sezonów, choć trzykrotnie grali w barażach o awans. Zaplecze elity opuścili dopiero… spadając szczebel niżej. I to właśnie tam zaczęli się odbudowywać. Duży wkład ma w to grupa amerykańskich inwestorów pod szyldem “Gamechanger 20 Limited”. Przejęła ona klub w 2021 roku, właśnie w League One. Pierwszy sezon był jeszcze turbulentny. Potem zaczął się marsz w górę.
Stery zespołu przejął Kieran McKenna, wyciągnięty ze sztabu szkoleniowego Manchesteru United. W jego pierwszym pełnym sezonie kibice, którzy doświadczyli ostatniego awansu jeszcze w XX wieku, wreszcie mogli poczuć wyczekiwaną euforię - i to dwukrotnie! Drużyna przesunęła się o dwa szczeble w ciągu dwóch sezonów, zajmując drugą lokatę w League One, a następnie w Championship. Tym sposobem zawitała do Premier League. Sukces fetował m.in. gwiazdor muzyki pop, Ed Sheeran - kibic “Tractor Boys” od dziecka, a od 2024 roku także ich mniejszościowy udziałowiec. Dla niego taki status to hobby i spełnienie marzeń. Dla klubu - świetny marketing.
Starcie z tak wymagającą ligą przerosło jednak ekipę, która kilkanaście miesięcy wcześniej kopała jeszcze na trzecim szczeblu. Ipswich spadło z dorobkiem zaledwie 22 punktów, ale szybko się odbiło. Podopieczni McKenny od razu po spadku ponownie finiszowali na drugiej pozycji w Championship 2025/26 i natychmiast wrócili do Premier League, gdzie wcześniej nie mogli dostać się przez lata. W szatni świętował z nimi wspomniany Sheeran.

Stracili bohatera, rozbili bank
Niespełna miesiąc po wywalczeniu drugiego awansu do krajowej elity uwielbiany przez kibiców McKenna zszokował fanów. Człowiek, który poprowadził zespół z League One do Premier League, a następnie pozostał po spadku i wywalczył powrót na najwyższy szczebel, poinformował w połowie czerwca, że odchodzi. Postanowił na jakiś czas odpocząć od futbolu. Na Portman Road musieli więc szykować się na podwójne wyzwanie - nie tylko grę w wyższej lidze, ale też zmianę szkoleniowca.
Następcą McKenny został Gary O’Neil. Menedżer z doświadczeniem w walce o utrzymanie, który wcześniej potrafił skutecznie zadbać o ligowy byt Bournemouth i Wolves, gdy ekipy te wymieniano wśród kandydatów do spadku. Z Wolverhampton co prawda rozstał się po fatalnej serii wyników, ale ostatnio, we francuskim Strasbourgu, zaliczył naprawdę niezłe pół sezonu. Przejmując pałeczkę po zatrudnionym przez Chelsea Liamie Roseniorze, doprowadził drużynę do ósmego miejsca w Ligue 1 i półfinału Ligi Konferencji. Projekt beniaminka przekonał go jednak do powrotu na Wyspy.
A tam dostał pokaźne wsparcie, bo nowi pracodawcy zainwestowali naprawdę dużą kasę w transfery. Podobnie jak przy okazji awansu w 2024 roku, Ipswich wydało najwięcej z zespołów, które awansowały. W pierwszym przypadku wyłożyli na stół ponad 150 milionów euro i wskoczyli na podium w rankingu beniaminków Premier League z największymi wydatkami po awansie. Wówczas postawili na zbudowanie kadry, która nie rozpadnie się po ewentualnym spadku, bo mocno się z nim liczyli. Teraz wydaje się, że pokazali większe ambicje.
I nie mowa jedynie o tym, że tego lata przeznaczyli na transfery sumę rekordową dla drużyny wchodzącej do angielskiej elity z Championship - przekraczającą 220 milionów euro. Kwotę niewiele mniejszą od Arsenalu czy Realu Madryt, większą o prawie 50 milionów euro od Manchesteru United i dziewiątą tego lata w Europie. Suma sama wydatków imponuje jeszcze bardziej, bo klub z Portman Road wygenerował tego lata ze sprzedaży tylko niespełna 20 milionów euro.
