Celebryci zbudują piłkarską potęgę? Przejęli klub. "Celujemy w mistrzostwo"

W Walii zbudowali klub, o którym usłyszał cały świat. Teraz Ryan Reynolds i Rob McElhenney do spółki z równie znanymi nazwiskami chcą powtórzyć ten sukces w Kolumbii. Internacional de Bogota zamierza wstrząsnąć piłkarską hierarchią w tym kraju. Pomóc ma nie tylko kosmiczna koszulka.
Jeszcze w latach 80. i 90. o kolumbijskiej piłce klubowej słyszeliśmy głównie z uwagi na jej powiązania z kartelami narkotyków. Dziś pod wieloma względami tamten okres wydaje się już prehistorią. Po obaleniu Pablo Escobara oraz wielu jemu podobnych, kluby z Ligi Dimayor musiały znaleźć sobie inne źródła finansowania. Niektóre z nich trafiły w ręce rodzimych firm, ale w ostatnim czasie pojawia się tam również coraz więcej zagranicznych inwestorów. Grupa biznesmenów, która pod koniec ubiegłego roku ogłosiła stworzenie Internacionalu de Bogota, równie dobrze mogłaby stanowić obsadę hollywoodzkiego filmu. Część z nich pokazała już jednak, że na piłce zna się bardziej, niż byśmy sobie to wyobrażali.
Więcej niż futbol
Jeszcze na początku grudnia nikt nie słyszał tam o żadnym Internacionalu. Klub z Bogoty wciąż nosił wówczas nazwę La Equidad, którą zawdzięcza firmie ubezpieczeniowej Seguros La Equidad stojącej za jego założeniem na początku lat 80. Zespół długo występował na poziomie amatorskim, a do kolumbijskiej ekstraklasy dostał się dopiero w 2006 roku. Przez blisko dwie dekady w elicie nie osiągnął niczego spektakularnego. Kibicowsko też raczej odstawał od ligowych rywali, w Bogocie będąc zdominowanym przez Independiente Santa Fe i Millonarios, a w całym kraju również przez przepotężne Atletico Nacional i America de Cali. Historia “Aseguradores”, czyli “Ubezpieczycieli”, na nowo rozpoczęła się wraz z początkiem ubiegłego roku. To wtedy ogłoszono wejście do klubu nowych właścicieli, którzy niecałe 12 miesięcy później ogłosili jego całkowity rebranding.
- Internacional de Bogota powstał po to, żeby być klubem innym niż wszystkie i to pod każdym względem, w jakim przeżywana jest piłka nożna w naszym kraju. Nasi kibice nie odziedziczyli przywiązania do tych barw od swoich przodków, ale sami wybrali, by nas dopingować. Nie podążamy za tradycyjnymi schematami. Pracujemy nad tym, aby zaoferować fanom coś więcej niż tylko 90 minut piłki nożnej. Proponujemy bezpieczną i rodzinną przestrzeń dla wszystkich, którzy lubią futbol i chcą być częścią tego widowiska. Jesteśmy zżytą społecznością i wspólnie budujemy naszą markę, na razie głównie w dzielnicy Kennedy, ale naszym celem jest, by reprezentować całą Bogotę zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej - mówi nam Juan Sebastian Leon, rzecznik prasowy klubu.
W przeciwieństwie do wielu południowoamerykańskich, w tym również kolumbijskich klubów, Internacional de Bogota nie chce kojarzyć się z jednym konkretnym “barrio”. Choć obecnie najwięcej kibiców ma siłą rzeczy w dzielnicy Kennedy, gdzie mieści się jego stadion, celem “Kondorów” jest rozpowszechnienie swojej marki w całej stolicy, a nawet kraju. To dlatego każdy kibic, który przed sezonem zdecydował się na zakup karnetu, otrzymał w prezencie również meczową koszulkę oraz ekskluzywny dostęp do materiałów zakulisowych z życia klubu. Inter sięga też czasem po niekonwencjonalne, ale praktyczne metody. Na meczach rozdaje fanom kartki z tekstem przyśpiewek, dzięki czemu ci mogą się ich szybciej nauczyć. To zaś pozwala “Los Condores” stworzyć wokół siebie kulturę kibicowską.
