Absurdalna decyzja Jovicevicia. Jak trener Widzewa na to wpadł? "Katastrofalna analiza"

Absurdalna decyzja Jovicevicia. Jak trener Widzewa na to wpadł? "Katastrofalna analiza"
Marcin Bulanda / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 09:45
Najważniejsze w piłce nie są pieniądze, ale plan. Bez niego kończysz jak Widzew - po wielkiej rewolucji siłujesz się o utrzymanie w Ekstraklasie, a w składzie nie brakuje niepotrzebnych zawodników. W dodatku nie masz trenera. Żyjesz, ale co to za życie?
Dobrze wyglądające CV oraz świetne recenzje płynące z Ukrainy i Bułgarii zdały się w Polsce na nic. Igor Jovićević topi Widzew. Wobec odpadnięcia z Pucharu Polski Chorwata nic w zasadzie nie ratuje. Zwolnienie wydaje się tylko kwestią czasu, tym bardziej, że spadek zagląda Widzewowi w oczy tak głęboko, że wywierca się na drugą stronę. Jovićević przegrywa potyczki taktycznie, ale też mentalnie. Frazesem a zarazem prawdą będzie stwierdzenie, że jego podopiecznym chce się mniej niż rywalom. To również rzutuje na opinię o pracy szkoleniowca.
Dalsza część tekstu pod wideo
Jeszcze mocniej oddziałują podejmowane przez niego decyzje, a także tłumaczące je wypowiedzi. Stwierdzenia o dominacji wyglądają paradnie wobec jednego zwycięstwa w siedmiu spotkaniach - pokonać udało się tylko dołującą Wisłę Płock. Mimo tego Jovićević nawet po GKS-ie nie był zdolny do samokrytyki. Powtarzał, że drużyna wykonała krok do przodu, że zagrała lepiej, że się rozwija. Trudno byłoby się z tym zgodzić, nawet gdyby seria rzutów karnych w Katowicach miała inny finał.
Jovićević nie chciał jednak, aby rozstrzygnięcie było korzystniejsze. Trudno inaczej podejść do postawy trenera - w dogrywce ściągnął Sebastiana Bergiera, w jego miejsce wpuścił Mariusza Fornalczyka. Zrobił to wiedząc, że może skończyć się na "jedenastkach". Zrobił to, chociaż Bergier wykorzystał pięć z pięciu rzutów karnych w tym sezonie. Trafił również w Pucharze Polski, w pierwszej rundzie w ten sposób udało się przejść Termalicę. Wolał jednak Fornalczyka - piłkarza ambitnego, utalentowanego, ale też wciąż uczącego się, jak wygrać z presją. Oczywiście, można było go wpuścić, chodziło o rozruszanie akcji na skrzydłach. Ale czy na pewno powinien wejść za Bergiera? Jeśli takie rozwiązanie Jovićeviciowi podpowiedziała analiza, to była katastrofalna.
- Rzuty karne to loteria. Możesz wygrać, możesz przegrać - rzucił chorwacki Paulo Coelho, a kibicom w Łodzi zwiędły uszy.
Podobny efekt zdają się mieć wcześniejsze wypowiedzi Piotra Burlikowskiego i Dariusza Adamczuka. Panowie buńczucznie twierdzili, że nie ma mowy o walce o utrzymanie, a Widzew zagra o Puchar Polski. Co ciekawe, inne podejście mieli zawodnicy. Bartłomiej Pawłowski w rozmowie ze mną przyznawał, że nie bierze pod uwagę spadku, ale tylko ze względów ambicjonalnych. Kapitan zdawał sobie sprawę z położenia klubu już w listopadzie. Burlikowski i Adamczuk najwyraźniej nadal nie.
Dowodzą tego ich działania na rynku, które w najlepszym razie można określić mianem nieporadnych. W ciągi kilku miesięcy stworzyli z Widzewa zbieraninę ludzi wyglądających tak, jakby interesował ich jeden jedyny wynik - ten na koncie. Żaden z głośnych transferów Łodzian nie rzucił na kolana. Każdy zawodnik gra poniżej wyłożonej kwoty, co jest zaskoczeniem tym mniejszym, że większość posunięć Łodzian od samego początku wyglądała alarmująco.
