Były gracz Legii w wybitnej formie. Debiut w 13. kolejce, a... walczy o króla strzelców

Były gracz Legii w wybitnej formie. Debiut w 13. kolejce, a... walczy o króla strzelców
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:50
Trzeba przyznać, że napastnicy, którzy opuścili Legię latem 2025 roku, nie wyszli na tym źle. Ilja Szkurin w GKS-ie Katowice wyrósł na czołowego obecnie strzelca Ekstraklasy, Migouel Alferela odbudował się w Grecji, zaś Marc Gual robi dziś furorę u niedawnego uczestnika Ligi Mistrzów. Hiszpan na ligowym gruncie udział przy golu notuje średnio co 64 minuty, a strzela też w europejskich pucharach.
Pierwszy raz usłyszeliśmy o nim, gdy pod koniec marca 2023 zasilił szeregi Jagiellonii Białystok. Kilka tygodni wcześniej rozpoczęła się zbrojna agresja Rosji na Ukrainę, a Gual był akurat świeżo po związaniu się z Dnipro. Według obowiązujących wówczas przepisów, z uwagi na wyjątkową sytuację, mógł poza oknem transferowym poszukać sobie nowego pracodawcy. Padło na “Dumę Podlasia”, która wypożyczyła wychowanka Badalony.
Dalsza część tekstu pod wideo

Sezon życia i głośny transfer

Ten ruch, co pokazała przyszłość, był strzałem w dziesiątkę dla wszystkich stron. Hiszpan zapoznał się z Ekstraklasą jeszcze w końcówce sezonu 2022/23, strzelając trzy gole w siedmiu meczach, ale na dobre fajerwerki odpalił już w kolejnej kampanii. Tym razem w 31 spotkaniach zdobył 16 bramek, dorzucając do tego sześć asyst. Wystarczyło do zdobycia korony króla strzelców i przy okazji wygrania klasyfikacji kanadyjskiej rozgrywek.
Jeszcze w trakcie tamtej rywalizacji Gual rozpalił polskie środowisko piłkarskie do czerwoności, decydując się na podpisanie przedwstępnej umowy z… Legią Warszawa. Hiszpan, któremu po sezonie wygasał kontrakt, miał prawo kilka miesięcy wcześniej porozumieć się z nowym pracodawcą. I tak też zrobił. Chociaż nadal zakładał koszulkę Jagiellonii, było już jasne, że w lipcu przeniesie się do stolicy.
Przedziwne sceny oglądaliśmy potem podczas meczu obu drużyn, gdy Gual strzelił gola przeciwko “Wojskowym” i… nawet się nie cieszył.
Futbol pokazał jednak wtedy, jak bardzo potrafi być nieprzewidywalny. Jagiellonia, która straciła najlepszego strzelca rozgrywek, rok później już bez niego świętowała zdobycie mistrzostwa Polski. Wyszła więc na tym znakomicie. W przeciwieństwie do Legii i samego Guala, bo związek Hiszpana z Warszawą nie okazał się szczególnie owocny. Dorobek 30 goli i 15 asyst w 99 meczach można uznać za przyzwoity, ale chyba wszyscy w stolicy spodziewali się po królu strzelców Ekstraklasy czegoś więcej.

W pucharach lepiej niż w lidze

Gual w żadnym z dwóch pełnych sezonów przy Łazienkowskiej nie przekroczył w lidze bariery 10 zdobytych bramek. Lepiej szło mu natomiast w europejskich pucharach i ich eliminacjach. Karcił m.in. Austrię Wiedeń, Molde, FC Midtjylland, kazachskie Ordobasy, z Dinamem Mińsk ustrzelił dublet, a przeciwko walijskiemu Caernarfon nawet hat-tricka. Było też kilka istotnych asyst, choćby w starciu z Aston Villą. Gual nie pozostawił więc po sobie całkowicie spalonej ziemi. W międzynarodowych pucharach uzbierał łącznie dziewięć goli i sześć asyst. Miał też swój wkład w zdobycie przez “Wojskowych” Pucharu Polski i krajowego superpucharu.
Mimo wszystko regularnie dostawało mu się od kibiców, ekspertów i dziennikarzy. Tak mówił choćby Cezary Kucharski, były piłkarz Legii, w rozmowie z TVP Sport.
- Patrzę na niego i chce mi się śmiać, bo widzę śmieszka zamiast poważnego piłkarza, stworzonego do decydowania o losach meczów. W Jagiellonii kimś takim był. Nie wiem, czemu przestał być w Legii. Zamiast robić na murawie wiele niepotrzebnych rzeczy, Gual powinien stać się poważnym egzekutorem.
- Zacznij strzelać gole i przestań mi się pokazywać na oczy. Ja wychodzę na miasto praktycznie co tydzień i niemal za każdym razem cię widać. Ale zacznij strzelać gole i potem możesz podciągnąć te spodenki nawet na ramiączka - irytował się z kolei Jakub Kosecki w programie To jest Sport.pl.