- Zmiana szyldu na Internacional de Bogota to dobry pomysł. Klub wykonał świetną robotę w mediach społecznościowych, dzięki czemu mieszkańcy stolicy, którzy nie kibicują Santa Fe i Millonarios, znaleźli dla siebie ciekawą, niedzielącą ich alternatywę. Wspomniana promocja polegająca na tym, że do karnetu fani dostali w gratisie koszulkę. Była ona świetnym, powiedziałbym wręcz, że kluczowym ruchem dla rozpowszechnienia marki Interu wśród lokalnej społeczności. La Equidad pod nową nazwą zostało uznane za ciekawy zespół do kibicowania. Wreszcie młodzi ludzie mogą sami znaleźć dla siebie drużynę, a nie muszą iść śladami swoich rodziców, jak to tu często bywa - mówi nam Jhonsson Rojas, kolumbijski dziennikarz Caracol TV i Gol Caracol.
Bracia z Meksyku i Walii
Za powstaniem Interu stoi amerykańskie konsorcjum Tylis-Porter Group, którym dowodzi duet Al Tylis i Sam Porter. O ile nazwiska biznesmena działającego w branży nieruchomości i jego wspólnika jeszcze niewiele mówią, o tyle pozostali inwestorzy zaangażowani w ten projekt - i działający ze sobą też w Club Nexaca z Meksyku - to już postacie z pierwszych stron gazet. Aktorzy Ryan Reynolds i Rob McElhenney (którzy są też właścicielami walczącego o awans do Premier League Wrexham), aktorka Eva Longoria, baseballista Justin Verlander, jego żona - słynna modelka Kate Upton, znany akademik i multimilioner Scott Galloway czy wreszcie były gwiazdor NBA, Shawn Marion. Oprócz pieniędzy, które włożyli w klub, zapewnili oni de facto zupełnie nowej marce w świecie piłki coś równie wartościowego, jeśli nie cenniejszego - międzynarodowy rozgłos.
- Nasi znani właściciele stanowią fundamentalną część projektu i wspierają nas od samego początku. Śledzą zarówno nasze postępy sportowe, jak i komercyjne. Na razie jeszcze nie wiemy, kiedy pojawią się u nas na stadionie, ale z pewnością zaskoczą tym mnóstwo osób. Działamy na tym samym modelu co Wrexham i Necaxa. Z tymi drugim klubem nawiązaliśmy ścisłą współpracę w kwestiach sportowych. Przez naszą kadrę przewinęli się już dwaj gracze związani wcześniej z naszymi meksykańskimi partnerami - Luis Mosquera i Misael Pedroza. W tym roku trafił do nas z kolei Hather Cuesta, a gwiazdę naszego zespołu U-20, Aquilesa Zamorę, wysłaliśmy do drużyny Necaxa U-23. Skauci i dział rekrutacji obu klubów ściśle ze sobą współpracują - podkreśla Sebastian.
Reynolds wrzucający do sieci filmik, na którym paraduje w nowej, zaprezentowanej na wysokości 30 tysięcy metrów nad ziemią koszulce, to tylko jedna ze składowych innowacyjnego podejścia Interu. Klub poza świetnym marketingiem postawił bowiem na klarowną wizję rozwoju również w kwestiach sportowych. Szuka zawodników o określonym profilu, nie patrzy na ich aktualną reputację. Przy rekrutacji nowych piłkarzy opiera się na dokładnej analizie opartej o szczegółowe dane, w tym rys psychologiczny. Do sztabu trenera Ricardo Valino, wcześniej pracującego z m.in. młodzieżowymi reprezentacjami Wenezueli, dołączyli specjaliści od stałych fragmentów gry. Podobnie jak we Wrexham czy w Club Necaxa mamy do czynienia ze zdrowym podejściem, które może nie doprowadzi do sukcesów z dnia na dzień, ale z czasem powinno przynieść pierwsze trofea.