Szczytem indolencji pozostaje jednak takie skonstruowanie kadry, że po ponad 20 wydanych milionach euro w zespole brakuje zawodników. Na skrzydłowych przeznaczono 7,5 mln, tymczasem z GKS-em zagrano bez skrzydłowych. Na wahadłach ustawiono Marcela Krajewskiego oraz Samuela Kozlovskiego. Tak się ciekawie składa, że jeszcze kilka tygodni temu Widzew nie miał zbyt wiele przeciwko odejściu Słowaka. Czekał tylko na odpowiednią ofertę.
Wobec przejścia na ustawienie z trójką z tyłu na ławce usiadł więc nie tylko Fornalczyk (chwilowy rekordzista transferowy klubu), ale też Osman Bukari (aktualny rekordzista transferowy klubu). Reprezentanta Ghany w kilka tygodni zdetronizowano do miana piłkarza niepotrzebnego. W Katowicach Jovićević wolał postawić na "Fornala", czemu trudno się dziwić, bo na ten moment Bukari wygląda tragikomicznie. Każdy z jego dotychczasowych pięciu występów był mniejszym lub większym niewypałem. Bukari kosztował więcej niż Jagiellonia wydała od 2020 roku. Ale przecież nie ma problemu, bo Robert Dobrzycki ma pieniądze, więc można nimi palić w piecu.
Szkoda mi właściciela Widzewa. Trudno mu odmówić serca i zaangażowania w losy Widzewa. Doradców ma jednak fatalnych. Na niemal każdy transfer Łodzian patrzy się z niedowierzaniem. Poza Bartłomiejem Drągowskim trudno znaleźć kogoś, u kogo kwota transferu wyglądałaby dość zasadnie tu i teraz. Carlos Isaac za milion? Christopher Cheng za prawie milion? Samuel Akere, Veljko Ilić, Dion Gallapeni i Maciej Kikolski za łącznie 1,8 mln, chociaż żaden z nich nie gra, a dwóch jest już poza drużyną? Kto jeszcze pamięta, że do Widzewa przyszli Tonio Teklić i Pape Meissa Ba?
No dobra, o tym ostatnim pewnie pamięta Jovićević, bo Chorwat ustawił taktykę z dwoma napastnikami w momencie, gdy do dyspozycji ma... dwóch napastników. Powtórzmy - w kadrze za 20 milionów euro są dwie "dziewiątki". Jovićević chce więc grać nieco inaczej, ale nie ma jak. Wyłączając zmianę Bergiera w Katowicach, za Andiego Zeqiriego musiał wejść Fran Alvarez. Innych alternatyw nie było.
Widzew przypomina zsyp. Zrzucono do niego zawodników za pieniądze nieodpowiadające aktualnej wartości, a przede wszystkim pozbierano ich na zasadzie łapanki. Bo może coś tam kiedyś. Zero logiki, zero spójności wizji. Robienie wszystkiego na hurra, również w zakresie zatrudniania trenerów. Skrajnie nieodpowiedzialne podejście, za które zasłużoną karą może okazać się I liga. Od momentu przejęcia klubu przez Dobrzyckiego mówi się, że zarząd ma długofalową wizję. Coraz bardziej wierzę, że ogranicza się ona do stwierdzenia: jakoś to będzie, mamy kasę!!!
To jakoś dla Widzewa prawdopodobnie będzie ratował już inny trener. Czwarty w tym sezonie. Jovićević swojej posady nie uratował, pozostała kwestia wybrania następcy, a właściwie strażaka. Mówi się, że wybór może paść na Czesława Michniewicza, co byłoby kolejną decyzją piętnującą pogubienie Łodzian. Michniewicz - trener preferujący futbol na nie - miałby przejąć drużynę konstruowaną z myślą o dominacji w każdym meczu. Michniewicz - trener, który w Ekstraklasie nie pracował od października 2021 roku i stał się pierwszym od dziesięcioleci walczącym o utrzymanie z Legią - miałby wrócić w charakterze zbawcy. Michniewicz - trener, za którego musiał wskoczyć Aleksandar Vuković - miałby teraz ocalić Widzew. To stan na marzec 2026 i zakończona moja rola.

Przeczytaj również