Najwięcej mówią ściągnięte nazwiska. Dwa lata temu na Portman Road trafili w znacznej większości wyróżniający się drugoligowcy. Teraz mamy Abdula Issahaku Fatawu, kupionego z Leicester, które spadło do trzeciej ligi, a ponadto Ziana Flemminga i Florentino Luisa z relegowanego z Premier League Burnley, natomiast Flemming był jedynym graczem zeszłorocznych beniaminków, który ustrzelił w lidze dwucyfrówkę. Do tego mamy m.in. doświadczonych na murawach angielskiej ekstraklasy Issę Diopa i Sasę Lukicia z Fulham, grajacego regularnie w ostatnich latach w Bayerze Leverkusen Exequiela Palaciosa czy Daizena Maedę (udział w 117 trafieniach w 212 występach dla Celtiku). Na pozycję bramkarza ściagnięto z Unionu Saint-Gilloise Kjella Scherpena. Holender miał w belgijskim klubie niemal 50-procentowy współczynnik czystych kont (21 z 43 występów na zero z tyłu).
Do tego dochodzą też gracze perspektywiczni. Poza wspomnianym 22-letnim Fatawu przyszedł też o rok młodszy napastnik z Toulouse, Emersonn. Choć kosztował on aż 28 milionów euro, trudno nazwać go gwarantem bramek. Do momentu transferu w 64 występach w dorosłym futbolu zdobył bowiem zaledwie dziewięć bramek. Niezły prognostyk to natomiast jego start w Ipswich, bo zdążył strzelić już gola przeciwko Sunderlandowi. Do klubu zawitali również znani O’Neillowi ze Strasbourga - 20-letni prawy obrońca, Abdoul Ouattara oraz 22-letni Julio Enciso - najdroższy nabytek, wart 30,5 miliona euro. Co ciekawe, Paragwajczyk przy okazji poprzedniego pobytu “The Tractor Boys” w Premier League grał dla nich na zasadzie półrocznego wypożyczenia. A jego liczby we Francji, pod wodzą obecnego trenera Ipswich, wyglądały naprawdę imponująco. W 27 spotkaniach strzelił dziewięć goli i zanotował osiem asyst. Po powrocie do Anglii dorzucił już do tego bilansu kolejne dwa finalne podania.
Wielkie wyzwanie
Pomimo naprawdę interesujących transferów, Premier League przypomniała Ipswich na starcie rozgrywek, że jest naprawdę ogromnym wyzwaniem. Na inaugurację udało się pokonać grający w europejskich pucharach Sunderland, lecz kolejne dwie serie gier przyniosły zdecydowanie trudniejsze testy: starcia z Manchesterem United i Liverpoolem. Oba zakończyły się porażkami. Szczególnie źle wygląda 2:5 na Old Trafford, lecz tam beniaminek do przerwy prezentował się naprawdę dobrze. Wszystko posypało się po nieodpowiedzialnej stracie Marcelino Nuneza, która dała “Czerwonym Diabłom” bramkę na 1:1 i podłączyła je do prądu. Po zmianie stron ekipa Michaela Carricka rozjechała już przeciwników. “The Reds” z kolei szybko objęli prowadzenie 2:0 i dowieźli je do końca meczu.
Są zatem pozytywne przesłanki, ale kluczowe będzie teraz wykluczenie błędów, jak ten ze spotkania z United. Premier League nie wybacza bowiem beniaminkom. W ostatnich trzech sezonach utrzymało się zaledwie dwóch z nich: Sunderland i Leeds w poprzednich rozgrywkach. Aktualnie rewelacyjny start zalicza Hull City (więcej o nim TUTAJ), ale Ipswich spisuje się na razie lepiej od trzeciej ekipy świeżo po awansie - Coventry City.
Na korzyść “The Tractor Boys” może przemawiać fakt, że dokonali naprawdę wartościowych wzmocnień, a kadra po dużej przebudowie musi jeszcze się dotrzeć. Część nowych graczy nie debiutowała nawet w pierwszej kolejce (Flemming, Palacios) lub jeszcze nie zagrała (Florentino). Można więc mieć nadzieję, że po złapaniu rytmu i okrzepnięciu, ekipa odświeżona rekordowym okienkiem rzuci wyzwanie wielu ligowym rywalom.