- Na razie, poza samymi pieniędzmi, ich związek z klubem polega w głównej mierze na chwycie marketingowym. Jeśli Inter zyska na rozpoznawalności, obecność tak znanych właścicieli również może wywołać większe poruszenie. Tyle tylko, że po mistrzostwo Kolumbii zwykle sięgają drużyny, które od lat należą do ligowej czołówki. Internacional należy do zagranicznych właścicieli i ma mieć swój międzynarodowy charakter. Dlatego sądzę, że inwestycje będą stopniowe, aby odpowiednio dostosować się do lokalnego ekosystemu piłkarskiego - uważa Rojas.
Chcą grać o pełną pulę
Jakiekolwiek by nie były plany celebryckich właścicieli Interu, na koniec ich wizję i tak będzie musiało zweryfikować boisko. Na razie wygląda to przyzwoicie. Zespół pod wodzą Valino zdobył 22 punkty w 15 meczach, co plasuje go na dziewiątej lokacie. Walczy o to, by wskoczyć do czołowej ósemki, bo ona będzie potem rywalizowała o mistrzostwo w Aperturze, czyli pierwszej z dwóch pełnoprawnych części sezonu. Inter wciąż może jednak obawiać się też… spadku.
W Kolumbii o tym, które drużyny opuszczą najwyższą klasę rozgrywkową, decyduje bowiem tabela zbiorcza z trzech ostatnich sezonów, w której dorobek punktowy dzielony jest przez liczbę meczów rozegranych przez dany zespół. W tej klasyfikacji zespół z Bogoty, który jeszcze pod poprzednim szyldem nie należał do ligowych potentatów, plasuje się póki co na bezpiecznym 17. miejscu, lecz nie zmienia to faktu, że nadal musi mieć się na baczności.
- W naszym pierwszym sezonie jako Inter Bogota głównym celem jest oddalenie się od strefy spadkowej, co jak na razie udaje nam się całkiem nieźle. Zespół osiągnął pewnego rodzaju stabilizację, dzięki czemu jest w stanie skutecznie rywalizować praktycznie w meczu z każdym rywalem. Nie zapominamy o tym, że wciąż zagraża nam spadek, ale chcemy przy tym godnie zaprezentować się na wszystkich kolumbijskich stadionach. Nie ukrywamy naszych ambicji, dlatego w dłuższej perspektywie możemy się włączyć nawet do walki o mistrzostwo - zapowiada Sebastian.
Obecny potencjał kadrowy Interu powinien pozwolić mu na zajęcie spokojnego miejsca w środku ligowej stawki. W zespole już teraz jest na kim zawiesić oko. Do kluczowych zawodników należą dwaj skrzydłowi: zaledwie 18-letni, operujący na prawej stronie Dereck Moncada z Hondurasu oraz grający na drugiej flance i starszy od niego o cztery lata wychowanek Atletico Nacional, Kevin Parra. Wspierani są przez bardziej doświadczonych kolegów, takich jak weteran południowoamerykańskich boisk Larry Vasquez czy ściągnięty ostatnio z Sunderlandu były młodzieżowy reprezentant Anglii, Ian Poveda, który w seniorach zdecydował się grać dla Kolumbii. Choć tacy gracze jak Parra czy Moncada zaraz mogą wyfrunąć do silniejszych klubów z regionu lub nawet Europy, niewykluczone, że wizja gry o tytuły z Interem może ich jeszcze tam na chwilę zatrzymać.
- Musimy jednak pamiętać, że zdobycie mistrzostwa Kolumbii nie jest łatwym zadaniem. Zwykle po tytuł sięgają kluby, które od lat należą do ligowej czołówki. Przy czym coraz więcej drużyn wspieranych jest przez zagranicznych inwestorów. Tak jest np. w Deportivo Cali czy Millonarios. Jeśli chodzi o Internacional de Bogota, jego głównym celem w tym momencie powinno być odbicie się po serii słabszych sezonów i okresie przejściowym. Inter musi zdobywać regularnie punkty, aby nie spaść z ligi. Aktualnie drużyna walczy też o to, aby zapewnić sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek. Realną misją zespołu powinna być kwalifikacja do pierwszej ósemki, ale pod kątem piłkarskim nadal musi się jeszcze rozwijać - podsumowuje Rojas.