Była gwiazda Ekstraklasy znów zachwyca w mocnej lidze! Legia zarobiła na nim fortunę
O nim jest ostatnio bardzo głośno. Po zmianie klubu były gwiazdor Legii Ernest Muci szaleje w Turcji, strzela jak najęty, włączył się do wyścigu o koronę króla strzelców. Nie wiadomo jednak, co stanie się z nim po sezonie. Z Albańczykiem nie ma nudy.
Już prawie dwa lata temu Ernest Muci stał się bohaterem hitowego transferu wychodzącego z Ekstraklasy. W lutym 2024 r. turecki Besiktas zapłacił Legii za Albańczyka całe dziesięć milionów euro, czyli ponad 40 mln złotych! Choć kluby naszej ligi dysponują coraz większymi pieniędzmi, kwota uzyskana za tego piłkarza wciąż robi bardzo duże wrażenie. W końcu wychowanek KF Tirana do teraz plasuje się na ex-aequo czwartym miejscu, jak chodzi o najdroższe transfery wychodzące w historii Ekstraklasy.
24-latek miał jednak w Besiktasu pewne problemy, klub nie był z niego do końca zadowolony, więc atakujący dzisiaj gra w Trabzonsporze. Trafił tam we wrześniu minionego roku i udowadnia swoją wartość - jest jednym z lepszych strzelców w lidze i odgrywa ważną rolę w zespole. Ma serię sześciu meczów z rzędu z bramką. Jeśli trafi do siatki w najbliższym spotkaniu z Kasimpasą, stanie się pierwszym od 14 lat zawodnikiem w barwach Trabzonsporu, który odnotuje serię siedmiu kolejnych gier z golem w lidze. Ostatnim był Burak Yilmaz.
Wyśmienita forma
Muci nie od początku jednak odnalazł formę w Trabzonsporze. Po ogólnie nieudanym okresie w Besiktasu mogło się wydawać, że Albańczyk pikuje. W pierwszych ośmiu spotkaniach w nowej ekipie nie był w stanie zdobyć bramki czy zaliczyć asysty. Pisano o nim jako o flopie, a obdarzeni wyobraźnią już przypominali sobie jak na zawodniku leżała koszulka Legii Warszawa. Tirańczyk stracił też miejsce w kadrze narodowej, gdzie jesienią nie dostał ani jednego zaproszenia na zgrupowanie. I to wszystko ledwie kilkanaście miesięcy od informacji w mediach o zainteresowaniu Aston Villi.
Teraz jednak Muci wrócił na dobre tory. W ostatnich sześciu meczach ligowych zdobył aż osiem bramek. Do tego dołożył dwie asysty, a łącznie w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach ma dziesięć trafień na koncie. Wystarczyło jedynie zmienić mu rolę na boisku, bo wcześniej, zarówno w Besiktasu, jak i Trabzonsporze, był wystawiany na skrzydle. Teraz jednak, w nie do końca planowany sposób, wrócił na nominalną pozycję, czyli “dziesiątkę”.
- Muci miał problemy w swoich pierwszych sześciu, siedmiu meczach. Potem strzelił pierwszego gola i się przełamał, dzisiaj ma ich już dziesięć, strzelił je w krótkim czasie. Większość z tych bramek to naprawdę dobre uderzenia. Przede wszystkim wrócił na swoją pozycję, bo przez ponad rok w obu klubach grał na skrzydle - mówi nam Kaan Bayazit, turecki dziennikarz prowadzący podcast o Besiktasu “Black Eagles Podcast”. - W Besiktasu nie był pierwszym wyborem, bo klub ma na tej pozycji Rafę Silvę, który jest dużo lepszym piłkarzem od Muciego, więc musiało się to skończyć odejściem. W nowym klubie na jego nominalnej pozycji zazwyczaj gra Felipe Augusto, więc Albańczyk znowu wylądował na skrzydle. Jednak ostatnio, ze względu na wyjazd Onuachu na Puchar Narodów Afryki, Augusto wrócił na atak, a Muci został przesunięty na “dziesiątkę”. Teraz gra na swojej naturalnej pozycji pierwszy raz w Turcji i od tego momentu zaczął grać dużo lepiej - uzupełnia.
