Ciąg nielogicznych decyzji. Urban wpada na grabie, na które wpadli poprzednicy
Wiadomo - “wynik jest Bogiem” - natomiast, jeśli faktycznie mieliśmy dać sobie czas i wejść w proces budowy nowej reprezentacji Polski, to bardziej niż słabe wyniki martwi mnie fakt, że na wylanie fundamentów i postawienie połowy ściany Jan Urban musi wcześniej potknąć się o dwie cegłówki:
- Kiwior na lewej obronie. Wycofanie się z pomysłu.
- Nagły powrót do trójki. Skasowanie Wiśniewskiego.
- Puchacz? “Nie, no nie”. Kasacja.
- Skrzydłowy Świderski, gdy mamy skrzydłowych.
- Skrzydłowy Świderski, gdy nie mamy napastników.
Można odnieść wrażenie, że na przekór wszystkim Urban chce odmrozić sobie uszy. Jako selekcjoner powinien widzieć więcej, a widzi mniej. Gdyby mylił się na młodych - Mońce, Gurgulu czy Mazurku - byłoby to jeszcze okolicznością łagodzącą. Paradoksem jest to, że młodzi go na tym zgrupowaniu nie zawiedli - Nowak czy Potulski.
Niestety Urban wpada na grabie, na które wpadali już poprzednicy, a reprezentacja wybacza znacznie mniej niż klub. Nie możesz w każdym kolejnym meczu próbować rozwiązań, które z dużym prawdopodobieństwem nie wypalą, a potem robić minę jak w słynnym memie: “Cholera, miało wyjść inaczej”.
Już nawet nie cofam się do powołań, gdzie każdy widział, że brakuje co najmniej jednego napastnika i lewego obrońcy, bo grasz cztery mecze w jedenaście dni i musisz być gotowy na wszystkie negatywne scenariusze - kontuzje, kartki, przebieg spotkania. Przegrywasz kluczowy mecz, a masz ZERO opcji w ataku? To głaz do selekcji Urbana. Kto by przypuszczał, że gdy desperacko gonisz wynik, w polu karnym przydałaby się silna dziewiątka, która dobrze gra głową…
Jeśli Urban ma jeszcze czas, to bardzo mało. Osobiście chciałbym, żeby otrzymał szansę na listopadową korektę, bo mimo wszystko dostał kilka konkretnych odpowiedzi. Wielu powie, że to za mało. I ok. Natomiast nowy selekcjoner na pewno nie jest odpowiedzią samą w sobie. Na pewno nie wybrany na kolanie. To w ostatnim czasie mamy przerobione aż za dobrze.