Co za wyczyn Pietuszewskiego! "Zrobił to jako jedyny"
Transfer Oskara Pietuszewskiego wywołał niemałe poruszenie, również za sprawą kwoty. Nie było rekordu Ekstraklasy, FC Porto wyłożyło dziesięć milionów euro i to już z uwzględnieniem bonusów. Według wielu - za mało. Według mnie - kwota słuszna, odpowiadająca wielu czynnikom. Bo Pietuszewski to nie tylko talent.
Na ostateczną kwotę transakcji składa się wiele czynników. Poza tymi najbardziej oczywistymi należy zwrócić uwagę na historię sprzedażową danego klubu, sumy przeznaczane przez kupującego, zdrowie zawodnika, a także jego narodowość. Bez tych wszystkich puzzli rzetelna dyskusja na temat pieniędzy w piłce jest niemożliwa. Bez tego jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego Chorwat czasami kosztuje kilkukrotnie więcej niż równie uzdolniony Polak.
W przypadku Pietuszewskiego na drodze do pobicia rekordu Ekstraklasy stanęła między innymi Jagiellonia. Nie zrozumcie mnie źle - klub zrobił wszystko, żeby tego utalentowanego piłkarza odpowiednio poprowadzić, otoczył go opieką, mądrymi trenerami, a także dawał liczne szanse. Ale Jagiellonia niezbyt potrafi sprzedawać. Przed styczniem na żadnym ze swoich graczy nie zarobiła nawet pięciu milionów euro. A przecież takie kwoty na rodzimym podwórku osiągnęły nie tylko Lech i Legia, ale też Pogoń, Raków, Zagłębie, Cracovia i Polonia. Białostoczanie zaś mieli cztery miliony za Patryka Klimalę, który nie wypalił w Celticu, co również rzutuje na historię sprzedażową i jeszcze mniej za Bartłomieja Drągowskiego, Karola Świderskiego, Grzegorza Sandomierskiego oraz Dominika Marczuka, sprzedanych jako zawodników U21.
Po drugie zaś Pietuszewski nie ma liczb. Tak, jest piłkarzem zjawiskowym, obdarzonym piękną techniką. Potrafi zachwycić w pięć minut, mija rywali jak tyczki, napędza akcje zespołu. Ale później patrzy się na bilans, a ten wygląda słabo - 54 mecze, cztery gole, trzy asysty. W dodatku wszystko w Ekstraklasie, bez ani jednego konkretu w europejskich pucharach. Klubowa specyfika gry młodzieżowego reprezentanta nie predestynuje do zdobywania wielu bramek, chociaż 17-latek zdecydowanie musi poprawić wykończenie. Głupio dziwić się, że Portugalczycy nie przyjechali z wagonem pieniędzy, gdy przed oczami mamy takie liczby.
Ale! Wstrzymajmy konie, tu absolutnie nikt nie zasługuje na obśmianie lub podważanie lekkości wielkiego talentu. W gruncie rzeczy FC Porto przyjechało z wagonem pieniędzy, a już na pewno jak na swoje standardy. W lidze portugalskiej generalnie nie płaci się zbyt wiele za piłkarzy U19. Polak z miejsca wskoczył na pierwszą pozycję w rankingu wszech czasów. Jako jedyny, już po uwzględnieniu bonusów, dobił do granicy dziesięciu milionów euro. Na podium łapią się jeszcze Ivan Fresneda (Sporting), Gianluca Prestianni, Andreas Schjelderup (obaj Benfica) i William Gomes (FC Porto). Każdy z nich kosztował dziewięć milionów.
Później zaś napotkamy Jamesa Rodrigueza, Andersona, Lukę Jovicia, Jana Oblaka czy Danny'ego. Mocnych nazwisk nie brakuje, ale brakuje fortun w porównaniu z możliwościami klubów z TOP5. W całej historii portugalskiej piłki zaledwie 23 nastolatków kosztowało przynajmniej milion euro, z czego sześciu sprowadziło FC Porto. Bundesliga osiągnęła taki wynik w ostatnich pięć lat, a Premier League w dwa. Nie chodziło jednak o to, aby skrzydłowy od razu wykonał skok na najgłębszą z wód. Wręcz przeciwnie, wszyscy chcieli tego uniknąć.
Na tym nie koniec. Jeden z kibiców Jagiellonii wykazał, że Pietuszewski stał się dziesiątym najdroższym niepełnoletnim zawodnikiem w dziejach całej piłki. Ranking z pewnością wyglądałby inaczej, gdyby nie kwestie regulujące transfery Brazylijczyków, ale piłkarz Jagiellonii nieprzypadkowo znalazł się w ścisłej elicie futbolu. Gareth Bale, Alex Oxlade-Chamberlain, Alexandre Pato, Jude Bellingham - jest o kim myśleć.
Wreszcie zaś miejmy na uwadze, że wychowanek Jagiellonii przeszedł już przez poważną kontuzję. Jako junior, a konkretnie jesienią 2022 roku, zerwał więzadła krzyżowe. Pauzował krótko, doszedł do siebie w sześć miesięcy, a po kolejnym wszedł na boisko w meczu CLJ z Wisłą Kraków. Niemniej, uraz trafił do kartoteki i tam najpewniej zostawił największy ślad. Nie ma mowy, że umknęło to Portugalczykom, nawet jeśli kontuzja nie przełożyła się na grę 17-latka.
Naprawdę nie widzę powodów, aby się na kwotę transferu Pietuszewskiego zżymać. To raczej powód do zadowolenia. Tym bardziej, że w ślad za konkretnymi pieniędzmi - otwierającymi oczywiste perspektywy dla liczącej dotąd każdy grosz Jagiellonii - idzie też coś więcej. Rzadko się zdarza, aby Polak trafiał do potentata tak silnej ligi.