Heatmapa E. Muciego z meczu Galatasaray - Trabzonspor 01.11.2025 (Źródło: Sofascore)
Heatmapa E. Muciego z meczu Trabzonspor - Konyaspor 29.11.2025 (Źródło: Sofascore)
Powyższe heatmapy wyraźnie przedstawiają różnicę w grze Muciego przed powrotem do nominalnej pozycji. Owszem, to piłkarz, który lubi czasem zejść do boku, a nawet mocno się wycofać, ale nie może to być jego głównym zadaniem. Najlepiej Albańczyk czuje się w świetle pola karnego, co dobrze wiemy z jego występów w barwach Legii, a dzisiaj się jedynie potwierdza.
- Trabzonspor to duży klub w Turcji, ale to nie to samo co wielka trójka ze Stambułu, w skład której wchodzi Besiktas. To inne oczekiwania, inna presja, inni kibice. Fani w Trabzonie są bardzo dobrzy, ale nie są tak wymagający jak w Besiktasu. Do tego ciążyła na nim kwota, dziesięć milionów to naprawdę dużo i wszyscy oczekiwali od niego dobrych występów i ciągłego rozwoju. Natomiast do Trabzonsporu jest jedynie wypożyczony, oczywiście z opcją wykupu, ale to sytuacje bez porównania. Myślę też, że w końcu ma trenera, który jest gotów dać mu czas, pozwolić popełnić kilka błędów. W Besiktasu był nacisk na jak najszybsze rezultaty, żeby zwiększył swoją wartość i można by go sprzedać z zyskiem - kontynuuje Bayazit.
Nie był pewniakiem
Warte przypomnienia jest to, że Muci długi czas w Legii też był obietnicą potencjału, z której niewiele wynikało. Pokusilibyśmy się również o stwierdzenie, że Albańczyk mógł w stolicy Polski zrobić znacznie więcej. Pierwsze półtora sezonu w jego wykonaniu określić można jako bardzo niemrawe. Dopiero rozgrywki 2022/23 przyniosły progres. Wówczas ofensywny pomocnik strzelił sześć goli i zaliczył siedem asyst. Wciąż jednak daleko było mu do spełnienia oczekiwań.
Ostatnie pół roku w Legii to dla Muciego niewątpliwie czas jeszcze większego rozkwitu. Choć liczby mógł mieć lepsze, pokazywał to, za co później zapłacił Besiktas. Przebłyski czegoś, czego nie boimy się nazwać geniuszem. Widać było w nim bardzo dużą jakość w pojedynczych zagraniach czy akcjach. Niestety często nie przekładało się to na całokształt. Piłkarz lepiej grał w europejskich rozgrywkach, niż na krajowym podwórku. Wystarczyło to jednak, by blisko dwa lata temu Turcy zapłacili stołecznym dziesięć milionów euro.
- Menadżerowie pytali nas o Muciego, co to za zawodnik. Sporządziliśmy raport, w którym napisaliśmy, że nie jest wskazane kupowanie zawodnika, który nie został przetestowany w silnej lidze i nie gra regularnie w kadrze narodowej. Ten transfer to porażka. Ostrzegałem przed kosztami - stwierdził w grudniu 2024 roku Samet Aybaba, a więc były koordynator sportowy w Besiktasu.
- Ma bardzo dobre uderzenie, ale myślę, że brakuje mu dośrodkowania, pojedynków na bokach, szybkiego rozpędu. Nie był zbyt pewny na skrzydle, często wycofywał piłkę do bocznego obrońcy, grał bardzo zachowawczo - opisuje zawodnika po dwóch latach w Turcji Kaan Bayazit.
