Brutalna ocena Lewandowskiego. Niezrozumiałe, co zrobił Jan Urban. "Absurdalny upór, dajcie spokój"
Mnóstwo strat, proste błędy, właściwie zero zagrożenia pod bramką przeciwnika. Robert Lewandowski nie pierwszy raz wyglądał w kadrze jak ciało obce, ale tym razem nie znajdziemy pół argumentu na obronę jego fatalnej gry.
- Kadra też musi przygotowywać się na erę bez Lewandowskiego. Liga Narodów to moment dla trenera, by dać szansę innym, a nie stawiać na Lewandowskiego, bo musi grać, bo jest - mówił “Lewy” przed zgrupowaniem w rozmowie z Mateuszem Skwierawskim.
Piątkowy mecz z Bośnią i Hercegowiną pokazał, że kapitan kadry wiedział, co mówi. Aż wołał z boiska do selekcjonera: trenerze, czas na zmianę. A mimo tego pozostał na boisku prawie do 90. minuty, okrutnie się męcząc i bardziej przeszkadzając niż pomagając reprezentacji. Smutne to były obrazki.
Najgorszy mecz “Lewego”
Trochę można było się tego spodziewać. “Lewy” wprost mówił o tym, że nie przepracował należycie okresu przygotowawczego, że nie jest w optymalnej formie, że mogą się pojawić problemy związane z podróżą z USA. W Chicago Fire trochę postrzelał, ale wnikliwi obserwatorzy MLS nie pieją z zachwytu, oceniając jego grę. Ostatni sezon Polaka w Barcelonie też naznaczony był wieloma frustrującymi meczami, gdzie szwankowały najprostsze elementy piłkarskiego rzemiosła. Mówiąc wprost: metryki, organizmu nie oszukasz. Lewandowski dalej może mieć fantastyczne wykończenie i “nos” snajpera, ale pod pewnymi względami odstaje. Intensywności, siły, reakcji, dynamiki. To 38-latek po kilkunastu sezonach gry na najwyższym poziomie. Wzór, gigant, maszyna, ale z coraz mniejszym zapasem paliwa w baku. U schyłku możliwości.
Czy to tłumaczy aż tak drastycznie słaby występ przeciwko Bośni? Kilka faktów: “Lewy” zanotował blisko 20 strat, wygrał mniej niż połowę pojedynków, oddał zero strzałów. Nie wniósł nic pozytywnego.
Nie, nie tłumaczy, bo wyglądał jak piłkarz z innej planety, tym razem w negatywnym kontekście. Miał pomyłki, których nie można tłumaczyć tylko upływem czasu i kiepskim przygotowaniem. Sam rzucił po gwizdku o “walce z samym sobą”. Niemniej, gdyby był to pojedynczy przypadek, pewnie machnęlibyśmy ręką. Ale nie był. Słusznie zauważył na kanale Meczyki Mateusz Rokuszewski, że może aż tak źle Lewandowski jeszcze nie zagrał, natomiast symptomy widzieliśmy zdecydowanie wcześniej.
- Zastanawiamy się, jak będzie wyglądała rzeczywistość bez Roberta Lewandowskiego, a my taką rzeczywistość bez niego mamy od - umownie mówiąc - dwóch lat. To jest Robert Lewandowski, który nawet na poziomie samej skuteczności nie dowozi - strzela mało bramek albo strzela ich mało w kluczowych momentach. Jeśli chodzi o funkcjonowanie w zespole, to - mam wrażenie - brakuje coraz więcej - podsumował, z czym w pełni się mogę zgodzić.
Śpiący selekcjoner
Jedna strona medalu to poziom prezentowany przez kapitana, a druga to zarządzanie jego występami przez selekcjonera. Doprawdy nie sposób zrozumieć, co siedzi w głowie Jana Urbana i dlaczego z takim oporem patrzy na zmiany w linii ataku. Zmiany, o których bez ogródek mówi sam Lewandowski, apelując o szansę dla innych!
W czerwcu “Lewy” zagrał 90 minut w meczu o frytki z Nigerią, bo Polacy grali na wynik w sparingu. Też wyglądał słabo, chociaż nie aż tak jak w piątek na Narodowym. Teraz dostał 87 minut z Bośnią. 87! Gdy cierpiał on, cierpiał zespół, a na ławce siedzieli nie tylko doświadczony Karol Świderski, ale i nowe twarze: Mateusz Żukowski oraz młody Marcel Reguła, który latem był o włos od transferu do Borussii Dortmund. Wrzućmy jeszcze jeden cytat z wspomnianego wywiadu RL9:
- Kadra przechodzi przemianę. Chciałbym, żeby był większy napływ młodych, nowych zawodników, którzy pomogą drużynie. Tak, by odcięcie pępowiny było jak najmniej drastyczne. Nie sztuką jest odejść i powiedzieć: a za moich czasów to było tak i tak. Zależy mi na dobru reprezentacji niezależnie, czy w niej będę. Chcę, żeby grała fajną piłkę i wygrywała.