Portugalski dramat

Ostatecznie przygoda Guala z Legią potrwała dwa lata. Na starcie sezonu 2025/26 hiszpański napastnik przeniósł się do portugalskiego Rio Ave, a “Wojskowi” zarobili na jego sprzedaży mniej więcej 200 tysięcy euro. W podobnym czasie klub ze stolicy pożegnał dwóch innych napastników - Ilję Szkurina i Migouela Afarelę, stawiając mocniej na sprowadzony duet Mileta Rajović - Antonio Colak.
Gual ruszył na Półwysep Iberyjski, ale Portugalii zdecydowanie nie podbił. Zaledwie raz, w prestiżowym meczu z Benficą, wyszedł w podstawowej jedenastce na mecz ligowy. Częściej grał jako zmiennik i nie dawał trenerowi wielu argumentów, by w drużynowej hierarchii podskoczyć wyżej. Ostatecznie w rundzie jesiennej sezonu 2025/26 uzbierał 11 występów, spędzając na murawie zaledwie 243 minuty. Strzelił w tym czasie jednego gola, ale zrobił to przeciwko drużynie z… czwartej ligi. SU Sintres sensacyjnie wyeliminowało Rio Ave z Pucharu Portugalii, bramka Guala na nic się zdała.
Potem sytuacja Hiszpana zrobiła się już po prostu fatalna. Od grudnia do końca sezonu tylko raz był w kadrze meczowej. Zazwyczaj lądował na trybunach, a fakt, że w tamtym sezonie zagrał dla dwóch klubów (na starcie kampanii także dla Legii), uniemożliwiał mu kolejną zmianę barw już zimą. Efekt? Ponad pół roku bez oficjalnego występu. W międzyczasie pojawiały się informacje, że Guala pod lupą ma kilka polskich klubów, w tym choćby Górnik Zabrze.
Ostatecznie jednak Hiszpan przed startem trwających obecnie rozgrywek postawił na inny kierunek. Podpisał kontrakt z kazachskim Kajratem Ałmaty, który jeszcze w poprzednim sezonie występował w Lidze Mistrzów. 30-latek stanął przed trudnym zadaniem zastąpienia klubowej gwiazdy, młodziutkiego Dastana Satpajewa, wykupionego przez Chelsea, a obecnie wypożyczonego do Burnley.

Co za forma!

Gual postawił na egzotykę, ale z perspektywy czasu wiemy już, że trafił w dziesiątkę. Po 15 ligowych meczach ma na koncie 11 goli i sześć asyst. Jak łatwo policzyć, średnio częściej niż raz na mecz ma swój wkład w bramki Kajratu. A żeby być bardziej precyzyjnym - robi to co 64 minuty. Chociaż debiutował dopiero w 13. kolejce, w tym momencie zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Korony pewnie nie zdobędzie, wszak do końca pozostały tylko dwie kolejki, a lider rankingu uzbierał trzy trafienia więcej, ale takie wyczyny strzeleckie i tak trzeba docenić. Ostatnie spotkanie Gual zakończył z hat-trickiem. Dodać warto, że dwie bramki dorzucił też w kwalifikacjach Champions League i fazie ligowej Ligi Konferencji.
Jeśli coś może go martwić, to pewnie fakt, że wraz z zespołem raczej nie sięgnie po kolejne mistrzostwo kraju, a co za tym idzie - nie powalczy o awans do Ligi Mistrzów. Liderem są Ordobasy, które mają cztery punkty więcej niż Kajrat.
Odrodzenie Guala to natomiast naprawdę ciekawa historia. Po ponad półrocznej przerwie od gry Hiszpan znów o sobie przypomina. Kto wie, może los w bliższej lub dalszej przyszłości poniesie go ponownie do Polski. Łatka króla strzelców Ekstraklasy może działać na wyobraźnię przez lata. Podobnie zresztą jak ostatnie wyczyny hiszpańskiego napastnika, który bryluje u zeszłorocznego uczestnika Ligi Mistrzów.

Dyskusja

Przeczytaj również