Co go czeka?
Sytuacja Albańczyka bez wątpliwości nie należy do najłatwiejszych. Muci w Besiktasu notował przeciętne liczby i cierpiał na podobną przypadłość, jak w Legii Warszawa - znikał. Przebłyski w pojedynczych sytuacjach to zbyt mało, aby utrzymać się w “Czarnych Orłach”. Przesunięcie z nominalnej pozycji na skrzydło również go ograniczyło, jednocześnie pokazując, że sam klub nie do końca wiedział, jak go spożytkować.
Trabzonspor posiada opcję wykupu Muciego po sezonie za osiem i pół miliona euro, a “Bordowo-Niebiescy” takich kwot jeszcze nigdy nie wydawali. Najdroższym nabytkiem jest sprowadzony ponad 11 lat temu Majeed Waris, za którego zapłacono niespełna siedem milionów euro. Do tego tylko cztery raz wyłożyli na piłkarza przynajmniej sześć milionów euro. Z drugiej zaś strony, w letnim oknie transferowym nowe nabytki kosztowały Trabzonspor ponad 38 milionów euro, przy sprzedażach za 40. Wydaje się więc, że za pół roku, jeśli klub spienięży jakiegoś zawodnika, wykupienie Muciego będzie realne.
- Myślę, że na dzisiaj Besiktas nie wiąże z nim żadnej przyszłości. Na pewno nie przy obecnym trenerze, który zwyczajnie Muciego nie widział w swojej drużynie. Ogólnie piłkarze przebywający obecnie na wypożyczeniach nie figurują w planach Yalcina na kolejny sezon. Z kolei opcja wykupu w umowie wynosi osiem i pół miliona euro. Trabzonspor może nie chcieć tyle zapłacić, byłby to rekord transferowy. Prezes jakiś czas temu mówił, że będą chcieli usiąść do rozmów w celu obniżenia kwoty wykupu. Besiktas chce jednak wyciągnąć jak najwięcej z tych pieniędzy, które zainwestował, a Muci gra na tyle dobrze, że moim zdaniem nie zejdą z ceny. Albo skończy się to wykupem przez Trabzonspor za tę kwotę, albo dowolny inny klub zgłosi się po Muciego, a ofert w lecie powinno nie brakować. Na miejscu Trabzonsporu zapłaciłbym te pieniądze - ocenia sytuacją Albańczyka Bayazit.
- Opuścił klub, bo nie znajdował się w planach obecnego trenera Segena Yalcina. Myślę też, że nawet Ole Gunnar Solskjaer nie widział w nim przyszłości. Występował na skrzydle, ale nie były to w większości dobre mecze, stąd zmiana otoczenia. Być może zasłużył, aby dostać kolejną szansę w Besiktasu, ale nie myślę, żeby to się wydarzyło - podsumowuje Turek.
***
Przyszłość Muciego zależy zatem od Trabzonsporu. Jeśli jego obecny pracodawca zdecyduje się na wykup, Albańczyk będzie mógł spać spokojnie. Jeśli nie, 24-latek powinien pakować walizki i jak najszybciej opuścić Besiktas, chyba że ten pozwoli mu na nowe otwarcie. Na takie można liczyć najpewniej w sytuacji zmiany trenera, co ciężko dzisiaj wróżyć. Umowa byłego zawodnika Legii z “Czarnymi Orłami” obowiązuje do końca sezonu 2026/27. Wydaje się zatem, że włodarzom będzie zależało na jego sprzedaży latem, bo będzie to ostatni dzwonek, aby odzyskać zainwestowane w Albańczyka pieniądze. Na razie do klubowej kasy powróciło jedynie 10% tej kwoty, bo Trabzonspor za wypożyczenie Muciego musiał zapłacić milion euro. Warto śledzić losy dawnej gwiazdy Ekstraklasy - to nadal młody piłkarz z ogromnym talentem i możliwościami. Ciekawe, gdzie wyląduje.