Co z przyszłością Arbeloi w Realu Madryt? Słowa Viniciusa mówią swoje
Łatwo krytykować trenera po porażce i szukać mu miejsca w pośredniaku. Przegrana Realu Madryt z Bayernem Monachium nie powinna jednak wpłynąć na przyszłość Alvaro Arbeloi. Hiszpan powoli, w bólach, ale stara się wyprowadzić tę drużynę na prostą.
Ależ to było widowisko. Starcie gigantów europejskiej piłki zdecydowanie nie zawiodło oczekiwań. Zawodnicy Realu i Bayernu zabrali kibiców na 90-minutową przejażdżkę kolejką górską bez pit stopów. Były bramki, zmarnowane okazje, składne akcje i znakomite parady bramkarzy. Chociaż w pewnym momencie wydawało się, że “Die Roten” nawet już w pierwszym meczu mogą rozstrzygnąć losy awansu, to wciąż nie można z pełnym przekonaniem stwierdzić, kto z tej pary znajdzie się w półfinale.
Podopieczni Vincenta Kompany’ego są oczywiście na uprzywilejowanej pozycji po wyjazdowym triumfie 2:1. “Królewscy” pokazali jednak, że mistrzowie Niemiec nie są zespołem nie do ukąszenia. Arbeloa po końcowym gwizdku może wyciągnąć do analizy wiele sytuacji, za które warto pochwalić swoich podopiecznych. Pewnie, że należy im się też kilka nagan za momentami zbyt beztroską postawę w defensywie. Koniec końców to Bayern mógł jednak po ostatnim gwizdku więcej zawdzięczać bramkarzowi. A to nie świadczy źle o ogólnym poziomie gry “Los Blancos”.
Eksperyment na żywym organizmie
- Zawsze powtarzam, że aby wygrywać, nie można umieć dobrze wykonywać tylko jednej rzeczy. Trzeba odnajdywać się we wszystkich fazach gry, zarówno z piłką, jak i bez niej. Pracujemy nad tym, aby być kompletnym zespołem, przykładamy dużą uwagę do stałych fragmentów, skupiamy się na mentalności kolektywnej. Indywidualnie mamy jednych z najlepszych piłkarzy świata i jesteśmy w stanie być jednym z najlepszych zespołów. Talent jest bardzo ważny, bo koniec końców to on robi różnicę na boisku - mówił Arbeloa na przedmeczowej konferencji.
Trenera trzeba docenić za to, że buduje drużynę w zgodzie z własnymi ideami. Tego zabrakło Alonso, który w pewnym momencie kompletnie się pogubił. Najpierw chciał pokazać, że jest ważniejszy od Viniciusa, żeby po głośnych protestach Brazylijczyka pokornie stawiać już na niego w każdym spotkaniu. Na początku sezonu stawiał na utrzymanie piłki, żeby później oddawać inicjatywę w co drugim meczu. Tymczasem obecny szkoleniowiec nie żongluje taktyką i formacjami oraz nie boi się stawiać gwiazdom. Po raz kolejny postawił w ważnym meczu na Thiago Pitarcha, odsyłając na ławkę m.in. Jude’a Bellinghama czy Eduardo Camavingę. 18-latek może nie zagrał z Bayernem wybitnie, jednak zebrał bezcenne doświadczenie, na które nie miałby szans u poprzedniego trenera.
Oczywiście, że pod względem wizualnym występ Realu z Bayernem nie był spektakularny. Trzeba jednak spojrzeć na to, w jakim momencie znajdują się oba projekty. Kompany buduje drużynę drugi sezon, a Arbeloa pracuje od niecałych czterech miesięcy. I w ostatecznym rozrachunku różnica w grze nie była aż tak drastyczna. We wtorek obie drużyny oddały łącznie po 20 strzałów, “Królewscy” mieli dziewięć celnych, a Bawarczycy osiem. W statystyce tzw. dużych okazji “Los Blancos” prowadzili cztery do trzech. Gdyby choćby Vinicius miał lepiej nastawiony celownik, a Neuer nie rozegrał kapitalnych zawodów, wynik mógłby być zupełnie inny.
To naturalne, że Real nie jest przyzwyczajony do porażek i nigdy nie będzie po nich w pełni chwalony. Trzeba jednak brać poprawkę na okoliczności. Patrząc na wyniki z całego sezonu, statystyki poszczególnych zawodników, można było spodziewać się nawet pogromu na Bernabeu. Bayern był faworytem i potwierdził to. Ale nie w pełni. Bawarczycy nie zagrali na tyle skutecznie, aby przed rewanżem móc twierdzić, że wszystko jest już rozstrzygnięte. A powszechnie wiadomo, że dwumecze na styku to dla "Królewskich" spécialité de la maison.