Napływ “młodych i nowych” jak dotąd był głównie do kadry meczowej, a nie na boisku, bo Potulski i teraz Nowak to zdecydowanie za mało. Ale o tym moglibyśmy napisać drugi, długi tekst, skupmy się natomiast na napastnikach. Latem “Lewy” męczył się w meczu towarzyskim, a na ławce czekał król strzelców Ekstraklasy, który po wejściu nawet nie dotknął piłki. Z Bośnią w blokach czekali Żukowski i Reguła. Głodni gry, nowi w kadrze, mający argumenty sportowe. Po coś zostali powołani! Upór Jana Urbana jest absurdalny. Rozumiemy, dlaczego Lewandowski wyszedł w piątek od pierwszej minuty, ale nie rozumiemy, dlaczego przebywał na murawie więcej niż, powiedzmy, godzinę. Mając opcję na ławce, mogąc wpuścić świeżą krew, dać komuś realną szansę. Żukowski wszedł na pięć minut, licząc doliczony czas. Dajcie spokój.
Odwagi! Odwagi!
Ostentacyjne siedem sekund ciszy Urbana po pytaniu o napastników na konferencji prasowej świetnie “lata” w social mediach, ale tu wrzucimy kolejny kamyk do ogródka selekcjonera: po co? I ta cisza, i wypowiedź po niej. “Od dawna rozmawiamy o napastnikach”. “Wszyscy wiemy, że tam jest krucho”. “Cofamy się, patrzymy na młodzież, też nie ma opcji”.
No nie ma, jeśli szukamy drugiego “Lewego”. Nie ma, jeśli nie chcemy ich poszukać. Oczywiście, że era bez kapitana, bez legendy, będzie trudna. Od jakiegoś czasu to jasna sprawa. Ale też wreszcie są inne twarze niż Buksa, Piątek i Świderski, czyli zestaw z ostatnich lat. Powołani Żukowski i Reguła. Powołany, ale kontuzjowany Benedyczak. Niedoceniany przez selekcjonera Czubak, taśmowo ładujący bramki w Ekstraklasie. W dalszej perspektywie - oby! - Daniel Mikołajewski. Trzeba wziąć dostępne narzędzia i próbować, kombinować, dać kolejnym zawodnikom realną szansę. Realną! A nie męczyć zmęczonego kapitana i koncertowo marnować czas. To wydarzyło się z Nigerią, wydarzyło z Bośnią i obyśmy na tym zakończyli te wyliczankę. Są jeszcze trzy mecze; mnóstwo okazji na test czegoś innego, nowego, świeżego. Nikt nie mówi, że Reguła czy Żukowski zbawią ten zespół. Natomiast jeśli nie pograją, to niczego się nie dowiemy, nic się nie zmieni. Niech selekcjoner po prostu posłucha Roberta Lewandowskiego, który po meczu znów wysłał mu jasny, może nawet rozpaczliwy sygnał:
- Minut mi przybywa, a trzeba pamiętać, że nie przeszedłem pełnego okresu przygotowawczego, więc czasem jest to walka z samym sobą. Zobaczymy, jak się będę czuł, jaki pomysł będzie miał trener. Potem jest kolejny mecz u siebie, trochę tych spotkań przed nami, więc sprawa jest otwarta. Może trener postanowi wprowadzić kogoś wypoczętego, żeby dał z siebie wszystko, a może zagramy podobnie? Nie powiem, że na pewno będę grał, bo to zależy od planu selekcjonera - mówił w TVP.
Po raz kolejny w ostatnim czasie mogę napisać to samo: panie Janie, odwagi! Odwagi!
A Robert Lewandowski wciąż może dać tej kadrze sporo dobrego. Wierzymy i tego życzymy jemu oraz polskiej piłce, by legenda, najlepszy w historii biało-czerwonych zawodnik, karierę reprezentacyjną zakończył jako 40-latek na wielkim turnieju, EURO 2028. Ale tu naprawdę nie ma na co czekać ze zmianami.