- Od katastrofy do nadziei. W pierwszym fragmencie Bayern zdominował rywalizację na Bernabeu, ale w pewnym momencie wszystko się zmieniło. Real zaczął generować większe zagrożenie, Vinicius i Mbappe nie wykorzystali swoich pierwszych sytuacji, ale Francuz w końcu trafił do siatki. W końcówce Bawarczycy cudem uniknęli doprowadzenia do remisu. Real rzucił sobie koło ratunkowe przed rewanżem w Monachium - opisał AS.
Zjednoczona grupa
- Pasuje mi styl gry Arbeloi, tak jak pasował mi Ancelottiego. Wyciągnąłem wnioski ze słabszego okresu. Zawsze dawałem z siebie wszystko dla drużyny i to się nie zmieni. Jestem szczęśliwy w Realu i chciałbym spędzić tu kolejne lata - podkreślał Vinicius przed meczem z Bayernem.
Największym sukcesem Arbeloi trzeba nazwać umiejętność zjednoczenia szatni. Minęły czasy Alonso, który ewidentnie dogadywał się z Mbappe, ale miał pewne problemy ze znalezieniem wspólnego języka z Viniciusem. Teraz wszyscy zdają się zmierzać w jednym kierunku. Niektóre gwiazdy są odsyłane na ławkę, ale nie wyrażają z tego powodu publicznych protestów. Widać też ogromną chęć odważnego stawiania na młodzież. Od wielu tygodni w praktycznie każdym meczu trener wystawia w środku pola Manuela Angela czy Thiago Pitarcha. Oni nie są jeszcze gotowymi produktami piłkarskimi, ale z biegiem czasu mogą się nimi stać.
- Mieliśmy pecha, bo nie wykorzystaliśmy wielu okazji. Cieszę się, że graliśmy odważnie, próbując doprowadzić do remisu, nawet ryzykując utratę trzeciej bramki. Jestem przekonany, że stać nas na zwycięstwo w Monachium. Wierzę w swoich zawodników - zaznaczył Arbeloa po spotkaniu.
Wiara. Dokładnie to pozostało Realowi. I to nie tylko w kontekście rewanżu w Monachium, ale całego tego projektu. W tym momencie naprawdę nie widać bowiem sensu szukania kolejnej rewolucji. Pewnie, że latem można zwolnić 43-latka, poszukać nowego trenera i rozpocząć pewien cykl na nowo. Ale który z dostępnych na rynku szkoleniowców byłby dziś gwarantem sukcesu na Bernabeu? Może jednak lepiej kontynuować projekt, któremu daleko do końcowego kształtu, aczkolwiek daje nadzieję na lepsze jutro.
Zrozumiała frustracja
Bez wątpienia ostatnie dni nie są łatwe dla kibiców Realu. Porażki z Mallorcą i Bayernem utrudniają życie w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów. Te wyniki jednak niczego nie burzą, nie powinny one zmieniać podejścia do oceny całej pracy, którą Arbeloa wykonuje od stycznia. Jego sukcesy jeszcze nie są kolosalne, ale można docenić wprowadzenie wychowanków, odrestaurowanie Viniciusa, który najprawdopodobniej podpisze nowy kontrakt, czy wyciśnięcie życiowej formy z Fede Valverde. Coraz lepiej na prawej flance prezentuje się Trent Alexander-Arnold, autor trzech asyst w poprzednich trzech meczach. Są pewne zalążki, z których może wykiełkować coś większego.
W piłce wynik jest bogiem, jednak nie może on determinować wszystkiego. Gdyby miesiąc temu powiedzieć kibicowi z Madrytu: “Real w meczu z Bayernem stworzy większą liczbę dogodnych okazji, bohaterem zostanie jeden z bramkarzy”, to pewnie podpisałby się w ciemno pod takim przebiegiem zdarzeń. Latami Courtois ratował “Królewskich” w Lidze Mistrzów, a tym razem to monachijczycy zawdzięczali więcej swojemu golkiperowi. Tak bywa. Jeśli jednak “Los Blancos” stworzą na Allianz Arenie podobną liczbę sytuacji, to kto wie, czy nie zapewnią sobie miejsca w półfinale.
- Jeśli Neuer zostaje MVP, to znaczy, że sporo atakowaliśmy. Nadal jesteśmy w grze o awans. Rewanż będzie skomplikowany, ale zachowujemy wiarę w siebie. Wiedzieliśmy, że dwumecz z Bayernem w żadnym momencie nie będzie łatwy - podsumował Andrij Łunin na antenie Movistar.
W sporcie piękna jest niepewność. Chociaż poświęcamy piłce ogromną część życia, chłoniemy jeden mecz za drugim, wciąż potrafimy być zaskakiwani. Przed rewanżowym meczem Bayernu z Realem pewne jest tylko jedno. W kontekście awansu wiemy, że nic nie wiemy.